niedziela, stycznia 29, 2017

koniec facebooka, social media

Pamiętacie Nasza Klasę? Albo Gadu Gadu? Każdy z nas potrafi ot tak, bez zastanowienia, wymienić kilka niegdyś popularnych platform społecznościowych, które dziś świecą pustaki. Powody bywają różne.

Gadu Gadu okazało się za mało funkcjonalne, Facebook również udostępniał możliwość wysyłania wiadomości, a do tego pojawiła się opcja stworzenia własnego profilu, ze zdjęciami, statusami.

Nasza Klasa straciła dużo ze swojego młodzieżowego charakteru, kiedy pojawiło się tam coraz więcej starszych roczników (w mojej szkole pojawiły się nawet roczniki wychowanków mojego dziadka). Czy to źle? Zupełnie nie. Jednak młodzież potrzebuje miejsca, gdzie nie ma rodzicielskiej cenzury. Więc odeszła.

Kilka miesięcy temu, bardzo delikatnie, poczułam, że Facebook zaczyna powoli się kończyć. Początkowo starałam się zignorować ten cichutki głosik z tyłu głowy. Jednak czas mija, a moje przeczucie jedynie się nasila. Coraz mniej osób decyduje się na publikacje kolejnych zdjęć czy statusów. Przewijanie walla jest coraz mniej interesujące. Jednocześnie z wszystkich stron bombardują mnie informacje o kolejnych rekordach liczby zalogowanych użytkowników. I może właśnie tutaj tkwi problem? Jak coś może być fajne, skoro mają to wszyscy? Serwisy społeczne zyskują popularność również dzięki swojej elitarności.

Postawiłam sobie nawet pytanie, czy aby nie jestem po prostu za stara na Facebooka? Nie jestem. Nie mogę być. Przecież nałogowo używam SM, zmieniłam nawet sowią ścieżkę zawodową, tak aby zajmować się social mediami. Faktem jednak jest, że Facebook nie daje mi już tego, czego oczekiwałabym od platformy społecznościowej.

Nadchodzące na fejsie zmiany również mnie nie za bardzo pociągają. Facebook coraz bardziej celuje w młodszych odbiorców, wzrost znaczenia wideo, planuje się uruchomienie rozwiązań podobnych do Story na Snapchacie i Instagramie. Jednocześnie, Facebook ma plan zdominowania naszego życia zawodowego. Już teraz regularnie widuję interesujące oferty pracy publikowane właśnie na tej platformie. Mnie jednak zależy na wyraźnym rozdzieleniu życia zawodowego i rozrywki, jaką były dla mnie kiedyś social media. Już od lat mówi się o konieczności budowania odpowiedniego wizerunku w sieci, jako że rekruterzy często go weryfikują. A teraz pojawia się myśl, aby przekroczyć granicę, umożliwiając aplikację na nowe stanowiska z prywatnego profilu. Może trzeba zastanowić się nad nową nazwą? FaceIn?

Moim zdaniem, gwoździem do trumny Facebooka może być nowy, zapowiadany system reklam. Facebook wymyślił sobie reklamy, które pojawią się dopiero po 15-20 sekundach odtwarzania filmików. Bardzo złe rozwiązanie. Porzuciliśmy telewizję na rzecz komputerów z powodu reklam, które przerywały emisję. Czy jest szansa, że ktoś będzie chciał trwać w analogicznej sytuacji na Facebooku?

A Snapchat? Co ze Sapchatem? Może tam się odnajdę? Niestety, Snapchat nigdy nie był dla mnie i mi podobnych. Już w momencie wprowadzenia byliśmy dla niego za starzy. Problem Snapa? Jest zbyt płytki i za bardzo przesiąknięty młodzieżową wizją świata, aby mogli się tam odnaleźć ludzie pełnoletni.

Został jeszcze Instagram. Instagram mógłby zostać nową It platform dla ludzi takich jak ja. Ma tylko jedną znaczącą wadę. Właścicieli. Wydaje mi się, że pomimo świetnych rozwiązań, które funkcjonują obecnie, chylący się ku upadkowi Facebook może pociągnąć za sobą i mojego kochanego Instagrama. Coraz częściej słyszy się o zaawansowanych planach nad większym reklamowym ukierunkowaniem Instagrama. Widzisz jakiś fajny przedmiot na zdjęciu, od razu możesz w niego kliknąć, poznać producenta, cenę i przeskoczyć na stronę zakupową. Jak myślicie, może tak być, że piękny artystyczny Instagram, globalne siedlisko inspiracji, zamieni się w ekskluzywny dom towarowy? Koniecznie dajcie znać.

