niedziela, lipca 08, 2018

Podobno trzynaście to pechowy numer.. My tam w pecha nie wierzymy! Oto nowy tekst pełen absurdalnych i zupełnie realnych sytuacji z życia Dziewczyn z Miasta!

Niezwykłych historii z damskiej toalety ciąg dalszy

Damska toaleta to źródło nieskończonej liczby dziwnych historii. Toaleta w barze. Godzina 19. Są dwie kabiny, jedna zamykana, druga bez zamka. Z tej zamykanej właśnie wyszła para. Jedno spojrzenie i cała kolejka wie co tam się mogło dziać. Kolejka długa, pęcherz daje się we znaki. I pozostaje jedno pytanie - którą toaletę wybrać? Ostatecznie każdy wybór wpisuje się w hasło: no risk no fun.😂😂

Okazuje się, że toaleta to też świetne miejsce do poruszania poważnych, wręcz fundamentalnych kwestii. Można tam usłyszeć choćby coś takiego: Wiesz, rozważam zaczęcie brania kokainy. Nie radzę sobie z życiem. Co odpowie na to dobra koleżanka? Cóż, przy naszej pracy to takie nawet oczywiste. Oczywiste zdaje się również, że chyba pora zacząć szukać nowej posady dziewczyno.

Jak to jest z tymi blondynkami?

Ciężkie jest życie intelektualnej blondynki. Zamiast szpinaku kupi mrożonkę z sosem śmietankowym. Zamiast odżywki do włosów balsam do ciała, a przy kolejnej próbie szampon... Zamiast kabanosów dla ludzi kabanosy z cebulą. I jeszcze te wypadki typu uderzenie w głowę przy próbie położenia się na poduszce, albo wrzucenie kosmetyku idealnie do śmietnika w łazience i kolejne uderzenie w głowę, tym razem o zlew podczas akcji ratunkowej rzeczonego kosmetyku... Czy to jest uleczalne.

Pamiętajcie - sport to podstawa


Najlepiej zadbać o wszystkie mięśnie, także te mniej oczywiste, jak mięśnie Kegla. Kobiece magazyny trąbią wszem i wobec, aby ćwiczyć je przy użyciu profesjonalnego sprzętu. Tutaj jednak pora na kolejną złotą radę Szarlotty - przed zakupami upewnij się, że kupujesz ze swojego konta, a nie z konta mamy swojego chłopaka.

Telefoniczne pomyłki Szarlotty

Zadzwoniłam umówić się na wizytę u ginekologa, a okazało się, że to pizzeria...
Cóż, różne fetysze mają ludzie. :P

Jakby się tak zastanowić, okazuje się, że najciekawsze rzeczy ciągle dzieją się w damskich toaletach - też wam się jakieś przydarzyły? Napiszcie w komentarzu albo jeśli się Wam podoba - dajcie lajka - dziewczyny się ucieszą! :):)


DzM #13: damska toaleta, sportowe wyzwania i życiowe trudy blondynek

wtorek, czerwca 19, 2018


Zainspirowana tekstem Dagi z bloga Fox in the forest zdecydowałam się na udział w akcji #CoPoMaturze. Dziś cofam się o kilka lat, żeby podzielić się z Wami moją historią - serdecznie zapraszam!:) Przy okazji, cała akcja jest organizowana przez Socjopatkę oraz BlueKangaroo, oba blogi znam, cenię i polecam.

Zacznijmy od tego, że w czasach szkolnych bardzo przejmowałam się nauką. Większość życia traciłam na siedzenie w książkach i totalnie zależało mi, żeby wiedzieć jak najwięcej. Napędzał mnie ogromny głód wiedzy. Byłam też totalną idealistką i chodziłam z głową w chmurach marząc o idealnej przyszłości. Wspomniany głód wiedzy uważam, za wielką zaletę, ale szczególnie objawiał się on jednak w czasach podstawówkowo-gimnazjalnych. Potem było liceum ze spokojnym poziomem średnim. Marzycielstwo tkwi nadal we mnie i sprawia, że jestem wybitnie niepraktyczną osobą. I nagle, nie wiadomo kiedy, nadszedł maj, a razem z nim moja matura. Nie miałam wtedy jeszcze żadnych konkretnych planów, nie wybrałam ani uczelni, ani kierunku studiów.
Ogólnie muszę się przyznać, że w swoich planach byłam dosyć niekonsekwentna - najpierw myślałam o Kulturoznawstwie, ale doszłam do wniosku, że jest to mało przyszłościowe. Zdecydowałam, że jednak lepszym rozwiązaniem będą studia inżynierskie, skoro i tak byłam już w tym mat-infie. I tak też zrobiłam, jednak zamiast Elektrotechniki w moim ukochanym Lublinie, zdecydowałam się na wyjazd do stolicy i studia na bardzo nowocześnienie brzmiącym kierunku - Technologie Energii Odnawialnej...

