niedziela, stycznia 14, 2018

podsumowanie 2017, nic na poważnie

Od jakiegoś czasu próbowałam podsumować rok 2017. Nie było to jednak łatwe. Po wielu godzinach doszłam do wniosku, że był to rok, w którym nie wydarzyło się NIC szczególnego. Rok, 365 dni, 8 766 godzin, z których większości nawet nie pamiętam - to nie jest dobry wynik. To dla mnie bardzo ważna informacja. Rok 2017 nie był fajnym rokiem. To 365 dni, które w zasadzie zmarnowałam. Kurcze, czyli chyba poniosłam sporą klęskę.

Teraz trwam nadal w noworocznej ekscytacji i egzaltacji, widzę jednak, że powoli ta ekscytacja zaczyna znikać, stąd warto podsumować poprzedni rok, a może uda mi się znaleźć jakieś wskazówki.

Na pewno w 2018 roku chciałabym bardziej żyć tak, aby było co wspominać. Zrobić coś szalonego, dobrze się bawić, odejść od rutyny codzienności.Sprawić, aby liczył się każdy dzień. PO prostu bardziej być.

Postanowiłam zrobić sobie test, sprawdzić spontaniczne wspomnienia z poszczególnych miesięcy. Wcale nie było łatwo, bo okazało się, że niektóre miesiące po prostu mi przeleciały i nie mam z nich żadnych wspomnień. Dla pewności przeleciałam nawet swój facebookowy i instagramowy feed oraz sprawdziłam galerie zdjęć na komputerze - najlepsze miejsca do składowania wspomnień.

Styczeń

Pierwsza myśl - spotkanie absolwentów z mojego kierunku studiów. Chociaż wtedy od obrony minęło zaledwie pół roku, z wieloma osobami nie miałam już kontaktu i fajnie było się spotkać i dowiedzieć co słychać u innych.
W styczniu przeprowadziłam się też do swojego obecnego mieszkania i zaczęłam poznawać warszawski Grochów. Po roku stwierdzam, że mieszka się tu nawet miło, pobliska Praga jest wręcz urocza i coraz mniej tęsknię za moim ukochanym Ursynowem.
Zrobiłam też małą parapetówkę i zastanawiam się, czy nie nadeszła pora na powtórkę, szczególnie, że moi sąsiedzi są bardzo wyrozumiali.
W styczniu zaczęłam też chodzić regularnie na siłownię i w pewnym momencie było nawet widać efekty.

Luty

Luty i Walentynki to chyba Deadpool, tylko zdaje się, że to było w 2016, a nie 2017..
Po 10 minutach rozmyślań przypomniałam sobie, że w lutym tez urządziłam imprezę, tym razem Walentynkową :)

Marzec

Dostałam tulipany na Dzień Kobiet i jakiś hiacynt.
Facebook przypomniał mi również, że odwiedziłam polską siedzibę Google.

Kwiecień

W kwietniu było już bardzo ciepło, a ja zmieniłam zdjęcie profilowe ze dwa razy, odwiedziłam Muzeum Syrenki i spotkałam się z dawno niewdzianą koleżanką z liceum. Wielkanoc wypadła w kwietniu, ale to nie jest jakieś szczególnie lubiane przeze mnie święto.

Maj

Facebook mówi, że w maju też urządziłam jakaś imprezkę, kojarzę, że prawie nikt nie mógł wtedy przyjść. Poza tym zaczął się maraton rodzinnych imprez.

Czerwiec

W czerwcu kupiłam urocze tatuaże dla dzieci z My Little Pony - to była spora dawka szczęścia. Nadal odbywały się imprezy rodzinne i pogoda była piękna. Pod koniec miesiąca zmieniłam dział w pracy.

Lipiec

W lipcu sprawy się trochę pokomplikowały, bo posprzeczałam się z kumpelami, a to bardzo kiepska sprawa, szczególnie, że była to moja wina. Na pocieszenie w lipcu zaliczyłam dwie małe wycieczki: byłam w pięknym Kazimierzu Dolnym oraz na Festiwalu Sztukmistrzów w moim ukochanym Lublinie.
Znowu zmieniłam dział w pracy.
Pod koniec lipca przypadły też 3 urodziny mojego cudownego siostrzeńca, był dmuchany zameczek i tort z M&M'sami, więc zabawa nie mogła się nie udać, chociaż termometr wskazywał około 30 stopni.

