poniedziałek, marca 27, 2017





Wiecie, że dziś Międzynarodowy Dzień Teatru? Jak wiecie, ja uwielbiam teatr. Teatr. Teatr, ile w tym słowie sprzeczności. Zabawa, komedia, dramat, nostalgia, łzy. Melancholia. Jak wielu uczuć możemy doświadczyć w zależności od wybranej sztuki. Przedstawiam Wam kilka sympatycznych cytatów o teatrze. Niektórzy ludzie próbowali powiedzieć o teatrze cos inteligentnie, udało im się?

Życie jest jak nudna sztuka w teatrze, ale nie warto się spieszyć z wychodzeniem przed nieuniknionym końcem spektaklu.
Andrzej Wajda

Nie jesteśmy wolni. I niebo może nam jeszcze runąć na głowy. I teatr po to istnieje, by nas tego przede wszystkim nauczyć.
Antonin Artaud

Życie od teatru różni się tylko tym, że w życiu nie ma prób generalnych.
Ewa Nowak

Spojrzała na innych gości, wszyscy perfekcyjnie odgrywali swoje role. Czy o to tu chodziło? Czy romantyczna miłość to po prostu jeden wielki festiwal talentów? Zjedz kolację, pójdź ze mną do łóżka, zakochaj się, a obiecuję ci lata wspaniałego przedstawienia?
David Nicholls

- Powinnaś być aktorką - przyznała, wstając od biurka.

- Jestem. - Marta zadarła głowę do góry. - Aktorką w teatrze życia codziennego.
Melissa Darwood


Jeśli dwóch ludzi rozmawia, a reszta słucha ich rozmowy - to już jest teatr.
Gustaw Holoubek


I na koniec – fragment wiersza mojego ulubionego polskiego poeaty:

Życie to jest teatr, mówisz ciągle, opowiadasz;

Maski coraz inne, coraz mylne się nakłada;

Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra

Przy otwartych i zamkniętych drzwiach.

To jest gra!
Edward Stachura


Który cytat najbardziej Wam się podoba? Na jakiej sztuce byliście ostatnio? Dajcie znać?! :)

Cytat o Teatrze na Międzynarodowy Dzień Teatru

niedziela, stycznia 29, 2017

koniec facebooka, social media

Pamiętacie Nasza Klasę? Albo Gadu Gadu? Każdy z nas potrafi ot tak, bez zastanowienia, wymienić kilka niegdyś popularnych platform społecznościowych, które dziś świecą pustaki. Powody bywają różne.

Gadu Gadu okazało się za mało funkcjonalne, Facebook również udostępniał możliwość wysyłania wiadomości, a do tego pojawiła się opcja stworzenia własnego profilu, ze zdjęciami, statusami.

Nasza Klasa straciła dużo ze swojego młodzieżowego charakteru, kiedy pojawiło się tam coraz więcej starszych roczników (w mojej szkole pojawiły się nawet roczniki wychowanków mojego dziadka). Czy to źle? Zupełnie nie. Jednak młodzież potrzebuje miejsca, gdzie nie ma rodzicielskiej cenzury. Więc odeszła.

Kilka miesięcy temu, bardzo delikatnie, poczułam, że Facebook zaczyna powoli się kończyć. Początkowo starałam się zignorować ten cichutki głosik z tyłu głowy. Jednak czas mija, a moje przeczucie jedynie się nasila. Coraz mniej osób decyduje się na publikacje kolejnych zdjęć czy statusów. Przewijanie walla jest coraz mniej interesujące. Jednocześnie z wszystkich stron bombardują mnie informacje o kolejnych rekordach liczby zalogowanych użytkowników. I może właśnie tutaj tkwi problem? Jak coś może być fajne, skoro mają to wszyscy? Serwisy społeczne zyskują popularność również dzięki swojej elitarności.

Postawiłam sobie nawet pytanie, czy aby nie jestem po prostu za stara na Facebooka? Nie jestem. Nie mogę być. Przecież nałogowo używam SM, zmieniłam nawet sowią ścieżkę zawodową, tak aby zajmować się social mediami. Faktem jednak jest, że Facebook nie daje mi już tego, czego oczekiwałabym od platformy społecznościowej.

