wtorek, grudnia 12, 2017

VSFS, victroria's secret fashion show, victoria secret, szanghaj, 2017 vsfs, aniołki cv, vs angels
Koniec roku to nie tylko gorączkowe poszukiwania prezentów, rokrocznie, na przełomie listopada i grudnia odbywa się pokaz Victoria's Secret Fashion Show. Tegoroczne looki z pokazu podobały mi się tak bardzo, że zdecydowałam się, z lekkim opóźnieniem, obejrzeć całe show. Pewnie zupełnie Was to nie zaskoczy, ale ja jestem zachwycona!

Dwudziesta druga edycja show po raz pierwszy odbyła się w Chinach, mówiąc ścisłej - w Szanghaju. Podejrzewam, że na kwestię wyboru lokalizacji wpłynęła nie tylko bogata historia i kultura tego kraju, ale pewnie też to, że Chiny to gigantyczny rynek zbytu, którego po prostu nie opłaca się ignorować. Tak więc, po zeszłorocznej wizycie w pięknym Paryżu, Aniołki wyruszyły do nowoczesnego i tętniącego życiem Szanghaju. Oczywiście nie wszystkie, w sieci pojawiło się sporo spekulacji na temat braku chińskich wiz dla niektórych modelek i gwiazd muzycznych.

Wiecie, że w ty roku na wybiegu pojawiło się aż 54 modelki. Zaprezentowały one ponad 80 stylizacji. Ambrossio na wybiegu pojawiła się już po raz 17 - zdecydowanie weteranka. Przyznaję się od razu, że nie znam nawet połowy Aniołków, nie potępiajcie :P

Poza szeregiem wysokich i smukłych modelek, na scenie zaprezentowały się również gwiazdy muzyczne: Harry Styles (wszyscy znamy), Miguel (ja nie znam, ale może Wy?), chińska gwiazda muzyki pop - Jane Zhang, światowej sławy pianista Yundi Li oraz gwiazda musicalu Hamilton - Leslie Odom Jr. Występ tego ostatnie pokazuje jak wielkim hitem jest w USA Hamilton ;) Po obejrzeniu całego pokazu mogę bez wyrzutów sumienia stwierdzić, że wszyscy spisali się znakomicie.

Już pierwsze sceny utwierdziły mnie w przekonaniu, że show będzie udane. Zaczęło się od pięknych ujęć Szanghaju, oczywiście nakręconych w bardzo wysokiej jakości. bardzo podobał mi się tez lektor - widzicie, połączyłam przyjemne z pożytecznym.

Atmosfera pokazu - naturalna lub wyreżyserowana - wprost przenikała z ekranu. Mnóstwo typowo amerykańskiej radości i pozytywnego podejścia do życia.

Ogromną zaletą pokazu jest różnorodność modelek - pod względem pochodzenia, stylu, rasy, kultury. Były blondynki, brunetki, modelki niemal bez włosów. Pod względem figury Aniołków - nic się nie zmienia. nadal królują wysokie i szczupłe dziewczyny. Jednocześnie, nie od dziś wiadomo, że Aniołki bardzo promują zdrowy styl życia i sporą dawkę aktywności fizycznej. Nie mam więc twórcom zupełnie za złe, że nie prezentują modelek plus size. Przeciwnie, jestem fanką wszelkich treningów Victoria's Secret Angels i jestem zachwycona, że na oficjalnej stronie internetowej marki, oprócz materiałow wideo z pokazu, znajdują się sekcja Train Like Angel. Ja zamierzam wypróbować przynajmniej kilka zestawów, a Wy?

Show było bardzo dynamiczne, wszystko odbywało się w zastraszającym tempie (pewnie dlatego biorą tylko wysokie modelki, gdyż potrafią robić dłuższe kroki).

Wiecie, że Aniołki są tak idealne, że kiedy pozują ich włosy powiewają! Serio, nie wiem czy to kwestia sztucznie stworzonego powiewu, czy rzeczywiście włosy Aniołków po prostu naturalnie powiewają.

