piątek, września 23, 2016

podróże, polska, hotele, nic na poważnie, ałac godętowo, pałac w siemczynie, zamek darsława, nocleg busko zdrój, nocleg drawsko pomorskie, bytów, zamek krzyżacki w bytowie, zycie na walizkach, hotel w zamku, pałąc w kurozwękach

W ostatnich miesiącach bardzo dużo podróżowałam. Podróże to nie tylko poznawanie kraju czy piękne krajobrazy. Trochę mniej przyjemnym aspektem jest ciągła nieobecność w domu i konieczność noclegów w hotelach. Hotele, jak wiadomo, potrafią być różne. Niekiedy za malutki pokoik zapłacimy fortunę, innym razem trafimy na prawdziwą perełkę. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kilka hoteli, w których miałam okazję nocować. Motywem przewodnim były zamki i pałace. Niektóre z tych miejsc mogą się okazać świetnym celem podróży, ale z różnych powodów, nie są dobrze znane. Oto moi faworyci!

Pałac w Kurozwękach

Pałac sam w sobie nie jest przykładem jakiegoś szczególnego luksusu. Pokoje są przeciętne, ich główną zaletą jest łazienka z wanną. Na pokreślenie zasługuję jednak fakt, że pałac otoczony jest pięknym terenem, gdzie można spacerować godzinami i wyprodukować tysiące zdjęć na Instagrama.
Kurozwęki słyną z jedynej w Polsce farmy bizonów. W hotelu możecie skosztować potraw wykonanych z mięsa bizona. W ofercie znajdują się również różne bizonie przetwory: pasztety czy kabanosy.
W hotelu bardzo spodobało mi się wyeksponowanie historii pałacu. W karcie menu zostały umieszczone specjalne opisy, które pozwalają zapoznać się z historią odwiedzanego miejsca.
W lecie lista dostępnych atrakcji się wydłuża, goście mogą odwiedzić mini zoo, przeszukiwać lochy pałacu czy wyruszyć na bizon safari.
Osobiście nie jestem do tych bizonów przekonana, raczej próżno oczekiwać, że zechcę wziąć udział w rozrywkach oferowanych przez hotel, jednak jestem przekonana, że wiele rodzin z dziećmi (i nie tylko) chętnie się na nie skusi.

Pałac bardzo ładny, łóżka w pokojach duże, ale najfajniejsze i tak były schody! <3

Pałac Godętowo

Pałac Godętowo to jedno z tych miejsc, których nazwa doskonale odzwierciedla to, czego możemy się spodziewać. Chcemy pałacu, dostajemy pałac. Z pięknymi meblami, które albo wyglądają na meble z epoki, albo są meblami z epoki. Pokoje są przestronne i wygodne. Podobnie łazienki. Często w hotelach dostajemy mały pokoik, z zatrważająco małą łazienką. Prysznice mają niekiedy tak małe rozmiary, że obawiam się ataku klaustrofobii podczas kąpieli. Zatem spokojnie, w Godętowie, Wam to nie grozi.
Okolica jest bardzo zielona i przyjemna. Restauracja serwuje świetne potrawy. Klimat pałacu zdecydowanie zachęca do relaksu.
Jedyną wadą były naprawdę creepy fotografie na ścianach. Miała być dekoracja, tymczasem zdjęcia ludzi z początku poprzedniego wieku były straszne. Przed snem wmawiałam sobie, że to pewnie reprodukcje albo w ogóle wytwory Photoshopu, dodajmy do tego ukrywanie się pod kołdrą i mamy opcję na spokojny sen. Zdjęcia były na tyle stresujące, że kolega w swoim pokoju je po prostu zdjął i postawił przodem do ściany. Ogólnie, starym i nowym fotografiom obcych ludzi w hotelach mówimy nie.

pałac godętowo, nic na poważnie, podróże, hotele
Zdjęcie nie do końca mi się udało, ale chyba odzwierciedla potencjał tego miejsca :)