Nadchodzące na fejsie zmiany również mnie nie za bardzo pociągają. Facebook coraz bardziej celuje w młodszych odbiorców, wzrost znaczenia wideo, planuje się uruchomienie rozwiązań podobnych do Story na Snapchacie i Instagramie. Jednocześnie, Facebook ma plan zdominowania naszego życia zawodowego. Już teraz regularnie widuję interesujące oferty pracy publikowane właśnie na tej platformie. Mnie jednak zależy na wyraźnym rozdzieleniu życia zawodowego i rozrywki, jaką były dla mnie kiedyś social media. Już od lat mówi się o konieczności budowania odpowiedniego wizerunku w sieci, jako że rekruterzy często go weryfikują. A teraz pojawia się myśl, aby przekroczyć granicę, umożliwiając aplikację na nowe stanowiska z prywatnego profilu. Może trzeba zastanowić się nad nową nazwą? FaceIn?

Moim zdaniem, gwoździem do trumny Facebooka może być nowy, zapowiadany system reklam. Facebook wymyślił sobie reklamy, które pojawią się dopiero po 15-20 sekundach odtwarzania filmików. Bardzo złe rozwiązanie. Porzuciliśmy telewizję na rzecz komputerów z powodu reklam, które przerywały emisję. Czy jest szansa, że ktoś będzie chciał trwać w analogicznej sytuacji na Facebooku?

A Snapchat? Co ze Sapchatem? Może tam się odnajdę? Niestety, Snapchat nigdy nie był dla mnie i mi podobnych. Już w momencie wprowadzenia byliśmy dla niego za starzy. Problem Snapa? Jest zbyt płytki i za bardzo przesiąknięty młodzieżową wizją świata, aby mogli się tam odnaleźć ludzie pełnoletni.

Został jeszcze Instagram. Instagram mógłby zostać nową It platform dla ludzi takich jak ja. Ma tylko jedną znaczącą wadę. Właścicieli. Wydaje mi się, że pomimo świetnych rozwiązań, które funkcjonują obecnie, chylący się ku upadkowi Facebook może pociągnąć za sobą i mojego kochanego Instagrama. Coraz częściej słyszy się o zaawansowanych planach nad większym reklamowym ukierunkowaniem Instagrama. Widzisz jakiś fajny przedmiot na zdjęciu, od razu możesz w niego kliknąć, poznać producenta, cenę i przeskoczyć na stronę zakupową. Jak myślicie, może tak być, że piękny artystyczny Instagram, globalne siedlisko inspiracji, zamieni się w ekskluzywny dom towarowy? Koniecznie dajcie znać.

Pozostałe serwisy społecznościowe albo są mało popularne w Polsce (Twitter czy Pinterest) albo są jeszcze zbyt małymi graczami, aby przeciwstawić się hegemonom wymienionym powyżej *

Wizja social mediów nie wygląda obecnie zbyt przyjemnie. Za niedługi czas może się okazać, że ja i moi rówieśnicy nie jesteśmy już w stanie odnaleźć pasującego do nas medium społecznościowego i czeka nas trudne i żmudne zadanie – wylogowanie do życia.

*Hegemoni z perspektywy przeciętnego polskiego użytkownika, niekoniecznie muszą to być serwisy królujące w rankingach.

To już koniec Facebooka.

środa, stycznia 18, 2017


Już od ponad dwóch tygodni mamy Nowy Rok. Zaskakujące, jak szybko zleciał rok 2016. Pamiętam jeszcze zeszłoroczny Sylwester. Dobra zabawa, dużo nadziei na nadchodzący rok. Teraz, z perspektywy czasu, niespełnionych. Rok 2016 to był dziwny rok. Zaczynałam go pełna optymizmu, który opadł wraz z mijającym czasem. Szczególnie ostatnie miesiące dały mi się we znaki. Jaki więc był dla mnie 2016, oto krótkie posumowanie.

2 blog obchodził w tym roku drugie urodziny

B jak Bezrobocie. Nigdy w życiu nie spodziewałam się, że znajdę się w gronie młodych, wykształconych osób, które nie mogą znaleźć pracy. To był dla mnie bardzo trudny okres. Nieważne, że potem dostałam kilka ofert jednocześnie. Wolałabym pracować przez cały czas, niż stawać przed trudną decyzją, którą posadę wybrać.