Podobało mi się, że sceny z wybiegu przeplatano wydarzeniami zza kulis oraz wywiadami z modelkami. Najbardziej podobało mi się Kung Fu Challange z Jasmine Tookes i Josephine Skriver - świetnie nakręcone. No cóż, w kwestii kręcenia wideo bywam taką escetką :)

Zachowanie Aniołków na scenie bywało różnie, jedne modelki podeszły do tego luźno, tańczyły, uśmiechały się, machały, pokazywały serduszka, inne starały się być bardziej seksowne, rezygnując tym samym z luźnego podejścia. ta druga grupa była zdecydowanie mniej liczna, ale znalazła się w niej chociażby Bella Hadid. A może tak uchwyciły ją po prostu kamery? Widzicie, jakie wrażenie może kreować telewizja. jednak w przypadku Belli brak uśmiechu to akurat standard.

Jakie był największy skandal tegorocznego pokazu? Oczywiście upadek chińskiej modelki Ming Xi. Zastanawiało mnie, czy w wideo zostanie pokazany te fragment, ale głupotą byłoby wycinanie sceny z wydarzeniem, o którym wiedział już cały świat. Nie ulega wątpliwości, że upadek na scenie przed kilkunastotysięczna publicznością to dosyć spora siara, jednak modelka świetnie sobie poradziła - podniosła się z uśmiechem. Wiadomo, że opinia publiczna jeszcze ją pochwali i pocieszy - tak już z nami jest, ze lubimy też to co niedoskonałe. W retransmisji upadek opatrzono dodatkowo komentarzami załogi - "Omg, jedna z modelek upadła!", "Czy się podnosi?" - dramatyzm level max. Dodatkowo, pojawiły się słowa wsparcia od innych modelek i muzyków. Nie zmienia to faktu, że biedna Ming wybuchła płaczem zaraz po zejściu ze sceny, co niestety również zarejestrowały kamery. A nie było powodu, jak wspomniałam wcześniej, wszyscy widzowie byli pewnie wtedy #teamming

Nie można mówić o pokazie "mody", nie wspominając o stylizacjach z pokazu. A w tym roku były one po prostu zachwycające. Nie macie nawet pojęcia ile razy wzdychałam z zachwytu podczas tegorocznego show! Ideą pokazu jest zaprezentowanie widzom sporych przeżyć wizualny, stąd oglądałam w trybie pełnoekranowym, najciekawsze momenty notując na kartce. Zgadnijcie jakie komentarze pojawiały się średnio co dwie linijki? oczywiście pełne zachwytu nad kolejnymi  lookami - słowo "cudo" odmieniłam przez wszystkie przypadki! Nie chodzi nawet o samą bieliznę, bo ona akurat nie zawsze mnie porywała, ale te wszystkie "skrzydła" - ozdoby na plecach aniołków - cuuudowne. Marzenie każdej kobiety! Niezwykle udanych dodatków było tak wiele, że wymieniałabym je chyba z rok! Podobały mi się rockowe stylizacje, które zostały zaprojektowane we współpracy z Balmain (można się podjarać!). Podobały mi się też kreacje pełne kolorów - nawiązujące chyba trochę do kultury chińskiej. Zachwycały mnie eteryczne looki towarzyszące piosence Winter Song oraz te z typowo anielsko - niebiańskimi inspiracjami, w zasadzie te ostatnie uważam za najcudowniejsze <3 Przyznam się też, że mi akurat nie przypadły do gustu sportowe odsłony, a jak u Was?

Tradycją każdego pokazu jest prezentacja bajecznie bogatego Fantasy Bra. Tegoroczny model nazywa się Champagne Nights Fantasy. Stanik ten, wykonany ze złota, wysadzany topazami, diamentami i szmaragdami to bardziej biżuteria niż element garderoby. Na pokazie zaprezentowała go Lais Ribeiro, a mniej zastanawia najbardziej, czy dużo ważył.