Zamek w Bytowie

Jeśli wybieracie się na Kaszuby, możliwe, że zahaczycie o Bytów. W Bytowie znajduje się dosyć stary zamek krzyżacki. W zamku znajduje się muzeum, na dziedzińcu odbywają się natomiast różne wydarzenia. W jednej z zamkowych oficyn znajduje się hotel. Czego możemy się spodziewać po hotelu W zamku?
Zamek w Bytowie to dosyć ciekawe zjawisko. Pokoje mocno zaciągają standardem PRL, meble są stare, łazienki odnowiono, ale te z kolei są małe. Mój pokój był wyposażony w dwa typowo gotyckie okienka, światła miałam, więc mało, zwłaszcza że sztuczne oświetlenie nie uzupełniało braków. Pokój był raczej malutki i nie mogłam zrozumieć, jak ktoś mógł wpaść na umieszczenie w nim antresoli. Szczególnie że cały pokój był wyposażony jedynie w łóżko, stolik i półkę z telewizorem o bardzo małej przekątnej. Jeśli zdecydujemy się odwiedzić restaurację (w pokoju nikt długo nie wytrzyma) to trafimy na dobre jedzenie, lokalne piwa oraz rockowe ballady. Zaskoczyło mnie to połączenie: krzyżacki zamek, meble PRL i klasyka rocka. Restauracja z taką muzyką jest oczywiście świetna, polecam. Polecam również bufet śniadaniowy, zdecydowanie obfity.
Na koniec, muszę dodać, że Bytowa wcale nie musicie wpisywać na listę „must see”. Mam z tym miastem problem, zdecydowanie go nie lubię. Czasami wystarczy w jakiejś miejscowości kilka godzin i już czujesz, że to miejsce, w którym chciałoby się spędzić dłuższy czas. Pisałam wam o wrażeniach z Ostrowca Świętokrzyskiego, podobnie czułam się w Lęborku i wielu innych miejscowościach. W Bytowie nie czułam się dobrze i odliczałam tylko godziny do wyjazdu. Pamiętajcie jednak, że jest to subiektywne odczucie i w żaden sposób nie powinniście się nim kierować. Zamek jest bardzo ładny, więc warto go zobaczyć.

zamek w bytowie, bytów, zamek krzyżacki, podróże, nic na poważnie
Urody zamku w Bytowie odmówić nie można :)

Pensjonat Zamek Dersława w Busko Zdroju

Pensjonat z zamkiem wspólną ma jedynie nazwę. Tak naprawdę zlokalizowany jest w willi z początku ubiegłego wieku, a charakterystyczna wieżyczka m przywodzić na myśl zamek.
Najkrócej mówiąc, jest to świetne miejsce! Z duszą.
Bardzo przyjemnie mi się tam mieszkało. W pokoju znajdowała się lodówka i czajnik elektryczny. Miałam również balkon wychodzący na główny deptak w mieście.
Lokalizacja hotelu jest jego wielką zaletą, położony przy głównym deptaku, blisko ważnych punktów miasta (sanatorium, Biedronka) pozwala na łatwą komunikację. Jedzenie w restauracji jest dobre, a porcje ogromne. Bardzo podobała mi się też miła i kompetentna obsługa. Hotel zdecydowanie zasługuje na swoją bardzo wysoką ocenę na portalu booking.com.

hotel deresława, busko zdrój, dobry nocleg w busko zdroju, nic na powaznie, życie na walizkach
Pierwszy właściciel Buska, to od imienia rycerza hotel wziął soją nazwę.