C jak Czas. To właśnie czasu brakowało mi najbardziej w minionym roku. Z powodu obowiązków służbowych dużo podróżowała, omijając kolejne spotkania ze znajomymi i przyjaciółmi. Niektóre spotkania odkładam aż od sierpnia! Zmiana pracy też, nie sprawiła, że zyskałam więcej czasu, gdyż rozpoczęły się długie dojazdy. Teraz zmieniam lokum, więc kto wie, może będzie lepiej.

D jak Dieta. W 2016 roku ćwiczyłam jedynie przy komputerze. Efekt? Zbędne kilogramy, których będę musiała się pozbyć. Nie próbowałam co prawda żadnej diety odchudzającej, marzyła mi się jednak zmiana nawyków żywieniowych, stąd moje szafki nadal pękają w szwach od zdrowej żywności.

F jak Fotografia. W minionym roku stałam się zapalonym fotografem. Z radością dzieliłam się moimi zdjęciami na Instagramie. Instagram to obecnie moje ulubione medium społecznościowe. Świat zaczęłam postrzegać przez pryzmat najlepszych kadrów.

I jak Imprezy. Nawet jeśli poprzedni rok nie obfitował w miłe wydarzenia, zdecydowanie obfitował w udane imprezy. Wiecie, nic tak nie zachęca do częstych spotkań i spędzania wspólnie jak najwięcej czasu, niż rychła perspektywa końca studenckiego życia, początku dorosłości i rozstania. A poza tym, mawiają „jaki Sylwester, taki cały Rok”. Mój zeszłoroczny Sylwester to była świetna zabawa i ten trend utrzymał się aż do końca grudnia.

235 tyle zdjęć zamieściłam na Instagramie
 
K jak Koniec. Niektóre sprawy powinny się skończyć. Należy zamknąć pewne etapy, pozwolić odejść. Są osoby, które pożegnałam na zawsze. Pożegnałam młodzieńczy etap studiów. Pożegnałam wielu przyjaciół, którzy zdecydowali się na zamieszkanie w innych miastach.

M jak Metro 2033. Ta książka mną wstrząsnęła. Jest świetna, polecam każdemu. Początkowo spodziewałam się fantastyki. Dostałam bardziej powieść filozoficzną. Z niesamowitym zakończeniem. Przesłanie książki jest trudno opisać. Koniecznie przeczytajcie!

N jak Nowe Znajomości. Poznałam w zeszłym roku tylu wspaniałych i niesamowitych ludzi! Ogromnie się cieszę z tego powodu. I chociaż pewnie zabrzmię jak z mdłej amerykańskiej komedii romantycznej, naprawdę uważam, za błogosławieństwo, że mogłam ich spotkać.

P jak Podróże. 2016 był rokiem, w którym podróżowałam tak dużo, jak nigdy wcześniej i pewnie jak nigdy później nie będę. Świętokrzyskie, Podlasie, Pomorze, Świnoujście. Byłam wszędzie! Polska jest naprawdę pięknym krajem i wydaje mi się, że wiele osób nie próbuje odkryć tego piękna, za bardzo zainteresowana zagranicznymi wojażami.

45 tyle nowych miejscowości odwiedziłam w 2016 roku!

R jak Rosół. Śmiejcie się, ale to moja ukochana potrawa. Jadłam ją niemal codziennie w trakcie wspomnianych podróży. Straszna ze mnie tradycjonalista, idę do restauracji i zawsze zamierzam zamówić rosół. Bywa nawet gorzej, oceniam negatywnie restaurację, dlatego, ze w karcie nie ma rosołu.

S jak Studia. 5 lat. Pół dekady. Nadal nie wierzę, że ten okres już minął. Oczywiście, nadal mogę składać podania na kolejne kierunki, coś tam studiować i korzystać ze zniżek studenckich. Niestety nigdy już nie będzie w tym tyle świeżości i nowości, jakie są przywilejem jedynie pierwszego razu. A z edukacją oczywiście nie kończę, marzą mi się studia podyplomowe albo jakiś doktoracik w dalszej przyszłości.