I rok, jeszcze świata nie znałam xD

Studia, studia, studia...

Dziś, kiedy mija niemal siedem lat od chwili, gdy pierwszy raz przekroczyłam progi uczelni, wiem, że nie zmieniłabym swojego wyboru. jednak nie ze względu na kierunek, który wybrałam, ale ze względu na wspaniały czas, jaki spędziłam na uczelni. Nawet jeśli nadal byłam prawie totalnym kujonem. Czasy studenckie to okres, kiedy poznałam najfajniejszych ludzi w życiu i za żadne skarby  świta bym tego nie zmieniła. Ludzie i typowo studencki świat, to moim zdaniem dwa podstawowe czynniki zachęcające do studiowania - jest więcej wolności niż w czasach szkolnych i mniej obowiązków niż w szkole (szczerze - uważam, że nawet praca na etacie jest łatwiejsza niż chodzenie do szkoły dzień w dzień), a zatem też więcej czasu na życie.

Gdybym dziś była nadal młoda, ale miała już swoją aktualną wiedzę, na pewno zrobiłabym dwie rzeczy: po pierwsze - wcześniej poszłabym do pracy. W żadnym kinie nie chcieli mnie nigdy zatrudnić, na siłowni też, ale może spróbowałabym jednak w gastronomii, najwyżej ludzie by się trochę podtruli. Po drugie: nie jestem pewna, czy poszłabym na studia magisterskie. Z jednej strony, akurat na ostatnim roku studiów miałam bardzo ciekawą pracę (i jedyną związaną z moim wykształceniem) i chociaż normalnie bym z niej nie wyżyła, to przynajmniej zjechałam pół Polski (i odkryłam w sobie wielką pasję do prowadzenia Instagrama - na koncie jest mnóstwo zdjęć z moich ówczesnych podróży) i zdobyłam wykształcenie wyższe nie płacąc za studia zaoczne.

Chill na plaży podczas wolnego dnia w pracy. Już pani magister, świeżo po obronie.

Podczas studiów zdarzyło mi się być okazjonalnie wolontariuszem - byłam na Forum Energetycznym i pisałam do portalu studenckiego o energetyce - to były fajne doświadczenia i Wam też polecam spróbować w trakcie nauki. Jeździłam również na różne eventy branżowe - ponownie - polecam.

Wiecie, przyznam szczerze, że jeśli chodzi o wykształcenie, najbardziej cieszy mnie tytuł inżyniera. mogę go dodawać przez nazwiskiem już kilka lat, a nadal jakoś tak jestem z tego dumna. magister już tak nie cieszył.

I studia są też fajne pod względem możliwości rozwoju naukowego. Tutaj mam już na myśli konkretnie prace: inżynierskie, czy magisterskie. Wystarczy się lekko przyłożyć, mieć fajny pomysł i można stworzyć coś naprawdę super. Pamiętam, że inżynierka na moim kierunku rzeczywiście obfitowała w ciekawe prace. Ja sama pisałam o organicznych ogniwach fotowoltaicznych, a potem o sztucznych sieciach neuronowych (też z lekka w aspekcie fotowoltaiki, więc jest jakieś połączenie). Oba tematy sama wybrałam i oba totalnie mi się podobały. Szkoda, że moje prace stoją sobie samotne na półce i nie cieszą się wielkim powodzeniem domowników. Chociaż tutaj muszę uczciwie przyznać, że ja również nie przebrnęłam przez prace naukowe innych członków rodziny, nawet te o interesującej tematyce. PS. A Wy przeczytaliście kiedyś prace innych członków waszej rodziny?