Pałac w Siemczynie

Miejscowość Siemczyno jest położona niedaleko Drawska Pomorskiego. Jest to, więc świetna alternatywa dla noclegu w mieście.
Pierwsze, o czym warto wiedzieć, wybierając się do Siemczyna to to, że w żadnym pałacu nie zamieszkamy. Pałac jest obecnie w trakcie gruntownego remontu. Goście mogą natomiast nocować w wyremontowanym budynku gospodarczym. Niegdyś stajnia, obecnie czarujący hotel. Co mnie oczarowało w tym miejscu? Czerwona cegła, drewniane belki i ogromne panoramiczne okna. Co więcej, w hotelu znajduje się dużo rzeźb, obrazów oraz kreacje z minionych epok. Pokoje są równie nowoczesne, kolorowe, czyste i wygodne. Widać, że meble są nowe. W każdym pokoju znajduje się czajnik elektryczny i zapas herbaty i kawy. Na terenie hotelu znajduje się również kuźnia ceramiczna. Akurat w okolicach mojego pobytu odbywały się tam warsztaty i dzieci tworzyły pokemony!
W recepcji możecie się zaopatrzyć w mapkę i wyruszyć na zwiedzanie okolicy. Nie jest to szczególnie fascynująca podróż, stare budynki i trochę przyrody. Przyroda mi się podobała, ale oglądając stare budowle, które niegdyś pełniły funkcje publiczne, a obecnie są prywatnymi domami, czułam się nieswojo, jakbym próbowała bezpodstawnie ingerować w cudzą prywatność, to też nie zobaczyłam za wiele. Wadą szlaku jest też to, że nie pozwala na zrobienie kółka. Przez kilka kilometrów byłam przekonana, że idę dobrze, a potem okazało się, że w miejscu, gdzie spodziewałam się bramy, żadnej bramy nie ma.
Pamiętacie taką scenę z Nigdy w życiu, jak Judyta bardzo długo idzie drogą, wokoło nie ma nic, wchodzi na górkę i nagle pojawia się piękny teren, na którym decyduje się zbudować dom. W trakcie swojego spaceru również miałam taki filmowy moment, nagle moim oczom ukazał się piękny widok. Nie pojawiła się niestety brama, a na kwestię tego, jak dostałam się z powrotem na teren hotelu, spuśćmy zasłonę milczenia.
Hotel został niedawno otwarty, więc nie zdziwcie się, że nie zastaniecie nikogo z recepcji. Nie zdziwcie się również, że nie ma tam restauracji. Pracownicy mogą Wam zaserwować jedynie dwudaniowy obiad, ewentualnie coś z baru. Śniadania są bardzo obfite i dobre, jednak jeśli planujecie dłuższy pobyt, polecam zaopatrzyć się w zapasy żywnościowe. Szczególnie że znajdujący się niedaleko wiejski sklepik nie zaoferuje wam wszystkich wymaganych produktów oraz ma określone godziny otwarcia, dostosowane do wiejskiej społeczności, a nie lubiących wieczorne zakupy, ludzi z miast.

pałac w siemczynie, zachodniopomorskie, drawsko pomorskie, nocleg w drawsku pomorskim, nic na poważnie, życie na walizkach
Uwaga, na pierwszym zdjęciu jest nagi mężczyzna, na szczęście (nieszczęście?) zrobiłam zdjęcie z daleka, wiec może nie usuną mi bloga. Kolor ścian w pokojach przeuroczy. Ogólnie, zakochałam się w tym miejscu!

Jak widać, mieszkanie w zamku lub pałacu również miewa swoje blaski i cienie. Nie zawsze trafiamy tak dobrze, jak mieliśmy nadzieję. Ja natomiast mam nadzieję, że podobał Wam się dzisiejszy wpis i zechcecie kiedyś odwiedzić polecane hotele. A może mieliście okazję już któryś z nich odwiedzić? Dajcie znać!:)

*Ceny hoteli we wpisie wahają się od 100 do 300 zł. Cena jest oczywiście uzależniona od rodzaju pokoju, ja zawsze mieszkałam w pokojach jednoosobowych i płaciłam zwykle około 120-150 zł za dobę ze śniadaniem.

Zamieszkajmy w zamku? Albo w pałacu? Chociaż na jedną noc!

niedziela, września 18, 2016

sprzątanie, akademik, zycie studenta, studia, mieszkanie w akademiku

Mieszkanie w akademiku to nie tylko wolność, całonocne imprezy i porcja informacji od starszych roczników. W życiu każdego mieszkańca akademika raz w roku nadchodzą mroczne dni. Nie chodzi tutaj o sesję. Sesja jest niczym, w obliczu wielkiego wyzwania, jakim jest sprzątanie pokoju. Pokoje dostajemy różne, mniejsze, większe, ładniejsze, brzydsze. Niestety. Wymagania wobec studentów wykwaterowujących się z akademików są zwykle takie same i moim zdaniem są one bardzo wygórowane. Jestem pewna, że po wyprowadzce mój pokój mógłby konkurować w zawodach czystości z najdroższymi hotelami. Dzisiaj przedstawię Wam 5 kuriozalnych wymagań, z którymi prawdopodobnie spotkacie się podczas wyprowadzki:

1. Mycie okien. 

Pomyślicie, mycie okien, nic strasznego, każdy to robi. To teraz wyobraźcie sobie, że myjecie ogromne okno na 6 piętrze, które nie jest w żaden sposób zabezpieczone. Przy wyprowadzce wymagane jest umycie trzech skrzydeł w oknie, z tym drobnym szczegółem, że okno środkowe się nie otwiera. Adrenalina gwarantowana. Ktoś się odważy?

2. Szorowanie fug szczoteczką do zębów. 

Żaden student nie opuści akademika, nie wyczyściwszy wcześniej fug. Pamiętacie, kiedy robiliście to w swoim domu? W akademikach pilnują, żeby odbywało się to 2 razy w roku. Aha, pamiętaj, że po szorowaniu należy jeszcze przetrzeć podłogę przynajmniej dwa razy gorącą wodą. Należy przecież rozpuścić ewentualne resztki osadu.

3. Szorowanie klamek.

Klamki należy wyszorować gąbką i płynem do mycia naczyń. Pamiętajcie. To jedyna słuszna metoda.

4. Myjesz podłogę? 

Pamiętaj, że należy szorować małe kwadratowe powierzchnie, a następnie przetrzeć je zimną wodą. Wodę wymieniamy średnio, co 2 minuty. Podłogę oczywiście należy myć na kolanach. Dobra rada, przygotuj sobie jakiś materiał, na którym klękniesz, doświadczenie będzie mniej bolesne, jednak skutki prawdopodobnie i tak będziesz odczuwać przynajmniej dwa dni.

5. Framuga 2,5 m nad ziemią

Przy wyprowadzce sprawdzą, czy wyczyściłeś framugę nad drzwiami, do której normalny człowiek nawet nie dostaje. Ponadto musisz wyczyścić glazurę na ścianach, oprawy oświetleniowe i kratki wentylacyjne.
Zastanawiacie się nad mieszkaniem w akademiku? Jeśli tak, koniecznie weźcie pod uwagę, że przed wyprowadzką czeka Was przynajmniej kilkunastogodzinne sprzątanie, którego damski manicure raczej nie przetrwa.
Mieszkaliście w akademiku? Jak to wspominacie? Jakie były wymagania odnośnie do sprzątania?


Pozdrawiam,

Wasza (zatroskana) M.

Cif, szczoteczka do zębów i duża porcja adrenaliny, czyli o wyprowadzce z akademika.

sobota, września 10, 2016

batman, zabójczy zart, animacja, nic na poważnie

Kilka dni temu na ekrany kin trafiła nowa animacja z uniwersum DC. Zgodnie z opisem, Batman musi wyrwać komisarz Gordona z rąk Jokera, zanim będzie za późno.

Pierwsze sceny produkcji mają iście filmowy charakter. Nic tylko przerzucić na większy ekran. Co ciekawe, narrację prowadzi Barbara Gordon, czyli Batgirla. Historia jest opowiadana z jej perspektywy. Przez jakieś pół godziny możemy obserwować jej życie zawodowe, miłosne rozterki i karierę superbohaterki. Prowadzenie narracji z punktu widzenia Barbary kończy się, gdy decyduje się porzucić kostium Batgirl. W następnych scenach pojawiają się problemy z Jokerem i film idzie jakby w zupełnie inną stronę. Jest to, moim zdaniem, największy mankament produkcji. Mamy dwie historie, które z jakiegoś niezrozumiałego powodu zostały połączone. Ostatecznie historia wyszła lekko niezgrabnie. Dlatego, że wątki są niespójne. Zaczynaliśmy od wątku Barbary to i na nim powinniśmy skończyć. Tymczasem o tym, co się u niej dzieje dowiadujemy się po napisach końcowych, dlatego, że od pewnego momentu filmu bezpowrotnie zniknęła z ekranu! Niestety, gdyby zrealizowano taki film z aktorami, widzowie byliby pewnie niezadowoleni.