Pozostałe serwisy społecznościowe albo są mało popularne w Polsce (Twitter czy Pinterest) albo są jeszcze zbyt małymi graczami, aby przeciwstawić się hegemonom wymienionym powyżej *

Wizja social mediów nie wygląda obecnie zbyt przyjemnie. Za niedługi czas może się okazać, że ja i moi rówieśnicy nie jesteśmy już w stanie odnaleźć pasującego do nas medium społecznościowego i czeka nas trudne i żmudne zadanie – wylogowanie do życia.

*Hegemoni z perspektywy przeciętnego polskiego użytkownika, niekoniecznie muszą to być serwisy królujące w rankingach.

To już koniec Facebooka.

środa, stycznia 18, 2017


Już od ponad dwóch tygodni mamy Nowy Rok. Zaskakujące, jak szybko zleciał rok 2016. Pamiętam jeszcze zeszłoroczny Sylwester. Dobra zabawa, dużo nadziei na nadchodzący rok. Teraz, z perspektywy czasu, niespełnionych. Rok 2016 to był dziwny rok. Zaczynałam go pełna optymizmu, który opadł wraz z mijającym czasem. Szczególnie ostatnie miesiące dały mi się we znaki. Jaki więc był dla mnie 2016, oto krótkie posumowanie.

2 blog obchodził w tym roku drugie urodziny

B jak Bezrobocie. Nigdy w życiu nie spodziewałam się, że znajdę się w gronie młodych, wykształconych osób, które nie mogą znaleźć pracy. To był dla mnie bardzo trudny okres. Nieważne, że potem dostałam kilka ofert jednocześnie. Wolałabym pracować przez cały czas, niż stawać przed trudną decyzją, którą posadę wybrać.

C jak Czas. To właśnie czasu brakowało mi najbardziej w minionym roku. Z powodu obowiązków służbowych dużo podróżowała, omijając kolejne spotkania ze znajomymi i przyjaciółmi. Niektóre spotkania odkładam aż od sierpnia! Zmiana pracy też, nie sprawiła, że zyskałam więcej czasu, gdyż rozpoczęły się długie dojazdy. Teraz zmieniam lokum, więc kto wie, może będzie lepiej.

D jak Dieta. W 2016 roku ćwiczyłam jedynie przy komputerze. Efekt? Zbędne kilogramy, których będę musiała się pozbyć. Nie próbowałam co prawda żadnej diety odchudzającej, marzyła mi się jednak zmiana nawyków żywieniowych, stąd moje szafki nadal pękają w szwach od zdrowej żywności.

F jak Fotografia. W minionym roku stałam się zapalonym fotografem. Z radością dzieliłam się moimi zdjęciami na Instagramie. Instagram to obecnie moje ulubione medium społecznościowe. Świat zaczęłam postrzegać przez pryzmat najlepszych kadrów.

I jak Imprezy. Nawet jeśli poprzedni rok nie obfitował w miłe wydarzenia, zdecydowanie obfitował w udane imprezy. Wiecie, nic tak nie zachęca do częstych spotkań i spędzania wspólnie jak najwięcej czasu, niż rychła perspektywa końca studenckiego życia, początku dorosłości i rozstania. A poza tym, mawiają „jaki Sylwester, taki cały Rok”. Mój zeszłoroczny Sylwester to była świetna zabawa i ten trend utrzymał się aż do końca grudnia.

235 tyle zdjęć zamieściłam na Instagramie
 
K jak Koniec. Niektóre sprawy powinny się skończyć. Należy zamknąć pewne etapy, pozwolić odejść. Są osoby, które pożegnałam na zawsze. Pożegnałam młodzieńczy etap studiów. Pożegnałam wielu przyjaciół, którzy zdecydowali się na zamieszkanie w innych miastach.