Sierpień

W sierpniu byłam bardzo szczęśliwa siedząc w ciepły wieczór przy fontannie w pobliskim parku. Obserwowałam pluskające się dzieci i marzyłam, aby kiedyś zatańczyć w fontannie, jak to robią w filmach.
Sierpień to też miesiąc najciekawszego wydarzenia zeszłego roku - mojej wycieczki do Karpacza i Pragi. Może nie jestem najlepszym towarzyszem podróży (okej, może nawet tragicznym), ale niesamowicie kocham podróże. I zdecydowanie potrzebuję ich więcej w tym roku.
Sierpień to był dla mnie ciężki miesiąc, zaowocował rozstaniem z siłownią i znacznym spadkiem aktywności fizycznej. Niestety, nadal nie powróciłam do poziomu na jakim byłam wtedy.


Wrzesień

We wrześniu już bardzo potrzebowałam podładowania baterii i prawdziwego odpoczynku i oderwania myśli. Wzięłam kilka dni urlopu i odetchnęłam prawie pełną piersią. We wrześniu, w sierpniu zresztą też, sporo chodziłam na grzyby - to jedna z moich ulubionych rozrywek. W trakcie urlopu odwiedzałam tez rodzinę - z zapałem próbując domowych nalewek :P Powróciłam też na bloga, wyszło to zupełnie naturalnie, blog to może taka trochę terapia, a może coś bez czego zwyczajnie nie umiem funkcjonować. Okazało się też, że samotne chodzenie do kina może być bardzo fajne.Poza tym obejrzałam The Square - najlepszy moim zdaniem film 2017 roku.
Pod koniec września kupiłam sobie prezent urodzinowy - najpiękniejszą sukienkę świata, taką o której zawsze marzyłam, ale nigdy nie miałam odwagi kupić czy założyć. Teraz jest w częstym użytku :)

Październik

W październiku byłam na Pilotach!! Uwielbiam ten musical. A moja sukienka zadebiutowała właśnie na tym wyjściu do teatru. Poza tym, pierwszy raz byłam na evencie z celebrytami oraz wybrałam się na bardzo fajne warsztaty radzenia sobie ze stresem. Powoli zaczęła się też stabilizować sytuacja z lipcową sprzeczką, chociaż muszę przyznać, że to wydarzenie było dla mnie sporą traumą w skali roku (a nawet więcej).
Miesiąc zakończyłam na pierwszej w życiu imprezie Halloween (chociaż przebranie miałam wybitnie słabe, tylko opaskę).

Listopad

Listopad to jeden z moich ulubionych miesięcy - z racji urodzin.
Jednak tegoroczne urodziny nie były dla mnie jakoś szczególnie wyjątkowe. Spędziłam ten dzień sama, siedząc w domu, a znaczna część znajomych i rodziny zupełnie zapomniała o moim święcie. Może to kwestia wieku, może nastroju, wiem tyle, że po miesiącach oczekiwań na ten dzień urządziłam imprezę na której nie umiałam się dobrze bawić, co jedynie zwiększyło mój poziom smutku.
Poza tym byłam w Muzeum Neonów, spacerowałam po Francuskiej i świętowałam 150 lat Harper's Bazaar podczas uroczystej gali.
W listopadzie byłam też w Gdańsku - po raz pierwszy miałam wystarczająco dużo czasu, żeby rzeczywiście spokojnie pospacerować i zdecydowanie pokochałam to miasto.

Grudzień

To drugi mój ulubiony miesiąc. Uwielbiam święta. W świątecznych sweterkach chodziłam już od początku grudnia.
Poszłam do Opery Narodowej na "Czarodziejski Flet", bo też zdawało mi się to trochę świąteczne i spacerowałam po udekorowanym Starym Mieście.
Jedna z moich większych porażek tego roku też przypada na grudzień, ale wiadomo, że idealnie nie będzie nigdy.
Chodziłam na różne spotkania przedświąteczne, a jedno nawet współorganizowałam.
Jak co roku denerwowałam się podczas kupowania prezentów, ale tym razem odkryłam sekret Świąt - obecność najbliższych. Dlatego w grudniu to im poświęcałam najwięcej czasu.
Aaa, w grudniu przypadły też urodziny bloga, może bez większej pompy, ale to już 3 latka! ;)

Nowy Rok przywitałam pełna wiary w swoje możliwości i muszę dopilnować, żeby ten stan utrzymał się jak najdłużej :)

Czego zdecydowanie potrzebuję więcej w 2018 roku? Ludzi i podróży. Z tymi dwoma czynnikami musi być lepiej!