Zaletą produkcji jest niewątpliwie postać Batmana. Nie pamiętam, żeby w jakiejkolwiek animacji została tak świetnie przedstawiona. Do Batmana przyciąga jego magnetyczna siła i intelekt. I mamy tutaj tylko Batmana, genialnego i sprytnego detektywa. Bardzo ciekawie i dosyć brutalnie przedstawiono zbrodnie Jokera. W scenie, w której zostają znalezione zwłoki dentystów, powiało klimatem Sin City.

W animacji przedstawiono również historię Jokera. Fajtłapowatego komika, który stara się zapewnić swojej rodzinie jak najlepszy byt. Zdaje się, że jego przemiana to wynik nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Podobnie jak Bruce, przeżył śmierć najbliższych i to bardzo na niego wpłynęło. Przez swoją naiwność dał się oszukać i znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie. W filmie pojawia się jednak pytanie, czy rzeczywiście te przykre przeżycia mogły tak ukształtować jego charakter, czy też zawsze miał w sobie pewien pierwiastek zła. Jego celem było przecież doprowadzenie komisarza Gordona do szaleństwa i uczynienie podobnym sobie, a jednak komisarz był na to zbyt prawą postacią i intryga się nie powiodła.

Interesująco maluje się relacja Batmana i jego nemezis — Jokera. Batman widzi, że jedyną możliwością wyjścia z tej sytuacji jest śmierć któregoś z nich. Albo zginie, albo będzie musiał przekroczyć własne granice, by zabić przeciwnika. A jeśli Batman zginie to, kto będzie bronił mieszkańców Gotham?

Jak często bywa, największymi wroga zostają ludzie bardzo do siebie podobni. Właśnie z tym pytaniem zostawiają nas twórcy. Mamy dwóch antagonistów wspólnie śmiejących się z tego samego żartu. Czy Batman jest blisko przekroczenia granicy, którą Joker już przekroczył?

"Zabójczy żart" to ciekawa propozycja, którą warto zobaczyć. Jest intrygująca i ma bardziej psychologiczne podłoże, niż ostatni film z Batmanem; )

Widzieliście film? Podobał się Wam? Dajcie znać!

Pozdrawiam,
Wasza (kinomaniaczka) M.

Batman: Zabójczy żart. Warto czy nie warto?

piątek, września 09, 2016

sztuczna inteligencja, nic na poważnie, musical, hamilton, broadway, lębork, podróże, willa, pokemon, pokemon go, caterpie

Działo się w ostatnich miesiącach, oj działo! Spowodowało to lekki zastój na blogu. Przede mną jeszcze kilka wyzwań, ale wydaje się, że damy radę z bardziej regularnymi spotkaniami, uf, postami. Zapowiadałam na fanpage (jest tutaj, zajrzyjcie!), że nie wrócę na bloga, dopóki nie uporam się z obroną. Udało się! Na początku lipca uzyskałam gody tytuł magistra inżyniera. Przyznam Wam szczerze, że był to bardzo ciężki okres. Ostatnie poprawki merytoryczne i graficzne nanosiłam w dniu wydruku! Obroną była względnie stresująca, a teraz, na szczęście, już wszystko za mną! Oczywiście nie obyło się bez selfie z pracą dyplomową ;)

W ostatni miesiącach totalnie zakochałam się w musicalu Hamilton. Zresztą nie ja jedyna. Historia Aleksandra Hamiltona, twórcy dolara amerykańskiego, cieszy się gigantyczną popularnością na Broadwayu i zgarnęła mnóstwo nagród Tony (taki teatralny Oscar). Twórcą muzyki, tekstu oraz odtwórcą głównej roli jest Lin-Manuel Miranda. Champe bas dla tego pana. Uwierzycie, że Hamilton zadebiutował na deskach Broadwayu zaledwie w 2015 roku. Musical ma nowoczesną formę, dużo tam zabawy z muzyką i elementów hiphopowych. Obsada odzwierciedla multikulturowość współczesnych Stanów Zjednoczonych kuriozalnie sięgając do początków demokracji w kraju. Wydaje mi się również, że tak innowacyjne dzieło nie mogło powstać w innym miejscu niż Nowy Jork. Symbioza nowoczesnych form muzycznych, multikulturowego społeczeństwa, artystycznej bohemy i kultury wysokiej. To musiało się udać. Martwi mnie jedynie, że przeniesieni duchu musicalu do Polski może być dosyć trudne. Żyję jednak nadzieja, że może za wkrótce zadebiutuje chociaż na West Endzie #trzymamykciuki