M jak Metro 2033. Ta książka mną wstrząsnęła. Jest świetna, polecam każdemu. Początkowo spodziewałam się fantastyki. Dostałam bardziej powieść filozoficzną. Z niesamowitym zakończeniem. Przesłanie książki jest trudno opisać. Koniecznie przeczytajcie!

N jak Nowe Znajomości. Poznałam w zeszłym roku tylu wspaniałych i niesamowitych ludzi! Ogromnie się cieszę z tego powodu. I chociaż pewnie zabrzmię jak z mdłej amerykańskiej komedii romantycznej, naprawdę uważam, za błogosławieństwo, że mogłam ich spotkać.

P jak Podróże. 2016 był rokiem, w którym podróżowałam tak dużo, jak nigdy wcześniej i pewnie jak nigdy później nie będę. Świętokrzyskie, Podlasie, Pomorze, Świnoujście. Byłam wszędzie! Polska jest naprawdę pięknym krajem i wydaje mi się, że wiele osób nie próbuje odkryć tego piękna, za bardzo zainteresowana zagranicznymi wojażami.

45 tyle nowych miejscowości odwiedziłam w 2016 roku!

R jak Rosół. Śmiejcie się, ale to moja ukochana potrawa. Jadłam ją niemal codziennie w trakcie wspomnianych podróży. Straszna ze mnie tradycjonalista, idę do restauracji i zawsze zamierzam zamówić rosół. Bywa nawet gorzej, oceniam negatywnie restaurację, dlatego, ze w karcie nie ma rosołu.

S jak Studia. 5 lat. Pół dekady. Nadal nie wierzę, że ten okres już minął. Oczywiście, nadal mogę składać podania na kolejne kierunki, coś tam studiować i korzystać ze zniżek studenckich. Niestety nigdy już nie będzie w tym tyle świeżości i nowości, jakie są przywilejem jedynie pierwszego razu. A z edukacją oczywiście nie kończę, marzą mi się studia podyplomowe albo jakiś doktoracik w dalszej przyszłości.

1 tytuł naukowy zdobyłam w minionym roku

T jak Telewizja. W tym roku po raz pierwszy udzieliłam wywiadu telewizyjnego! I po raz drugi i trzeci i czwarty itd. Nie były to co prawda telewizje ogólnopolskie, ale jednak stres zawsze ten sam.

Z jak zmiany. Sami zauważyliście, że rok 2016 był rokiem przejściowym, który przyniósł zarówno zmiany dobre, jak i złe. W 2017 nie zamierzam stać w miejscu, więc nadchodzą kolejne zmiany. Zmiany na blogu! Nie są one jeszcze do końca sprecyzowane, ale powoli zaczyna mnie męczyć obecna formuła. Wiem już dziś, że nie będą to zmiany kosmetyczne, a rewolucja. Trzymajcie kciuki! Polajkujcie też fanpage, a jest szansa, że będziecie na bieżąco!

Koniecznie dajcie znać, jak Wam minął 2016 rok! Oceniacie go pozytywnie czy jesteście zadowoleni, że się skończył?

Pozdrawiam,
Wasza M.