1 tytuł naukowy zdobyłam w minionym roku

T jak Telewizja. W tym roku po raz pierwszy udzieliłam wywiadu telewizyjnego! I po raz drugi i trzeci i czwarty itd. Nie były to co prawda telewizje ogólnopolskie, ale jednak stres zawsze ten sam.

Z jak zmiany. Sami zauważyliście, że rok 2016 był rokiem przejściowym, który przyniósł zarówno zmiany dobre, jak i złe. W 2017 nie zamierzam stać w miejscu, więc nadchodzą kolejne zmiany. Zmiany na blogu! Nie są one jeszcze do końca sprecyzowane, ale powoli zaczyna mnie męczyć obecna formuła. Wiem już dziś, że nie będą to zmiany kosmetyczne, a rewolucja. Trzymajcie kciuki! Polajkujcie też fanpage, a jest szansa, że będziecie na bieżąco!

Koniecznie dajcie znać, jak Wam minął 2016 rok! Oceniacie go pozytywnie czy jesteście zadowoleni, że się skończył?

Pozdrawiam,
Wasza M.

Krótkie podsumowanie długiego roku 2016

środa, stycznia 11, 2017


Uwaga! Treści tylko dla odpornych. Zniewalająco duża dawka entuzjazmu może powalać!
Kocham muzykę. Kiedy wymieniam wśród zainteresowań muzykę, nie jest to czczy frazes wypełniający lukę w CV. Jest to faktycznie jedno z największych moich zainteresowań. Muzyka wypełnia moje życie. Nie potrafię bez niej funkcjonować. Potrafię przeglądać internet w poszukiwaniu nowych utworów czy godzinami rozmyślać o ulubionych piosenkach. Słucham muzyki, myślę o muzyce, czytam o muzyce. Mój świat dużym stopniu kręci się wokół muzyki.
Jest jeden serial. Najwspanialszy an świecie. Serial, który powstał z myślą o muzyce. Serial, który kręci się tylko i wyłącznie wokół muzyki. Już pewnie wszyscy się domyślają, o jaki serial chodzi. Oczywiście, chodzi o Mozart in the Jungle.
Kocham produkcję Amazona od pierwszego sezonu. Jednak twórcy, po początkowym sukcesie, nie spoczęli na laurach. Jak dla mnie, trzeci sezon rzuca na kolana!
Po obejrzeniu pierwszych pięciu odcinków brakowało mi słów mogących w pełni oddać mój zachwyt. Nadal mi ich brakuje!
Większość bohaterów produkcji spotyka się w Wenecji. W tym przypadku wszystkie drogi prowadziły do Wenecji an koncert La Fiammy. Powracającej na scenę divy. W tę rolę wcieliła się niesamowita Monica Bellucci. Doskonale sprawdziła się jako temperamentna Włoszka. Ten styl, te emocje! Majstersztyk!
Koncert La Fiammy na tratwie płynącej po weneckich kanałach, w towarzystwie Placido Domingo, był dla mnie równie mistycznym przeżyciem, jak wizyta w najprawdziwszej operze (kto śledzi bloga od początku, wie, że jestem fanką opery).
Kolejne odcinki również zaskakują. Szczególnie odcinek siódmy. Jestem niebywale zaskoczona forma, w jakiej został zrealizowany. Jestem nie tylko zaskoczona, ale też zachwycona. Twórcy mieli świetny pomysł.
Z muzyką trzeba wychodzić poza utarte ramy. Nie tylko w kwestii jej tworzenia. Fantastycznie jest, kiedy muzycy nie zamykają się ze swoim talentem w czterech ścianach filharmonii, ale koegzystują ze światem. Wychodzą do tych, którzy na co dzień mogą nie mieć możliwości posłuchania muzyki klasycznej.
Od razu spieszę ze wskazaniem, że propagowanie muzyki nie jest zjawiskiem jedynie serialowym. Sama miałam okazję w minione wakacje uczestniczyć w koncercie Filharmoników Koszalińskich w jednej z nadmorskich miejscowości. Jak się słusznie domyślacie, byłam ogormnie zachwycona i zakochana w występujących muzykach! (może w pani trochę mniej :P)
Jeśli
zaś chodzi o Mozart in the Jungle. Serial, pomimo kilku sezonów, nie traci swojego niepowtarzalnego klimatu, jest lekko i przyjemnie. Jednocześnie mamy zderzenie gwałtownych charakterów. Artyści… Zawsze nieprzeciętni :D
Co Wam gwarantuję po obejrzeniu serialu? Trudny do opisania, niesamowity, muzyczny orgazm.
Polecam, szybciutko przed ekrany Kochani!