Widzieliście już filmik, do którego scenariusz napisała siec neuronowa? Widać, że sztuczna inteligencja nie we wszystkie aspekty powinna ingerować. Film ma logiczną strukturę, telefon dzwoni dokładnie wtedy, kiedy tego oczekujemy, aktorzy podnoszą głos w odpowiednich momentach. Jego jedyną wadą jest totalny brak sensu. Koniecznie sprawdźcie sami :) 

Muszę się wam do czegoś przyznać. Nie wiem, od czego zacząć. Trochę się wstydzę, bo w tym wieku to wiem, że już średnio wypada. A jednak. Uzależnienie przypisywane głównie nastolatkom spadło także mnie. Powiem to głośno. Głęboki wdech… Tak, gram w Pokemony. Zaczęłam swoją przygodę zaraz po premierze, więc pykam już od ponad miesiąca. Niestety, przez liczne podróże, mój level jest dosyć niski. Koniec z podróżami i zwiedzaniem, zostaję w stolicy, bo tam najlepiej łapie się pokemony! Nie, żartuję. Najwięcej pokemonów złowiłam w Świnoujściu, ale to raczej kwestia aktualizacji i miasto nie jest pokemonową mekką. I najważniejsze, mam już pikaczu! A wy gracie? Jak wam idzie?

Pokemony są wszędzie! Nawet w Biedronce! :)
A na koniec poważne wyznanie. Jakiś czas temu poczułam się jak bohaterka powieści Katarzyny Michalak. Katarzyny nie czytuję, okazję miałam zaledwie raz. Niemniej twórczość autorki jakoś znam. I wyobraźcie sobie, że patrząc na wspaniałą willę w Lęborku, poczułam się jak bohaterka jednej z licznych, takich samych, powieści pani Michalak. Uściślijmy. Willa była lekko stara i podniszczona. Stała przy głównej ulicy Lęborka na wprost zabytkowego ratusza. I teraz powiedzcie mi, gdzie tu rozsądek. Z miejsca zakochałam się w starym, ogromnym domu, który znajduje się na końcu świata i na pewno mnie na niego nie stać. Nie mówiąc już o kosztach remontu (koniecznie termomodernizacja, przecież na ogrzewanie też bym nie wyrobiła!). I powiedzcie mi, gdzie tu logika? Nie ma żadnej. A jednak była to głęboka miłość od pierwszego spojrzenia. Żadne zauroczenie, bo wystarczy, że przypomnę sobie o tym pięknym domku i od razu na sercu tak cieplej. Teraz tylko muszę zarobić grube miliony, żeby ten domek sobie sprezentować. Bo on musi być do mieszkania, nie żaden pensjonat czy hotel. To domek z duszą potrzebuje ciepła, pysznych ciasteczek z czekoladą i dźwięków muzyki klasycznej. A więc stało się, wpadłam po uszy.

A teraz dajcie znać, jak wam minęły ostatnie miesiące? Równie intensywnie? I najważniejsze jak minęły Wam wakacje?

Pozdrawiam słonecznie,
Wasza (zabiegana) M.

Musicalowy przebój, sztuczna inteligencja i urocza willa, czyli podsumowanie lata.

piątek, sierpnia 19, 2016

 
Dzisiaj Dzień Fotografii. Współczesna fotografia znaczeni różni się od tej sprzed kilkudziesięciu lat. Nikogo nie dziwi uśmiechnięta modelka i odsłonięta kobieca pierś. Nie zawsze tak było! Przedstawiam wam dzisiaj trzech wizjonerów, którzy zrewolucjonizowali fotografię mody! Wszyscy publikowali swoje zdjęcia w najznamienitszych magazynach o modzie i wszyscy mieli ogromny wpływ na współczesną wizję piękną! Oto trzy legendarne postaci fotografii mody!