Na zakończenie show z nieba poleciało złote konfetti i ogólnie zapanowała impreza (czytaj: wszechogarniająca radość).

Bardzo mnie cieszy, że tegoroczny pokaz odbył się w Szanghaju. W całym show było mnóstwo emocji i podoba mi się, że w pewien sposób odzwierciedliło to niesamowitą energię i "kolorowość" tego miasta. Mam nadzieję, że kiedyś przekonam się osobiście, czy Szanghaj rzeczywiście taki jest.

A teraz okazuje się, ze napisałam tekst na ponad 6,5 tysiąca znaków o pokazie bielizny. Jest już późno i trzeba iść spać. Powiedzcie, tylko czy oglądaliście pokaz oraz, jeśli ta, to jak się podobało!

Pozdrawiam,

Wasza zupełnie niepodobna do Aniołka VS M.

Złote biustonosze, upadki i wspaniała atmosfera, czyli jak wyglądało VSFS 2017

poniedziałek, grudnia 11, 2017

świąteczne przeboje, piosenki na boże narodzenie, muzyka na święta

Święta, święta coraz bliżej. A nic tak nie wprowadza w nastrój, jak świąteczne piosenki. Dzisiaj wracam do Was z moimi najnowszymi typami.

Mary, Did You Know? - Pentatonix

Pod zeszłoroczną playlistą było trochę słodzenia dla ich świątecznych przebojów, a dla mnie, w ciągu minionego roku Mario, czy ty wiesz? stało się jedną z najulubieńszych piosenek. Piękny tekst, piękna aranżacja teledysku i oczywiście piękne głosy - koniecznie wrzućcie ich na swoje listy!


Bardzo ładne, chociaż troszeczkę bardziej melancholijne, jest wykonanie Kuby Badacha z TGD. Możecie posłuchać go tutaj.


Lindsey Stirling - Carol of the Bells

Lubicie nowoczesne aranżacje skrzypcowe? Koniecznie posłuchajcie nowego coveru Lindsey. Utwór zagrała przepięknie! Największa zaleta - słuchamy coveru, który jest tak bardzo w stylu artystki, że od razu wiadomo, kto gra. Poza tym teledysk jest piękny, taki zimowy i magiczny. Ach, jak marzycielsko :)



Ps. O Lindsey już Wam kiedyś pisałam, w tekście o 7 fantastycznych współczesnych skrzypkach których musicie posłuchać.

Uciekali - musical Metro

Tej nocy Anioł przyszedł do Józefa, zbudźcie dzieciątko co tak słodko śpi..

Metro to klasyka polskiego musicalu, a Uciekali, moi zdaniem, jest jednym z piękniejszych świątecznych utworów.



Once Upon a December - Anastasia

Co roku wracam do tej piosenki z dziecięcej bajki i co roku ponownie się zachwycam. Czysta magia - rozświetlona sala balowa, z zimowym krajobrazem za oknem. Cóż, marzenie chyba niemal każdej dziewczynki. Wersja z filmu zawsze będzie najpiękniejsza, ale dziś, dla poszerzenia horyzontów, wrzucam nagranie z Broadwayu.


When I Fall in Love - Doris Day

Kolejny magiczny utwór. Nic, tylko świątecznie się zasłuchiwać : )

Doris Day wykonała przepięknie wykonała ten utwór, a jego popularność nie słabnie, chociaż od premiery minęło już 55 lat!




Jakich utworów Wy będziecie słuchać z okazji nadchodzących świąt? :) Dajcie znać! :)

Wasza zasłuchana M.

PS. Playlistę z zeszłego roku znajdziecie tutaj

Nieoczywista świąteczna playlista

niedziela, grudnia 10, 2017

nic na poważnie,

Jedni zbierają się na odwagę, drudzy zbierają się do wyjścia. Którym jesteście typem?

Ja tym drugim.