Styczeń trwa dopiero od dwóch tygodni a ja zdążyłam już bawić się na Sylwestrze (ok, logiczne), odwiedzić ukochany Lublin, szaleć na wieczorze panieńskim i NIE zaliczyć (pierwszy raz w życiu) żadnego upadku podczas jazdy na łyżwach. Zjechałam też w pontonie z lodowej górki i byłam zachwycona.

A jaki był Wasz 2017 roku i czego oczekujecie od siebie w 2018? Dajcie znać w komentarzach!

Wasza optymistycznie patrząca w Nowy Rok M.

Podsumowując: 2017 nie był dobrym rokiem i bardzo się cieszę, że już minął

czwartek, stycznia 11, 2018

nic na poważnie, blog, przyjaźń, przyjaciele

Często rozmyślam, że wokół mnie brakuje ludzi. Brakuje szerokiego grona znajomych i przyjaciół, dlatego chętnie przygarnęłabym więcej nowych osób w swoim otoczeniu.

Co ciekawe, jest to dla mnie uczucie dosyć nowe. Kiedyś nie było dla mnie problemem, że wokół jest niewielu ludzi. Bardzo lubiłam izolację i samotność. Jednak z wiekiem zmieniło się moje postrzeganie świata. Zmieniłam się ja. Zaczęło mi bardziej zależeć. Podobnie jak wino, które z czasem staje się coraz smaczniejsze, tak i ja wierzę, że była to zmiana na lepsze.
Pomińmy moją szybką dygresję i wróćmy do początku - rozmyślam sobie niekiedy, że chciałabym znać więcej ludzi. I wtedy nadchodzi taki dzień i uświadamiam sobie, jak wiele wspaniałych osób już teraz mam wokół siebie. I to jest ten moment, kiedy mówiąc kolokwialnie, nie posiadam się ze szczęścia.

Bo chociaż wiem, że bardzo rzadko ktoś ot tak do mnie napisze - za rzadko, bo ja wprost uwielbiam, gdy ktoś pisze do mnie z pierdołkami (to pochodna mojej sympatii do komunikacji za pomocą słowa pisanego) - czy też nie jestem gdzieś wysoko w hierarchii osób, z którymi można tak pogadać (sorry, słabe poczucie humoru i tendencje do głębokich analiz). Wiem też, że do wielu osób zawsze będę musiała pisać pierwsza, chyba, że akurat będą planowali jakieś przełomowe wydarzenie, na którym nie może mnie zabraknąć. Mimo tego i tak uważam, że dostaję od innych ludzi bardzo bardzo baardzo wiele dobrego.

Teraz pora na wielką część pochwalną dla wszystkich moich znajomych i przyjaciół. Za to, że próbują mnie zrozumieć, że akceptują moje dziwactwa i wspierają w trudnych chwilach. Mówię to rzadko, ale dziś prawie krzyczę Kocham was! <3 Dziękuję, że jesteście.

Pewnie wiecie, że bez waszego wsparcia już dawno zagrzebałabym się pod kocykiem i przestała wychodzić, albo do tej pory zostałabym zjedzona przez owczarka.

Mam chyba w życiu sporego farta, bo rzeczywiście poznałam bardzo wielu wspaniałych i inspirujących ludzi. Ludzi, którzy sprawiają, że bardziej chce mi się chcieć. Dają mi sporą dawkę motywacji (chociaż, jak wynika z mojego typu osobowości, nie wykorzystam jej bezpośrednio). Każdy ma jakieś wyjątkowe cechy, które (skrycie) podziwiam :)

Podziwiam też wszystkich, którzy mnie znają, że jakoś znoszą moje niefortunne zachowania. Mam niezwykły talent, zawsze palnę jakąś głupotę i o zgrozo, zupełnie nie umiem wyzbyć się tego nawyku.