Richard Avedon

Nigdy nie chciałem być nazywany artystą, pragnąłem, aby nazywano mnie fotografem.

Zmarł w trakcie sesji dla New Yorker. Po jego śmierci New York Times stwierdziło, że fotograf pomógł zdefiniować amerykańską wizję stylu, piękna i kultury ostatniego półwiecza.
Fotografią zainteresował się już w wieku 12 lat. Oficjalnie, karierę rozpoczął w 1944 roku, a już w 1946 rozpoczął współpracę z Harper's Bazaar, Vogue i Life.
Avedon stworzył nową wizję fotografii. Odrzucił sztywne, wystudiowane pozy i pozwolił modelkom na ruch i uśmiech. W swojej twórczości pragnął pokazać emocje. Emocje, autentyczność i spontaniczność.
Jego wielką muzą była Audrey Hepburn. Avedon jest autorem jej najpopularniejszego wizerunku. Inne znane prace fotografa to zdjęcie Dovimy ze słoniami czy kampania reklamowa Calvina Kleina z młodziutką Brooke Shields.
Twiggy w obiektywie Richarda.
Twiggy by Richard Avedon, Vogue UK, 1968. Świetny portret! 
Fotografia Richard Avedon.
Dovima with Elephants, evening dress by Dior, Cirque d?hiver, Paris, August 1955 © The richard avedon foundation
Widzicie ten dynamizm? Nic dziwnego, że fotografia uzyskała miano kultowej.

Helmut Newton

Jako fotograf powinienem uwodzić, odwracać uwagę i zabawiać.

Największy skandalista w świecie fotografii mody ostatniego wieku. Jego zdjęcia były pełne prowokacji i erotycznych podtekstów, często wykorzystywał elementy sadomasochistyczne. Wielki propagator rewolucji seksualnej. Pierwszy przedstawił kobietę jako obiekt seksualny.
Urodzony w Berlinie, swoje zainteresowanie modą, podobnie jak Avedon, dostrzegł w wieku lat 12. Pracę jako fotograf rozpoczął w 1936 roku. W 1938 roku opuścił Niemcy, udając się do Singapuru, a następnie do Australii. W 1946 założył własne studio w Melbourne. Jego pierwsze publikacje dla Vogue to rok 1956.

David Lynch and Isabella Rossellini by Helmut Newton, 1988. Magnetyzm.

Trochę erotycznie, trochę niejednoznacznie, bo w bardzo codziennej sytuacji. Rewolucja seksualna.

Man Ray

Fotografuję rzeczy, których nie chciałbym namalować, rzeczy, które już istnieją.

Niespełniony malarz, który stał się mistrzem fotografii.
Pragnął zostać malarzem. Niestety, okazało się, że malarzem raczej średnim. Był przedstawicielem nurtu dadaizmu. I właśnie przeniesienie swobody i dowolności artystycznej do świata fotografii zapewniło mu miejsce wśród ikon gatunku
Pochodzący ze Stanów, większość życia spędził w Paryżu, tam też odnosił największe sukcesy. Jego największa muza i jednocześnie kochanką była Kiki de Montparnasse, ówczesna celebrytka, znana z bycia znaną.

W czasach, kiedy fotografia była luksusem, na zdjęciu należało prezentować się doskonale. Zawsze najlepszy strój, zawsze najpiękniejszy strój. Fotografia łez to prawdziwa awangarda i ewidentny bunt artystyczny.
Taka fotografia w latach 20? Istny skandal. Jesteśmy niemal sto lat później, a ja boję się zbanowania za samo udostępnienie! Odważnie!

Jak widać, fotografia mody to bardzo ciekawa i fascynująca dziedzina. A wam jak podobały się przedstawione fotografie. Zgadzacie się, że zasłużyły na miano kultowych?

Spontanicznośc, dadaizm i rewolucja seksulana, czyli o legendarnych fotografach na Dzień Fotografii.