Studia to też podróże - tutaj weekend w Paryżu
Podsumowując, studia są dobre dla zawiązywania znajomości - nie bez powodu krąży przekonanie, że przyjaźnie na całe życie zawiera się właśnie na studiach oraz do szaleństw. W końcu kiedy szaleć, jak nie wtedy, gdy jest się młodym? Czy to wystarczające powody, aby zdecydować się na wyższe wykształcenie? Moim zdaniem tak.

A co po studiach?

A figa z makiem. W sensie zawodowym. Jest wielu ludzi, którzy z powodzeniem robią karierę w tym fachu. Ale nie ja. Pewnie dlatego, że zawsze byłam słaba z przedmiotów elektrycznych itp.
Na studiach założyłam bloga i to właśnie on (ten tutaj, na którym właśnie jesteście), zainspirował mnie do podążenia inną ścieżka. Doszłam do wniosku, że nic się tak nie rozwija w ostatnich latach, jak internet i to tam warto szukać swojej szansy. Podążając tą drogą trafiłam do reklamy. Zaczynałam w małej agencji reklamowej, dziś pracuję w domu mediowym, zobaczymy co będzie dalej!
Świat marketingu i reklamy ma ciągle ogromny potencjał, a co ciekawe, w mojej codziennej pracy znajduję często liczbowy porządek świata, który przypomina mi przeliczenia z mechaniki płynów i czuję się jak w domu:)

Co dalej?

Nie mam pojęcia! Mam kilka wielkich marzeń zawodowych i kilka malutkich totalnie z tyłu głowy. Mam też pewne wyobrażenie, tego w jaki sposób najlepiej chciałabym pracować, ale mam też świadomość, że przede mną jeszcze długa droga, ale dziś jestem właśnie w tym miejscu, w którym powinnam być :)

Praca nie jest najważniejsza w życiu - w dzisiejszych czasach, niemal leży na ulicy. Wykształcenie jest ważne, ale doświadczenie też wiele znaczy. A nawet jeśli w danej chwili nie macie żadnej ze wspomnianych wartości - i tak znajdą się miejsca, w których chętnie Was czegoś nauczą!

A moja rada dla Was? Co Po Maturze?

Nie ma ŻADNEGO przepisu. Nie możecie kierować się moją historią, ale możecie jej wysłuchać i zastanowić się, czy może jakaś część tej opowieści nie odnosi się również do Was.
Kierujcie się przeczuciem - czasem trzeba popełnić jakieś błędy, ale z pewnością nic nie dzieje się bez przyczyny i każdy z nas powinien kroczyć własną ścieżką.


A jeśli uważacie, że możecie potrzebować więcej materiału przed podjęciem decyzji, to poniżej podsyłam linki do kilku innych tekstów:

  1. Jeśli zastanawiacie się co ze sobą zrobić - może test osobowości będzie dobrym doradcą
  2. O studiach, a w zasadzie o ich rzucaniu, przeczytacie tutaj
  3. Kilka porad o pisaniu pracy dyplomowej
  4. Jeśli zaciekawił Was mój kierunek studiów - tutaj tekst o farmach wiatrowych
  5. Studiów ciąg dalszy - sposoby na bycie ekologicznym
  6. Studia i praktyczny przepis na wybór żarówki
  7. Tutaj z kolei wspomnienie z moich zawodowych podróży
  8. Podróży ciąg dalszy - tym razem Świętokrzyskie
  9. Zycie w akademiku - akcja wyprowadzka
  10. Wady i zalety mieszkania w akademiku
  11. Jak stworzyć przytulne wnętrze w akademiku
  12. Co spakować jadąc do akademika? 

 Mam nadzieję, że jednak jakoś Wam pomogłam!

Matura nie definiuje Twojej przyszłości

poniedziałek, maja 28, 2018


Człowiek uczy się całe życie. Niemal każdego dnia spotykają nas nowe doświadczenia.