Krótkie podsumowanie długiego roku 2016

środa, stycznia 11, 2017


Uwaga! Treści tylko dla odpornych. Zniewalająco duża dawka entuzjazmu może powalać!
Kocham muzykę. Kiedy wymieniam wśród zainteresowań muzykę, nie jest to czczy frazes wypełniający lukę w CV. Jest to faktycznie jedno z największych moich zainteresowań. Muzyka wypełnia moje życie. Nie potrafię bez niej funkcjonować. Potrafię przeglądać internet w poszukiwaniu nowych utworów czy godzinami rozmyślać o ulubionych piosenkach. Słucham muzyki, myślę o muzyce, czytam o muzyce. Mój świat dużym stopniu kręci się wokół muzyki.
Jest jeden serial. Najwspanialszy an świecie. Serial, który powstał z myślą o muzyce. Serial, który kręci się tylko i wyłącznie wokół muzyki. Już pewnie wszyscy się domyślają, o jaki serial chodzi. Oczywiście, chodzi o Mozart in the Jungle.
Kocham produkcję Amazona od pierwszego sezonu. Jednak twórcy, po początkowym sukcesie, nie spoczęli na laurach. Jak dla mnie, trzeci sezon rzuca na kolana!
Po obejrzeniu pierwszych pięciu odcinków brakowało mi słów mogących w pełni oddać mój zachwyt. Nadal mi ich brakuje!
Większość bohaterów produkcji spotyka się w Wenecji. W tym przypadku wszystkie drogi prowadziły do Wenecji an koncert La Fiammy. Powracającej na scenę divy. W tę rolę wcieliła się niesamowita Monica Bellucci. Doskonale sprawdziła się jako temperamentna Włoszka. Ten styl, te emocje! Majstersztyk!
Koncert La Fiammy na tratwie płynącej po weneckich kanałach, w towarzystwie Placido Domingo, był dla mnie równie mistycznym przeżyciem, jak wizyta w najprawdziwszej operze (kto śledzi bloga od początku, wie, że jestem fanką opery).
Kolejne odcinki również zaskakują. Szczególnie odcinek siódmy. Jestem niebywale zaskoczona forma, w jakiej został zrealizowany. Jestem nie tylko zaskoczona, ale też zachwycona. Twórcy mieli świetny pomysł.
Z muzyką trzeba wychodzić poza utarte ramy. Nie tylko w kwestii jej tworzenia. Fantastycznie jest, kiedy muzycy nie zamykają się ze swoim talentem w czterech ścianach filharmonii, ale koegzystują ze światem. Wychodzą do tych, którzy na co dzień mogą nie mieć możliwości posłuchania muzyki klasycznej.
Od razu spieszę ze wskazaniem, że propagowanie muzyki nie jest zjawiskiem jedynie serialowym. Sama miałam okazję w minione wakacje uczestniczyć w koncercie Filharmoników Koszalińskich w jednej z nadmorskich miejscowości. Jak się słusznie domyślacie, byłam ogormnie zachwycona i zakochana w występujących muzykach! (może w pani trochę mniej :P)
Jeśli
zaś chodzi o Mozart in the Jungle. Serial, pomimo kilku sezonów, nie traci swojego niepowtarzalnego klimatu, jest lekko i przyjemnie. Jednocześnie mamy zderzenie gwałtownych charakterów. Artyści… Zawsze nieprzeciętni :D
Co Wam gwarantuję po obejrzeniu serialu? Trudny do opisania, niesamowity, muzyczny orgazm.
Polecam, szybciutko przed ekrany Kochani!

Wenecja, operowa diva i dyrygent, czyli najlepszy serial o muzyce jaki powstał.

sobota, grudnia 17, 2016

święta, bożenarodzenie, nic na poważnie

Bez tych utworów nie wyobrażam sobie Świąt i Sylwestra! Nie są to jednak typowe świąteczne piosenki. Towarzyszą mi niezmiennie od wielu lat, rokrocznie do nich wracam i zawsze jestem zachwycana. Minęła już połowa grudnia, w moim pokoju pojawiło się trochę dekoracji świątecznych, choinka w pracy ubrana, ja jednak nadal nie czuje klimatu świąt. Mam nadzieję, że muzyczny przegląd to zmieni! Zapraszam w szaloną podróż od starych pieśni ludowych, przez kolędy, aż do klasycznego walca. Ruszamy!

Auld Lang Syne

 
 
Szkocka przyśpiewka ludowa. Napisał ją w 1788 Robert Burns. Tekst jest bardzo przejmujący i nostalgiczny. Utwór jest bardzo popularny w krajach anglosaskich. Tradycyjnie jest elementem powitania nowego roku i w tym wydaniu słyszeliśmy go chyba w milionach filmów. Poza tym jest często wykorzystywany na pogrzebach czy zakończeniach szkoły. Moja ulubiona wersja pochodzi z ‘Seksu w wielkim mieście, chociaż serialu nie oglądałam i nie potrafię powiedzieć, w którym sezonie się pojawiła. Drugą wersję, którą lubię, stworzył Gay Gordon.