Wenecja, operowa diva i dyrygent, czyli najlepszy serial o muzyce jaki powstał.

sobota, grudnia 17, 2016

święta, bożenarodzenie, nic na poważnie

Bez tych utworów nie wyobrażam sobie Świąt i Sylwestra! Nie są to jednak typowe świąteczne piosenki. Towarzyszą mi niezmiennie od wielu lat, rokrocznie do nich wracam i zawsze jestem zachwycana. Minęła już połowa grudnia, w moim pokoju pojawiło się trochę dekoracji świątecznych, choinka w pracy ubrana, ja jednak nadal nie czuje klimatu świąt. Mam nadzieję, że muzyczny przegląd to zmieni! Zapraszam w szaloną podróż od starych pieśni ludowych, przez kolędy, aż do klasycznego walca. Ruszamy!

Auld Lang Syne

 
 
Szkocka przyśpiewka ludowa. Napisał ją w 1788 Robert Burns. Tekst jest bardzo przejmujący i nostalgiczny. Utwór jest bardzo popularny w krajach anglosaskich. Tradycyjnie jest elementem powitania nowego roku i w tym wydaniu słyszeliśmy go chyba w milionach filmów. Poza tym jest często wykorzystywany na pogrzebach czy zakończeniach szkoły. Moja ulubiona wersja pochodzi z ‘Seksu w wielkim mieście, chociaż serialu nie oglądałam i nie potrafię powiedzieć, w którym sezonie się pojawiła. Drugą wersję, którą lubię, stworzył Gay Gordon.

Złota Jerozolima

 
 
Świąteczna piosenka w wykonaniu Skaldów nie może być zła, prawda? 😊🎄

Walc nad pięknym modrym Dunajem

 
 
Jak Sylwester to i Nowy Rok. Jak Nowy Rok to Koncert Noworoczny. A wiedeński Koncert Noworoczny nie ma racji bytu bez Walca na pięknym modrym Dunajem. Kompozycja Johana Strussa z 1867 do tej pory cieszy się wielką popularnością, a dzięki świątecznej aranżacji koncertu, mam z nią bardzo przyjemne skojarzenia.
PS. Lubię na pięknym mądrym Dunajem również za skojarzenie z najlepszymi balami minionych epok ;)

God Rest Ye Merry, Gentlemen

 
 
Angielska kolęda z XIX wieku. Autor nie jest znany (taka strata fejmu). Bardzo skoczna i wesoła. Słucham też w lecie.

Maleńka miłość

 
 
Uwielbiam tę kolędę! Wkleiłam Wam wykonanie Eleni, ale ja pamiętam, jak śpiewaliśmy to w podstawówce na każde jasełka. Co za odległe czasy! ;) W tych samych odległych czasach zdarzało mi się też być kolędnikiem. Ogólnie, chodziliśmy grupką niemal wszystkich dzieci z naszej wioski, mieliśmy wypasione akcesoria typu kręcącą się gwiazda czy widełki dla diabełka, każdy pasterz posiadał tradycyjny kożuch. A pewnego roku ja byłam solistką odpowiadającą za Maleńką Miłość! Nie było idealnie, pewnie nie było nawet dobrze, ale święta to święta

Kolęda dla nieobecnych

 
 
Piękna piosenka, chociaż tyle w niej smutku. Wydaje mi się też aktualna, rok do roku każdy z nas traci bliskich. Ze stratą zawsze trudno się pogodzić, a ta piosenka niesie ze sobą pewną nadzieję ;)


Dajcie znać, które utwory Wam się podobały i czy znaliście je wcześniej. A poza tym, jakie są Wasze doświadczenia z kolędowaniem? Próbowaliście kiedykolwiek? 🎄🎅🎆🎇⛄

Piosenki świąteczne których nie znacie, czyli moja niecodzienna playlista.