Ja ostatnio trafiłam na świetny, POLSKI, kanał musicalowy na YouTube. Trochę wstyd, że dopiero w 2017, bo ma kanał ma już kilka lat, a i ja znam większość wykonań z oryginalnych wersji, ale jak sama powiedziałam, człowiek uczy się całe życie i jestem bardzo zadowolona, że tam trafiłam! Hahhaahaha i pewnei już się kapnęliście, że ten tekst miał początkowo zostać opublikowany baaardzo dawno temu, ponad rok temu 😊

Kanał to prawdziwa skarbnica wspaniałych musicalowych arcydziełek, a ja chciałam się z Wami podzielić kilkoma moimi ulubionymi! Wierzcie mi, wybór nie był łatwy!!

Królowie świata

Polska wersja Les rois Du Monde z francuskiego musicalu Romeo i Julia. Pamiętacie tę piosenkę w oryginalnym wykonaniu? Przez pewien czas była nawet notowana na liście przebojów Trójki, ale nie martwice się, tego ja też nie pamiętam. Możliwe, że Wy podobnie jak ja, w 2000 roku spędzaliście czas na zabawie z innymi dziećmi, a nie słuchając radia ;P


Wilcza zamieć

Ta piosenka jest taka wzruszająca, co ciekawe – powstała jako soundtrack do gry Wiedźmin. A jest fenomenalna! Czy Wy słyszycie tę melodię i jeszcze tekst! Cuudo <3 Zdecydowanie jest to jedna z moich najukochańszych piosenek w całym zestawieniu, a jak Wasze wrażenia? Wersja angielskojęzyczna zalatuje mi trochę Nightwish, ale po polsku brzmi najlepiej :)


Belle

Zostajemy w klimacie francuskich musicali. Belle pochodzi ze słynnego Notre Dame de Paris. To ten musical gdzie Garou był Dzwonnikiem. Nie ma złych wykonań Belle. 


Czerwone Trzewiki

Nie raz wspominałam już, że Taniec Wampirów to jeden z moich najukochańszych musicali <3 Posłuchajmy sobie Czerwonych Trzewików, ale ja będę sobie czekać na piosenkę finałową, Carpe Noctem, Modlitwę albo Salę Balową…


Piękno jak nóż

Znowu ta francuska muzyka. Był taki musical - Mozart Opera Rock, znacie? Kilka lat temu (kurcze, chyba jeszcze w liceum) zasłuchiwałam się w Tatoue-moi i Vivre à en crever. Piękno jak nóż jest tak świetnie wykonane, że na głowę bije oryginał. Posłuchajcie tylko!


Pokonać grawitację 

Osobiście uwielbiam Wicked i regularnie katuję moich biednych znajomych na Facebooku udostepnieniami kolejnych utworów, chociaż przestali je lajkować chyba w 2012 😉  Ale daję Wam słowo, polskie wykonanie jest równie dobre jak to w Wicked z Idiną Menzel <3


To mój czas

Barbra Straisand. Kto zna? Ta pani bardzo dawno wystąpiła w znanym musicalu Zabawna buzia. A Natalia Piotrowska bardzo ładnie wykonała Don’t Rain On My Parade – prawdziwy szlagier.


Wcale nie, ależ tak

Pokochałam tą piosenkę! Jest taka słodka <3 Podzielacie moją opinię?


Nigdy nie ulegnę

Kto się nigdy nie poddaje? Ręka do góry!


Krąg życia

To chyba jeden z najpopularniejszych utworów na koncie Accantusa. Niemal 6 milionów wyświetleń – sama mocno się do tego przyczyniłam. Znacie już?


Jesteś mój

Jest musical, którego nie znałam przed Accantusem. Mowa oczywiście o Aferze Mayerling. Już wszystko wygoglowałam i jestem nową fanką tego musicalu!


Tylko jedno życie masz

Kolejny utwór z Afery Mayerling. Koniecznie posłuchajcie, ja się zakochałam.


Jestem tutaj

Dear Evan Hansen to prawdziwa musicalowa świeżynka, o której już Wam wspominałam raz czy dwa. Ogólnie cały musical ma bardzo fajny przekaz, chłopak któremu udaje się przezwyciężyć swój problem z nawiązywaniem znajomości. Kurcze, jest tak wielu ludzi podobnych do Evana (ot choćby ja), a sam musical pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych 😊 Posłuchajcie – warto!!


Pod drzewem

A tutaj trochę melancholii  dla fanów Igrzysk Śmierci.