Tak już z nami jest, że z radością celebrujemy każdy sukces. No właśnie, sukces. Same pozytywne emocje; radość, endorfiny, pewnie spora dawka dumy i satysfakcji. Nie mówimy jednak o porażkach. Wiadomo, porażka to brak pozytywnych emocji, wręcz przeciwnie, spora dawka emocji negatywnych. Wstyd. Poczucie winy? Zniechęcenie? Brak wiary w siebie? Całkowicie zachwiane poczucie własnej wartości. Same brzydkie emocje. Tylko takie o których lubimy milczeć. I świat też lubi, kiedy o nich milczymy. Serce się łamie, makijaż spływa, ale uśmiech trwa, bo przecież przedstawienie musi trwać, cytując Queen.

Każdy z nas ma za sobą jakieś porażki. Każdemu zdarzyły się sytuacje, o których najchętniej by zapomniał lub zamiótł głęboko pod dywan.

Nie raz wspominałam wam, że bliżej mi do Bridget Jones niż Ewy Chodakowskiej, to też mniejsze lub większe porażki przydarzają mi się dosyć często. baaa,  niekiedy miewam wrażenie, że po prostu sama jestem jedną wielką porażką.I chociaż chciałabym, aby było to odczucie całkowicie jednostkowe, nie mam złudzeń, że podobnie myśli więcej osób.

Tak więc żyję sobie, dzień za dniem, porażeczką za porażeczką. I tak sobie pomyślałam, że to wszystko nie jest wcale takie powierzchowne. Pomyślałam, że moje niepowodzenia muszą mieć jakieś źródło. I to właśnie z nim powinnam się rozprawić. Z mojego myślenia wynikło dużo i pewnie nie zaskoczy was, że ostatecznie takie źródło znalazłam. Powiem Wam, a nuż macie podobnie.
Moją największą dotychczasową porażką jest to, że pozwalam, aby strach był czynnikiem dominującym w moim życiu.

Nie potrafię walczyć o swoje. Super mocno boję się zmian, nie potrafię skoczyć na głęboką wodę. Serio, zero odwagi. Mój strach przekłada się nawet na obawę przed horrorami. Dobra, ale koniec z tymi żartami. Bo strach to nie jest fajny. Pociąga ze sobą rożne niefajne emocje. A tu atak paniki, kiedy siedzisz i nie możesz, zwyczajnie nie możesz złapać tego oddechu, w zasadzie to nie możesz zrobić nic. Ot, paraliż. innym razem chce ci się płakać, ale tam strasznie mocno, normalnie imperatyw i powstrzymuje cię tylko obecność innych ludzi lub pomalowane rzęsy. To może nie są bezpośrednie konsekwencje strachu. Ale pośrednie - na pewno.

Mój strach, w dosyć jaskrawy sposób przekłada się również na relacje międzyludzkie. często trudno mi uwierzyć, że ludzie bezinteresownie darzą mnie sympatią. Za każdym razem, kiedy otrzymuje konkretne dowody, jestem szalenie szczęśliwa. Niestety, z powodu moich obaw, zawieranie nowych znajomości bywa trudne. Jeśli zdarzy Wam się nowa sytuacja, całkowicie poza strefą komfortu i bez wsparcia chociażby jednej znajomej osoby, co zrobicie? Zbierzecie się na odwagę czy do wyjścia? Co zrobię ja, już wiecie. 

Skoro jednak znam już źródło swoich porażek, mogę im zapobiegać! Mogę starać się walczyć ze sobą. Jeśli zrobiłam już jeden krok i wyszłam poza swoją strefę komfortu, nawet jeśli zakończyło się na staniu w kacie, wiem już, że stać mnie na więcej. I że muszę wymagać od siebie więcej, bo inaczej znowu wrócę do domu z poczuciem porażki. Jednak, nawet wracając smutna, coś też zyskuję. Nową wartość - nową naukę. Nie można przecież popełniać błędów, nie wynosząc z tego żadnej nauki. We nie rodzi się nowa nadzieja, nowa wiara w siebie. Wiara, że stać mnie na więcej, nawet jeśli zrobienie każdego kolejnego kroku zajmuje mnóstwo czasu. Nadejdzie taki dzień, że kolejne kroki będę robić bez wysiłku. Dla dziecka pierwsze kroki też nie są łatwe, a jednak z czasem nabiera super wprawy.