Niestety, sekretu przyjaźni jeszcze nie odkryłam. Po prostu, od czasu do czasu, w naszym życiu pojawiają się tacy wyjątkowi ludzie, wtedy koniecznie trzeba to dostrzec i pielęgnować powstałą relację. Nie zawsze tak robiłam, są sytuacje, których od lat żałuję i od lat zbieram się, żeby je naprawić. Może zrobię to dziś? W myśl zasady teraz albo nigdy.

Bardzo ważne jest, żeby otworzyć się na nowych ludzi. Przełamać naturalny dystans czy nieśmiałość. Nie będzie niespodzianką, że wielu z nas ma z tym problem. Przychodzi mi teraz na myśl jedno zdanie Nie wychodź z domu bo jeszcze kogoś poznasz.

Otwartość jest też ważna dla pielęgnowania relacji. Znacznie łatwiej buduje się prawdziwą przyjaźń na szczerości i odwadze do mówienia nawet trudnych rzeczy. Ja jestem raczej osobą mocno skrytą i zdystansowaną, ale ten rok ma być u mnie rokiem otwartości, wiec liczę, że to zmienię.

I jeszcze jedna kwestia jest bardzo ważna - nie powinniśmy zaniedbywać przyjaciół! W dzisiejszych czasach trudno spotkać dobrych ludzi, warto więc troszczyć się, aby wzajemny kontakt nie umarł śmiercią naturalną - pamiętajcie!

Przyjaciele i znajomi pełnią jeszcze jedną ważną funkcję w moim życiu - są niemal jedynymi czytelnikami tego bloga ;)

Pozdrawiam,
Wasza rozczulona M.

Przypadek czy przeznaczenie - najważniejsze, że jesteście ze mną

środa, stycznia 10, 2018


Księżyc Jowisza

Dramat z elementami science fiction. Postrzelony uchodźca zyskuje możliwość latania. Intrygujący pomysł, jednak wydaje mi się, że akurat w tej produkcji dostaniemy wiecej, niż płytkich bohaterów i płaskie sceny. Podoba mi się nawet język. Film był nominowany do Złotej Palmy, zdecydowanie więc warto go zobaczyć.



Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Z tym filmem mam lekki problem. Wiem, że jest fajny, zgarnął sporo Złotych Globów, ale zwiastun podpowiada mi, ze to ten gatunek, od którego staram się trzymać bardzo z daleka. Dlaczego? Aż bije z niego melancholia. Na początku jest smutno, główna bohaterka zmaga się z wielką tragedią, jednak stara się nie poddawać. Przesłanie filmu będzie zapewne bardzo pozytywne. Ale jestem pewna, że ja smutałabym przez kilka dni. Dlatego polecam Wam, pewnie macie silniejsze nerwy! <3



Czarna Pantera

Czekam z niecierpliwością, bo Czarna Pantera zapowiada się na dobry kawałek superbohaterskiego kina. I ta muzyka!



Kształt wody

Widziałam zwiastun już jakiś czas temu i byłam pewna, że to film, który muszę obejrzeć. Wspaniała historia o miłości w niemal baśniowym klimacie. Ach, ten klimat - zakochałam się. Eliza, niema sprzątaczka, pewnego dnia odkrywa, ze w laboratorium w którym pracuje przeprowadzany jest niezwykły eksperyment. To odkrycie zmieni jej życie. Odliczam dni do premiery, szkoda, że w Polsce jest ona tak skandalicznie opóźniona.



Maria by Callas

Uwielbiam Callas od czasu, gdy przeczytałam jej biografię. Teraz z wielką pasją czekam na film. Będzie to film dokumentalny, ale to własnie jego największa zaleta - liczę na prawdziwość nietknięta hollywoodzkim splendorem filmowym.




Avengers: Infinity War

Zapowiada się niezłe widowisko. Must see dla wszystkich fanów komiksów. Główny antagonista trochę bawi, ale poczekamy, zobaczymy.


Deadpool 2

Świetny prezent na Dzień Dziecka. Pierwsza część była dosyć ciekawym odejściem od standardów kina superbohaterskiego, a dodatkowo miała świetną kampanię reklamową (z jajem!). Liczę, że i tym razem będzie fajna zabawa.


Iniemamocni 2

Pierwsza cześć była ekstra, czekacie ze mną na kolejną? 