Złota Jerozolima

 
 
Świąteczna piosenka w wykonaniu Skaldów nie może być zła, prawda? 😊🎄

Walc nad pięknym modrym Dunajem

 
 
Jak Sylwester to i Nowy Rok. Jak Nowy Rok to Koncert Noworoczny. A wiedeński Koncert Noworoczny nie ma racji bytu bez Walca na pięknym modrym Dunajem. Kompozycja Johana Strussa z 1867 do tej pory cieszy się wielką popularnością, a dzięki świątecznej aranżacji koncertu, mam z nią bardzo przyjemne skojarzenia.
PS. Lubię na pięknym mądrym Dunajem również za skojarzenie z najlepszymi balami minionych epok ;)

God Rest Ye Merry, Gentlemen

 
 
Angielska kolęda z XIX wieku. Autor nie jest znany (taka strata fejmu). Bardzo skoczna i wesoła. Słucham też w lecie.

Maleńka miłość

 
 
Uwielbiam tę kolędę! Wkleiłam Wam wykonanie Eleni, ale ja pamiętam, jak śpiewaliśmy to w podstawówce na każde jasełka. Co za odległe czasy! ;) W tych samych odległych czasach zdarzało mi się też być kolędnikiem. Ogólnie, chodziliśmy grupką niemal wszystkich dzieci z naszej wioski, mieliśmy wypasione akcesoria typu kręcącą się gwiazda czy widełki dla diabełka, każdy pasterz posiadał tradycyjny kożuch. A pewnego roku ja byłam solistką odpowiadającą za Maleńką Miłość! Nie było idealnie, pewnie nie było nawet dobrze, ale święta to święta

Kolęda dla nieobecnych

 
 
Piękna piosenka, chociaż tyle w niej smutku. Wydaje mi się też aktualna, rok do roku każdy z nas traci bliskich. Ze stratą zawsze trudno się pogodzić, a ta piosenka niesie ze sobą pewną nadzieję ;)


Dajcie znać, które utwory Wam się podobały i czy znaliście je wcześniej. A poza tym, jakie są Wasze doświadczenia z kolędowaniem? Próbowaliście kiedykolwiek? 🎄🎅🎆🎇⛄

Piosenki świąteczne których nie znacie, czyli moja niecodzienna playlista.

czwartek, listopada 24, 2016

SERIALE, JESIEŃ, nic na poważnie, jaki serial wybrać na jesień

Jesień w pełni. Momentami przeplata się już nawet z zimą. To doskonały okres na spędzanie długich wieczorów w towarzystwie ciepłego kocyka, kubka gorącego kakao i ulubionego serialu. Tegoroczna jesień to obfitość nowości i kolejnych sezonów sprawdzonych produkcji. Koniecznie sprawdźcie jakie seriale mają szansę na zostanie moimi (a może i Waszymi) ulubionymi produkcjami tej jesieni.

Scream queens

Poprzedni sezon serialu był prawdziwym hitem. Widzów zaintrygowało połączenie horroru i komedii. Pastisz znanych horrorów został przeniesiony na ekrany telewizorów. Niedawno zadebiutował drugi sezon. Ponownie spotykamy postaci z pierwszego sezonu, jednak tym razem, wszyscy pracują w tajemniczym szpitalu. Niestety, już w pierwszym odcinku pojawia się niebezpieczeństwo. Morderca w zielonym stroju.
Bardzo wiele schematów i wątków z pierwszego sezonu zostało ponownie wykorzystane, dlatego w mojej głowie kiełkują wątpliwości czy kolejny sezon będzie równie udany. A skoro pojawiają się wątpliwości, trzeba obejrzeć serial, by je rozwiać!

Westworld

Nowa propozycja HBO to doskonały pomysł! Za nami już kilka a ja jestem totalnie zajarana.
W skrócie: akcja rozgrywa się w ogromnym parku rozrywki stylizowanym na Dziki Zachód. W parku wykorzystano nowoczesne roboty, nazywane gospodarzami. Odpowiednio zaprogramowane i wykorzystujące osiągnięcia sztucznej inteligencji uważają się za prawdziwych ludzi. Odwiedzający mogą robić w parku, co tylko chcą, nie wszyscy są łagodni i zadowalają się łowieniem ryb. Gospodarze mają za sobą wile traumatycznych przeżyć, gwałty, morderstwa. Dlatego co wieczór ich wspomnienia są czyszczone. Tylko co się stanie, gdy roboty zaczną sobie przypominać swoje przeżycia?
Z każdym kolejnym odcinkiem atmosfera produkcji coraz bardziej się zagęszcza i każdy kolejny odcinek jest coraz ciekawszy.