Porażki nie są końcem świata. Warto ich jednak unikać. Z czysto egoistycznych pobudek, nikt nie lubi porażek, porażki smakują goryczą. Nie zasnę dziś z uśmiechem na ustach, może nie zasnę w ogóle. Zdaje mi się jednak, że walka, nawet najcięższą, boli znacznie mniej. I niesie ze sobą mnóstwo pozytywnych emocji, podbija dumę, pozwala budować poczucie własnej wartości. Warto.

Pozdrawiam,

Wasza M.



PS. A na rozproszenie tych smuteczków, które się tutaj troszeczkę rozpanoszyły, piosenka z pięknego musicalu Dear Evan Hansen. W grudniu już nie smutamy, bo święta lada dzień! 🎄🎄


PS1. A jeśli chcecie poczytać jeszcze o porażkach, zajrzyjcie na bloga Elizy, napisała kiedyś bardzo fajny tekst, będący sporą dawką motywacji. Link tutaj.

O porażkach nie mówmy głośno.

poniedziałek, grudnia 04, 2017

święta, świąteczne reklamy, marketing, blogmas

Boże Narodzenie ze swoją magiczną otoczką to dla wielu najwspanialszy okres w roku. Każdy z nas pragnie podarować najbliższym wspaniałe podarunki. A skoro podarunki, to też zakupy. A skoro zakupy, to walka a klienta. A co jest nieodzownym elementem pozyskiwania klienta - oczywiście reklama.
Z tego powodu każdego roku jesteśmy wręcz bombardowani świątecznymi klipami. Jeśli kochacie święta równie mocno jak ja, pewnie będziecie zachwyceni oglądając najciekawsze bożenarodzeniowe kampanie reklamowe. Tutaj nie trzeba nawet słów, po prostu patrzcie :)


Duracell

W swojej świątecznej reklamie, pod tytułem Without Duracell Batteries, Christmas is Chaos w zabawny sposób pokazują jak wyglądałby świat bez baterii.


John Lewis

Uroczy potwór w kampanii John Lewis po prostu zachwyca <3 <3 Przez chwilę sama poczułam się jak dziecko.


Debenhams

Reklama brytyjskiej sieci domów towarowych wygrywa swoim romantyzmem, bo przecież wszyscy wiemy, że nie ma nic piękniejszego niż miłość w święta. A czy Wy znajdziecie w tym roku swoje bajkowe święta?

Audi

Szukacie odrobiny ironii i świetnej muzyki? Sprawdźcie świąteczną reklamę Audi #mniebawi


H&M

To moja ulubiona reklama w tym sezonie. jest zabawna, ma ciekawą obsadę. Jej największą zaletą jest realizacja - klip jest świetnie nakręcony, a muzyka we wspaniały sposób komponuje się z obrazem. Nic tylko oglądać i oglądać!

House of Fraser

Jest zabawnie. Nie jest schematycznie. Ogląda się miło. Wiecie, święta mogą być magiczne i wzruszające, ale powinny też mieć w sobie radość.


Heathrow

Chyba nic nie można poradzić na rozczulającą moc misiaczków z reklam londyńskiego lotniska, tylko zakochiwać się każdego roku.


WWF

Święta to zawsze czas refleksji. Zwykle ta refleksja dotyczy otaczających nas ludzi. czy zastanawialiście się kiedyś, patrząc przez oko na zalegający biały puch, że w tej samej chwili, gdzieś w słonecznej Afryce, własnie giną zwierzęta? Nielegalne kłusownictwo to ogromna plaga naszych czasów, bardzo mnie cieszy, że mówi się o tym także w kontekście Świąt Bożego Narodzenia.