Szyba

Klasyka polskiego musicalu, aż wstyd się przyznać, że nadal nie widziałam „Metra”. A Wy mieliście już okazję usłyszeć Szybę na żywo?



Co jeszcze chętnie bym usłyszła w wykonaniu Studia Accantus? Na pewno coś z Elizabeth, najchętniej Schatten werden länger. Inne? Dachowy Song z Kotów i Satisfied z Hamiltona. A Wy macie jakieś swoje typy? :) Podpowiedzcie w komentarzach!

Wasza,
Totalnie rozanielona M.

Potężna dawka musicalowych hitów na udany tydzień!

czwartek, maja 24, 2018

DzM #12: moda, podstępne marzenia i niezwykłe doświadczenia

W życiu kobiety jest przynajmniej kilka ważnych aspektów. Po pierwsze, oczywiście dostęp do wystarczająco dużych i różnorodnych zasobów czekolady. Po drugie, minimalny zapas materiału do plotek, oczywiście plotki działają najlepiej w towarzystwie dobrego drinka, tudzież kilku. Po trzecie, zakupy. A jak zakupy, to i moda, bo wiadomo, najczęściej powtarzane przez kobietę zdanie brzmi: Nie mam się w co ubrać. I kupują, kupują, kupują, aż w końcu kont w banku świeci pustkami i trzeba zacząć jeździć autobusami - wtedy to dopiero zaczyna się dziać!

Moda

Kupiłam nową sukienkę! Jest taka piękna, różowa i w ogóle! Chcesz zobaczyć?
Po co? Znając Ciebie to pewnie jakaś kolejna firanka.

Dżemma, może pora zacząć chodzić w ciuchach z firanek - taniej by może wyszło.


Dike: Dzisiaj w pracy szukałam w torebce chusteczek - znalazłam stanik. Typowa damska torebka.
Szarlotta: Ja od 4 dni noszę w torebce skarpetki.
D: Ty, a czyste chociaż?

Co się dzieje, gdy zamiast drinków w barze wybierasz coś kulturalnego?

Przepis na udany babski wieczór? Iść na francuski film z polskimi napisami z osobą, która nie mówi w żadnym z tych języków. Nowy poziom doświadczeń. A trzeba było iść na wódkę.

W autobusowym świecie

Kiedy na początku 3 godzinnej podróży autobusem z sąsiedniego fotela wyczuwasz rybę i piwko to wiedz - będzie dobra impreza w drodze.

Co czytają w autobusach ambitni ludzie? Kwadrant przepływu pieniędzy.
Dziewczyny, bierzcie przykład, nie będzie Wam brakować na zakupy. Tylko, co to do cholery jest kwadrant?


Słodkie maluszki 

A jak już nie będzie Wam brakować na zakupy i nawet coś zostanie i postanowicie znaleźć nowe powody do wydatków - zawsze można zrobić sobie jakieś maleństwo. Dzieci to w końcu przygoda na całe życie. Podobno im mniejsze tym lepsze, zastanawiające jest jedynie jakie to małe, bo trzylatek to może być za duże. Wyobraźcie sobie, usypiasz takiego z czułością, głaszczesz i mówisz: słodkich snów koteczku, a dziecko odpowiada Ci dobra. Dobra, teraz będzie już tylko gorzej.

Uważaj o czym marzysz

Podczas zajęć fitness lało się ze mnie litrami i marzyłam jedynie o zimnym prysznicu. Wyszłam z siłowni i voilà - pada deszcz. Szkoda, że z gradem...


Wam też zdarzają się takie historie? Dajcie znać w komentarzach! :)

DzM #12: moda, podstępne marzenia i niezwykłe doświadczenia

poniedziałek, maja 14, 2018


Chyba przez całe życie nie chodziłam do kina tyle co w ciągu ostatniego roku 😂😂 Oczywiście chodzę tylko i wyłącznie w celach badawczych, żeby zbierać materiały na bloga i mieć Wam o czym opowiadać. Żartuję, żartuję, wiadomo, że chodzę głównie, żeby dobrze się bawić :) Widziałam ostatnio dwie interesujące propozycje i nie byłabym sobą, gdybym Wam o nich nie opowiedziała.