Easy

Akcja serialu toczy się w Chicago. Spotykamy różnych bohaterów, każdy z nich je san innym etapie swojego życia i boryka się z innymi problemami. Początkowo trochę się martwiła, obejrzałam pierwszy odcinek, który pozostawił lekki niedosyt. Pomyślałam wtedy „Spokojnie, pewnie w kolejnym odcinku wszystko się lepiej rozwinie”. Okazało się jednak, że w kolejnym odcinku pojawili się już nowi bohaterowie. Pozostaje więc pytanie, czy przedstawienie historii w 20 minut jest możliwe. Nie do końca. Poznajemy zaledwie fragment, jedno wydarzenie z życia każdej z postaci. Wśród bohaterów serialu mamy: małżeństwo z długim stażem, które na nowo próbuje stworzyć zmysłową stronę swojej relacji, dwie młode lesbijki, starające się stworzyć związek pomimo różnic charakteru, braci pracujących nad stworzeniem własnego browaru oraz młode małżeństwo, które poznaje uroki Tindera.
Serial ma ciekawy klimat i dosłownie rzeszę fantastycznych aktorów, znanych głównie z ról na dużym ekranie, m.in.: Orlando Bloom, Dave Franco czy Miline Ackerman. Myślę, że warto spróbować!

Luke Cage

Natefliks udostępnił jakiś czas temu pierwszy sezon opowieści o Lucku. Z bohaterem spotkaliśmy się już, oglądając Jessicę Jones. Daredevill, Jessica Jones oraz Luck Cage to Morelowscy bohaterzy przeniesieni na ekrany w ramach współpracy z Netfliksem. Na początku przyszłego roku czeka nas premiera Iron Fist. Wówczas poznamy wszystkie postaci, które stworzą grupę uderzeniową w kolejnym serialu The Defenders.
Prawdopodobnie zauważyliście, że Marvel w budowaniu swojego serialowego imperium posłużył się analogiczną metodą jak przy Avengers. Najpierw każdy bohater dostaje własny serial, dzięki któremu możemy go poznać i polubić. Następnie pojawia się kolejna produkcja z większą grupą bohaterów. Nie zostajemy rzuceni od razu na głęboką wodę, ale ponownie spotykamy znane już postaci, tyle, że tym razem w większym gronie. Oprócz przygód grupy superbohaterów możemy cały czas obserwować postępy jednostek ich własnych produkcjach.
Ostatnimi czasy pojawiło się wiele głosów, że porażka produkcji z uniwersum DC jest w dużej mierze wynikiem braku owego wstępu. W Marvelu każdy bohater dostał swój film i mogliśmy go dokładnie poznać, to była długoterminowa i przemyślana strategia. A czy znaliście dokładnie bohaterów Suicide Squat? Nie można nawet powiedzieć, że znaliśmy ich powierzchownie.
Luke już trochę znamy. Wiemy, że ma za sobą tragiczne przeżycia, wiemy, że łącza go z Jessicą trudne relacje. Wiemy również, że jest w zasadzie niezniszczalny. Serial przedstawia nam genezę jego super mocy oraz przybliża trochę mroczną przeszłość. Jestem obecnie na 3 odcinku i szczerze mówiąc, jeszcze nie odgadłam, w jakiej perspektywie czasowej wobec wydarzeń z Jessica Jones rozgrywa się akcja. Jednak już teraz mogę Wam powiedzieć, że produkcja jest bardzo dobra. Nie jest tak przytłaczająco i mrocznie jak w Daredevilu, nie ma psychopaty z niesamowitymi zdolnościami, jak w Jessice Jones. I możliwe, że właśnie dzięki temu serial ogląda się bardzo dobrze. Jeśli widzieliście poprzednie produkcje Marvela to nie możecie przegapić tego serialu!
Lucka poznajemy momencie, gdy z trudem wiąże koniec z końcem, pracując na dwa etaty. W ciągu dnia sprząta w zakładzie fryzjerskim swojego przyjaciela Popa, natomiast wieczorami stoi na zmywaku w klubie lokalnego mafiosa, Cottonmoutha (Cornell Stokes). Między słowami dowiadujemy się, że mężczyzna posiada już swoje umiejętności, ponadto ma za sobą okres, kiedy wykorzystywał je, by zarabiać na życie jako najemnik.
Pewnej nocy trzech okolicznych chłopaków okrada Cottonmoutha. To wydarzenie spowoduje nieodwracalne zmiany również w życiu Luka. Stokes szybko podejmie działania, które pozwolą mu na odzyskanie skradzionych pieniędzy. Szczególnie że są to pieniądze, które obiecał swojej kuzynce, radnej dzielnicy Harlem, Mariah Dillard. Kobieta pożyczyła wcześniej pieniądze z depozytu przeznaczone na budowę spółdzielni, aby pomóc kuzynowi w wykończeniu klubu.
Chłopcy szybko zostaną znalezieni, a próbę pomocy jednemu z nich, Pop przypłaci życiem. Strata najlepszego przyjaciela oraz jego ostatnie słowa, staną się najlepszym motorem napędowym dla Lucka. Wiadomo, że zemsta rzadko pozwala osiągnąć dobre efekty, więc bardzo ciekawe jak sytuacja się rozwinie.
W serialu możemy zauważyć ciekawy rozdźwięk. Stokesowi zależy przede wszystkim na pomnażaniu swoich wpływów i majątku. Pani radna, pomimo dosyć drastycznych metod, naprawdę pragnie polepszenia sytuacji mieszkańców dzielnicy. Stosuje nieodpowiednie metody, posuwa się do przestępstwa, ale w pewnym stopniu, pragnie czegoś dobrego.
Podobnie jak w Daredevilu, spotykamy bohatera, który na pierwszym miejscu stawia swoją dzielnicę i star się jej pomóc.
Pop to taki mądry przyjaciel. Szczerze mówiąc, byłam przekonana, że w pewnym momencie Luke rozpocznie swoją misję, a Pop pozostanie z nim jako jeden z tych doradców, którzy zawsze wspierają bohaterów w trudnych moralnie rozważaniach.
Dużą zaletą produkcji jest też fantastyczna muzyka w klubie. Bardzo mi się podoba. Doskonale wpisuje się w klimat serialu.