Empik

Najpiękniejsza polska reklama tego roku! Oglądając ją po raz pierwszy niemal się popłakałam. A jak u Was? Zawsze pamiętacie, że najważniejsze znajduje się w środku? 



Dzisiejszy wpis jest pierwszym z serii #blogmas. Mam nadzieję, że Wam się podoba i z chęcią przeczytacie kolejne. 

Tymczasem pozostaje mi jedynie zadać Wam pytanie, która reklama podoba się najbardziej? 

Szczypta wzruszenia, odrobinka śmiechu i garść magii, czyli najlepsze świąteczne reklamy w tym roku

niedziela, grudnia 03, 2017


Nie od dziś wiadomo, że w kwestii komiksowych animacji dominuje DC, jednak, gdy przychodzi do filmów pełnometrażowych prym wiedzie Marvel.

Kilka lat temu DC też postanowiło zabrać się za ekranizacje swoich komiksów. Początki były całkiem dobre, przynajmniej mi Człowiek ze Stali się podobał.
Zaskoczę Was pewnie, ale spodobała mi się też Liga Sprawiedliwości. A w plakacie do filmu to ja się po prostu zakochałam.

Hasło z logiem każdego z bohaterów - miazga!

Po odejściu Supermana świat się załamał. W ludziach umarła nadzieja, nie mieli już siły walczyć. Poddali się po odejściu ukochanego bohatera. Teraz pojawia się światełko w tunelu. Liga Sprawiedliwości to grupa herosów, która ma walczyć nie tylko o bezpieczeństwo globu, to oni mają być nową nadzieją dla ludzkości. Przyszłość globu przestaje być uzależniona od jednej osoby. I bardzo dobrze, wszak nikt nie ocali świata w pojedynkę.

Jakich superbohaterów zobaczymy w filmie? Batman, Wonder Woman, Cyborg, Flash, Aquaman oraz Superman.

Z Batmanem mam od lat pewien problem. Nie za bardzo potrafię go polubić. Głównie w filmie. W komiksach jest spoko, w animacjach jest spoko. W nowym uniwersum DC Affleck zupełnie mi nie podchodzi. Sam Batman to bardzo fajna postać, jest bystry, potrafi znaleźć logiczne rozwiązania sytuacji. W dodatku bardzo zależy mu na ludzkości i zawsze jest zdecydowany się dla niej poświęcić. Zawsze mi go szkoda, bo to tylko ludzik i łatwo go uszkodzić. Niestety, Affleck mi w tej roli zupełnie nie podchodzi.

Lubię za to Wonder Woman. Jeśli przypadkiem natraficie na grupę ześwirowanych terrorystów, marzących powrocie do czasów kamienia łupanego, nie martwcie się. Ona gdzieś tam jest, stoi sobie na posągu jakiejś Hery czy innej bogini i tylko czeka, aby Was uratować. A jeśli zastanawiacie się w jakich miastach można znaleźć takie posągi, wiedzcie, że zastanawiam się i ja.

Jest jedna osoba dla której wstąpienie do Ligii było zupełnie bezproblemowe. W przeciwieństwie do pozostałych, Barry Allen alias Flash,  nie miał żadnych wątpliwości. Jego ojciec został niesłusznie wtrącony do więzienia, tenże ojciec ma w dodatku rożne głębokie rozkminy, jest trochę mędrcem, trochę dobrym duchem, doradza synowi, jak rozwinąć skrzydła. Mam nadzieję, że ktoś dowiedzie jego niewinności, ojca, nie Barrego. Flash jest bardzo zabawny. Podobnych młodych, lekko naiwnych chłopaczków, można było zobaczyć w kilku innych filmach superbohaterskich, ale to zjawisko pozytywne, gdyż wprowadzenie takiej postaci delikatnie rozluźnia atmosferę.