Kochankowie jednego dnia

Poczytałam gdzieś, że jest to kameralny dramat obyczajowy i przyznaję, że wszystko się zgadza. Jest to przede wszystkim film nieoczywisty, ale przy tym też bardzo klimatyczny i na swój sposób uroczy.
Szczerze mówiąc zasnęłam w kinie. Jednocześnie miałam jednak takie wrażenie, że nie mogłabym nie obejrzeć tego filmu do końca, musiałam poznać zakończenie, ot imperatyw kategoryczny.
Kochankowie jednego dnia to francuskojęzyczna produkcja nakręcona w bardzo klasyczny sposób. Obraz jest biało-czarny. Dzięki temu czujemy bardziej, a nawet nowoczesne kadry stają się takie nieoczywiste.

Jestem zadowolona, że miałam okazję zobaczyć ten film z dwóch powodów:

  1. Zero schematów - wiecie dlaczego byłam tak ciekawa zakończenia? Bo nie byłam w stanie sama wydedukować jakie będzie. Bardzo cenię produkcje, które nie wchodzą na utarte ścieżki, w końcu nikt nie lubi nudy.
  2. To jest mądry film. Wyszłam z kina nie tylko poruszona i zadowolona (nie napiszę, że wyspana, bo zasnęłam maks na 5 minut), ale też bogatsza w wiedzę i doświadczenie, które mogę w mniejszym lub większym stopniu wykorzystać w życiu. Kochankowie jednego dnia to w końcu film nie tylko o miłości, ale też o zdradzie. Autorzy nie rozwiązali może odwiecznej zagadki "skąd te zdrady", ale przynajmniej starali się znaleźć jakieś wskazówki i rzeczywiście im się udało. 
Wiecie, z tą mądrością to wystarczyła jedna scena. Jedna scena, która otworzyła mi oczy na postrzeganie niektórych spraw. I tyle wystarczy, aby pozytywnie ocenić film. Zgadzacie się ze mną? :)

Prawdziwa historia

Nowy film Polańskie również polecam każdemu, jednak tutaj mam kilka zastrzeżeń. Po pierwsze jest trochę schematycznie. Nie widziałam zbyt wielu filmów Polańskiego, oglądałam Dziewiąte Wrota, fragmenty Pianisty i Dziecka Rosemary (tak, bałam się to oglądać :p) i bazując na tej okrojonej wiedzy, muszę przyznać, że Prawdziwa historia jest dosyć podobna do przynajmniej jednego ze wspomnianych dzieł. Zakończenie filmu mnie nie powaliło i po wyjściu z kina mogłam powiedzieć jedynie; Okej, to chyba typowy Polański. 

Film ma też swoje zalety. Minimum jedną - Evę Green. Eva (Ella) w Prawdziwej historii? Demoniczna, hipnotyzująca, przerażająca. Wywoływała u mnie stres i momentami aż skręcałam się na fotelu. Eva była stresująca, a Delphine (główna bohaterka) wybitnie naiwna. Może tylko ja mam jakieś trust issues i dla innych to normalne, ale ja nie potrafiłabym stworzyć tak silnej relacji w ciągu zaledwie kilku dni. Nie podałabym hasła to komputera dopiero co poznanej lasce, a tym bardziej nie pozwoliłabym jej u siebie zamieszkać. Jak dla mnie to jak szybko rozwinęła się przyjaźń Delphine i Elle jest mało wiarygodne, ale kto tam wie, może we Francji jest inaczej. 

Standardowo w filmach Polańskiego występuje jego małżonka Emmanuelle Seigner  i jak dla mnie jest to standardowo dobra rola :)


Jeśli wybieracie się do kina i wahacie co wybrać - polecam pierwszą propozycję. Jeśli zależy Wam na luźniejszej rozrywce - niedawno do kin wszedł film o Avengers, a już za kilka dni premiera Deadpoola! Ja czekam też na Zimną wojnę, nasza polska produkcja bardzo dobrze radzi sobie w Cannes, a ja bardzo cenię filmy, które walczyły o Złotą Palmę - zawszę są to bardzo dobre produkcje.

A Wy na jaki film czekacie? I co byście bardziej chętnie obejrzeli - Kochanków jednego dnia czy Prawdziwą historię

Całuski :*:*

Wasza kinomaniaczka M.

Trochę miłości i trochę Polańskiego, czyli o kinowych nowościach