Quantico

Drugi sezon Quantico trzyma w napięciu już od pierwszego odcinka. Co ciekawe, tej produkcji nie zaszkodziło powielenie schematów znanych z poprzedniego sezonu. Akcja ponownie toczy się w dwóch perspektywach czasowych i naprawdę wciąga. Dodatkowo, zauroczyły mnie stroje Alex.
Tym razem Alex i Ryan przenikają jako tajni agenci do CIA. Tutaj przechodzą specjalne szkolenie, na tak zwanej farmie (podobnie jak w 1 sezonie). Ich obecność nie jest przypadkowa, Amanda (przełożona) uważa, że w strukturach Centralnej Agencji Wywiadowczej tworzy się szeroko zakrojony spisek.
Jednocześnie obserwujemy zdarzenia, które mają miejsce kilka miesięcy później. Z jakiegoś powodu nasza para się rozstała, a Booth dołączył do ochrony prezydenta.
Co się stanie, gdy nagle dojdzie do zamachu, prezydent i najważniejsi urzędnicy zostaną uwięzieni, prezydentowa zamordowana. W tym serialu nie wszystko jest takim, jak się wydaje, a pozorni przyjaciele, mogą się okazać największymi wrogami.

Van Helsing

Wybuch superwulkanu w Yellowstone przysłonił świat grubą warstwą pyłu, umożliwiając wampirom wyjście na powierzchnię i ekspansję. Ludzkość niemal wyginęła. Jedyną nadzieją wydaje się Vanessa Van Helsing, która z jakiegoś powodu potrafi przeżyć atak wampira, baa, jest w stanie je nawet uleczyć. Serial całkiem dobry, w pierwszych odcinkach pojawia się trochę okropności, ale tempo jest niezłe. Sytuacja wygląda troszeczkę gorzej w czwartym odcinku, w którym wieje nudą i niezrozumiałymi pretensjami jednej z bohaterek. Liczę, że to się zmieni i polecam, sprawdźcie sami.

Jak podobają Wam się serialowe propozycje? Oglądacie którąś produkcję? Dajcie znać w komentarzach! 

Seriale na jesień.