Mamma Mia! Here We Go Again

Powiedzmy sobie to szczerze, wszyscy kochamy Abbę :)



Aquaman

Aquaman w Lidze Sprawiedliwości sprawdził się bardzo dobrze, dlatego cieszy, że wreszcie otrzyma własny film.



Bohemian Rhapsody

Biografia jednej z największych ikon ostatnich dziesięcioleci. Chociaż Freddie Mercury zmarł zanim ja się urodziłam, dzięki swej muzyce, jest dla mnie ogromnie ważną postacią. Nie wiem jak u Was, ale moim zdaniem Queen to jeden z najlepszych zespołów w historii.

 

Na które filmy Wy czekacie najbardziej? Podzielcie się w komentarzach! <3

Pozdrawiam, 
Wasza filmowa M.

Filmy na które warto czekać w 2018 roku

niedziela, stycznia 07, 2018


Nie jest łatwo być zawsze tą drugą, ale dopiero niedawno odkryłam, że wcale nie musiało tak być, a wina leżała często po mojej stronie. A konkretnie, jest to często pochodna bardzo niskiego poczucia własnej wartości.

Tak naprawdę nie za bardzo chcę Wam o tym wszystkim opowiadać, bo wiadomo, nie jest to coś wybitnie miłego. Mam jednak cichą nadzieję, że trafi tu kiedyś ktoś, komu ten tekst pomoże przejrzeć na oczy. Wolałabym, żebyście widzieli mnie jako pewną siebie, młodą, utalentowaną i ambitną dziewczynę. Ale przecież to będzie tylko maska. A bycie sobą jest chyba ważniejsze. Tylko jeśli zdejmę maskę pewności siebie, to aby być całkiem fair, powinnam też pozbyć się tego drugiego cienia - kompleksów.
Bo to właśnie mur kompleksów jest doskonałym izolatorem od świata zewnętrznego.
A te kompleksy, nie oszukujmy się, to strasznie podstępne bestie. Atakują znienacka i nie chcą odpuścić. Pamiętacie, kiedy zaczęły Wam dokuczać? Ja u siebie typuję gimnazjum. Najgorszy okres, kiedy każdy próbuje jakoś poukładać swój świat i zbudować wiarę w siebie. Jeśli coś pójdzie nie tak, skutki trwają latami. Ja poradziłam sobie średnio, czego skutkiem była owa drugość. Na kilka lat stałam się dla większości ludzi niemal niewidzialna. Jestem jaka jestem, zawsze taka byłam, był jednak okres, kiedy mało kto to widział - stąd stwierdzenia "ale się zmieniłaś". No niestety, nie zmieniłam, ale próbuję cały czas!!
Próbuję zaakceptować swoje kompleksy, zamiast z nimi walczyć, nie jest jednak łatwo. A u Was jak jest? :)

Na proces postrzegania samego siebie na pewno spory wpływ ma też otoczenie w którym funkcjonujemy. Trzeba włożyć w to dużo siły, nie będzie pewnie łatwo, ale trzeba walczyć o siebie i nie słuchać ludzi, którym zależy na pogrzebaniu naszej pewności siebie.
Egoizm. Zdrowy egoizm. Zrozumienie, że to ja jestem centrum swojego świata i nie powinnam poświęcać części siebie dla abstrakcyjnego pojęcia dobra innych ludzi, chyba, że są to ludzie do których mam stu procentową pewność.

Kochani, a jak jest u Was?

Pozdrawiam,
Wasza refleksyjna M.

Nie jest łatwo zawsze być tą drugą, czyli o kompleksach i braku pewności siebie słów kilka

piątek, stycznia 05, 2018


Koleżanka poleciła mi niedawno świetny darmowy test osobowości. Niby próbowałam już takich testów kilkakrotnie, ale stwierdziłam - czemu nie, zawsze jest to szansa, żeby lepiej poznać samą siebie.

Wykonałam test, który miał przypisać mi jeden z szesnastu typów osobowości wg klasyfikacji MBTI (Myers-Briggs).

Wynik nie był dla mnie idealny, bo widzę w sobie też cechy innych osobowości, jednak był też niezmienny pomimo powtórzenia testu aż trzykrotnie. Przy pierwszych dwóch podejściach starałam się odpowiadać na wszystkie pytania, ale za trzecim razem pytania, które zupełnie odbiegały od mojego charakteru zignorowałam, tak aby dane były jak najbardziej krystaliczne. Nic się jednak nie zmieniło, wynik był taki sam!