Mamy jeszcze Victora. Cyborg to efekt eksperymentów zdesperowanego ojca, który nie chciał pozwolić na śmierć syna. Ma niezwykłe moce, ale sam czasami nad nimi jeszcze nie panuje. Akurat w kwestii Cyborga, momentami odnosiłam wrażenie, jakby była to postać lekko niedopracowana, nie podobał mi się wizualnie. A jak Wasze wrażenia?

Zostaje jeszcze Artur. Ach, ten Artur. Odmówił przejęcia tronu Atlantydy. Lubi pomagać biednym. W głębi duszy jest dobry i trochę wrażliwy, ale na zewnątrz zgrywa twardziela. Początkowo niechętnie myśli o przyłączeniu do Ligi, ale poczucie odpowiedzialności za dziedzictwo bierze u niego górę. Sceny z udziałem Aquamana są świetne. jest klimat, jest zabawa. Wszystko to strasznie podoba mi się wizualnie.

A jak jest z Supermanem? Superman nawet nie musi walczyć. On tylko patrzy, a ludzie od razu się denerwują. I jest powód, bo jeśli patrzy na ciebie wściekły Superman, nie myśl, że będzie dobrze. Fajnie, że tym razem mieliśmy okazję zobaczyć Clarka z innej, mrocznej strony. Wydaje mi się, że Supermana w wersji negatywnej, też bym uwielbiała. Scena z wściekłym, lekko szalonym Supermanem to moment filmu, w którym krzyknęłam Wow! I jak on pięknie latał!

Głównym antagonistą jest tym razem Steppenwolf. Pogromca światów, w towarzystwie swoich karmiących się strachem demoników. Steppenwolf ma rogi, zdaje się, że nie można już kręcić filmów bez antagonisty z rogami. Powiedzmy sobie też uczciwie, mało on straszny. Nawet taki tchórz, jak ja się nie bał.

Pojawienie Steppenwolfa to powód do zapalenia przez Amazonki znicza w Atenach. Fajnie, że inwazja ma wyglądać tak monumentalnie, tym bardziej szkoda, że Steppen jest taki słaby.

W ostatnich latach filmy o superbohaterach stają się coraz bardziej płaskie. W pierwszych produkcjach, bardziej współodczuwałam obawę przed antagonistami z ekranów. Obecnie z ekranów coraz częściej wieje nudą. Nie jest to jednak kwestia jednego filmu, ale ogólny trend, który mam nadzieję, szybko się zmieni.
Zastanawia mnie też, w ilu ostatnich filmach słyszeliście zdanie Putting together a team? Moje ostatnio najbardziej nielubiane zdanie. Nawet Hugh Jackman w nadchodzącym musicalu zamierza "putting togehter" coś. Serio, czy scenarzyści uzależniają powodzenie filmu od umieszczenia tego zdania w zwiastunie?

Fajnie, że Liga nie jest tak bardzo sztywna. Fajnie, że pojawiają się żarty. Od razu lepsza zabawa.

Jeśli chodzi o film, mam jeszcze jedną głęboką rozkminkę. Rozmyślaliście kiedyś, czysto filozoficznie: Wonder Woman jest szybsza niż karabin maszynowy, Flash jest ultraszybki, Superman jest minimalnie wolniejszy od Flasha. I teraz są przynajmniej dwie kwestie do przeanalizowania. Pierwsza, społeczna - to trochę szowinistyczne, że Superman jest szybszy niż Wonder Woman, bo zawsze zdawało mi się, że ich moce są porównywalne. Druga kwestia, czysta fizyka. Jak można opisać te czasy reakcji? Jeśli bralibyśmy pod uwagę czas, to czy byłyby to nanosuekundy mikrosekundy czy może zeptosekundy? Jak uważacie?

Podsumowując, Liga Sprawiedliwości to film trochę schematyczny, ale gwarantuje dobrą zabawę i ma kilka pięknych wizualnie scen. Polecam!

Wasza (filmo - komikso maniaczka) M.

Niepoprawnie entuzjastyczna recenzja Ligi Sprawiedliwości