Test segmentuje osobowość ze względu na 4 aspekty:

  • Ekstrawertyzm (E) i Introwertyzm (I) - prezentuje gdzie chętniej kierujemy swoją energię, na zewnątrz czy do wewnątrz
  • Poznanie (S) czy Intuicja (N) - prezentuje jak gromadzimy informacje, bardziej przez zmysły czy intuicję
  • Myślenie (T) czy Odczuwanie (F) - ten czynnik jest uzależniony od tego czy decyzje podejmujemy bardziej w oparciu o logikę czy też uczucia. Klasyczne serce czy rozum :)
  • Osąd (J) czy obserwacja (P) - kierujecie się raz wytyczoną ścieżką, czy nie przeszkadzają Wam zmiany? Jesteście raczej zorganizowani czy spontaniczni?


Mój typ osobowości to INFP-T, jest to typ introwertyczny (niespodzianka!), który kieruje się uczuciami i intuicją, ma też cechy obserwatora. Cóż, większość się zgadza!

Osoby z tym typem osobowości przeżywają wszystko raczej wewnętrznie, są baardzo lojalne i charakteryzuje je spora wyobraźnia. Współautorka MBTI również miała ten typ osobowości. Podobnie jak Tolkien, Szekspir, Audrey Hepburn, Tom Hiddleston i księżna Diana.

Zaskoczyło mnie, że nawet zainteresowania mam bardzo standardowe jak na ten typ osobowości - teatr, pisanie - a myślałam, że taka ze mnie indywidualistka.

Niestety, każda z osobowość ma jakieś wady. Przykładowo tutaj będzie to akceptacja bez zadawania pytań (zawsze kicha, kiedy nie jest się dociekliwym). I to T na końcu, oznacza słabe radzenie sobie ze stresem i marną asertywność. Ludzie tacy jak ja są oszczędni w słowach, do tego potrafią dosyć wyraźnie okazać brak zainteresowania tematem rozmowy. Jeśli mało się odzywam i wyglądam na niezadowoloną, nie złośćcie się, nadal Was lubię, nie chcę nikomu ubliżyć, mówicie pewnie nawet bardzo interesujace rzeczy, ale możliwe, że nie wystarczająco pociągające dla mnie ;)

Podobno INFP ma talenty językowe, ja takowych nie posiadam, czuję się więc lekko oszukana przez los i humor poprawia mi jedynie to, ze dosyć dobrze radzę sobie z liczbami, co przy tej osobowości również nie jest jakaś oczywistością.

INFP to dziewiąty najpopularniejszy typ osobowości, więc powinnam znaleźć sporo pokrewnych dusz, ale też nie muszę się obawiać powszechności :)

Podsyłam Wam też kilka ciekawostek na temat mojego typu osobowości, sprawdźcie też swoje na stronie z pkt.2 i dajcie znać w komentarzach!

  • Oosby z tym typem soobowści rzadko cierpią na choroby serca
  • Jednocześnie to drugi typ osobowości z największą szansą niezadowolenia ze zwiazku małżeńskiego
  • Jeden z najbardziej niezadowolonych z pracy typów osobowości
  • Drugi typ osobowości z najniższym dochodem :(
  • Osoby typu INFP najchętniej zostają w domu z dziećmi

Podsyłam Wam też kilka ciekawych stron z materiałami na temat typów osobowości:
  1. Test! Ja wykonałam go na tej stronie
  2. Kiedy już zapoznacie się ze swoim typem, zajrzyjcie na tę stronę, aby jak najlepiej poznać swój typ - są tutaj ciekawostki, informacje o karierze oraz polecanych osobowościach potencjalnych partnerów!
  3. Potencjał zawodowy możecie sprawdzić tutaj, wybierając swój typ osobowości w menu
  4. tutaj jak osobowość wpływa na zarobki i jaką satysfakcję z pracy czerpią różne typy
Koniecznie napiszcie jakie były Wasze wyniki! Umieram z ciekawości!!

Wasza introwertyczno uczuciowo intuicyjnie obserwująca M.

Zrobiłam test osobowości, ale chyba nadal nie wiem kim jestem