sobota, stycznia 31, 2015

Carte Blanche.

Ciemność dnia. I znów jestem czystą kartą.


Recenzja, film, Carte Blanche, lublin

Cóż, nie jest to żaden aforyzm. Akurat dzisiaj chciałam wam opowiedzieć o filmie, który gości obecnie na ekranach kin. I tak sobie pomyślałam, że takie zdanie mógłby wypowiedzieć bohater tej historii. 
„Carte Blanche” nowy polski film. Opowiada historię lubelskiego nauczyciela, który w obawie przed utratą pracy, ukrywa, że traci wzrok. „Uczy się” szkoły na pamięć i daje radę. Niesamowita historia. Oczywiście wszystko wyszło na jaw, ale to dobrze, życie w kłamstwie nie jest fajne.
Film z ciekawą, głęboką historią. Opisywany, jako dramat obyczajowy, trzymam się z daleka od tego typu filmów, ale tym razem się skusiłam. Na szczęście nie by tak ciężki jak się obawiałam. Miał kilka śmiesznych momentów. Więc nie wyjdziecie z kina z depresją, spokojnie kupujcie bilety. 
Musze jednak przyznać, że moim zdaniem historia została trochę spłycona. Samo poznawanie szkoły to jedynie 2 sceny, tak jakby ogarnięcie budynku w jeden dzień było możliwe. 
Mamy tutaj też kilka drastycznych i smutnych momentów, ale czegoś mi brakuje. Twórcy byli już bardzo blisko stworzenia niesamowicie dobrego obrazu, troszeczkę zabrakło, ale to, co wyszło jest na dobrym poziomie. 
W filmie mamy kilka wątków, utrata wzroku Kacpra, jego związek z polonistką Ewą (co, do którego miałam pewne wątpliwości, bo jak budować związek bez szczerości od samego początku), problemy małżeńskie jego przyjaciela. Wprowadzono też postaci uczniów z problemami. Zasadniczo w filmie nie rozbudowano jednak żadnego z tych wątków, osobiście czuję pewien niedosyt.  Nad kreacją psychologiczną poszczególnych bohaterów również nie będę się rozwodzić, gdyż przyznam, że większości nie wzbudzili we mnie jakichś głębszych uczuć. Polubiłam Kacpra i Wiktora. Nie polubiłam Ewy, jest tak bardzo egoistyczna i ślepa (oraz słaba), że odrzuca miłość. Wydaje mi się, że powinna docenić to, co się jej trafiło, nawet z niewidomym mężczyzną. Mamy, więc paradoks, niewidomy mężczyzna dostrzega szansę, a kobieta z super wzrokiem nie widzi dla nich przyszłości. Chociaż strefa psychiczna i fizyczna to nie to samo, ale jednak, paradoks. 
Najlepsze jest to, że Kacper się nie poddaje, traci wzrok, trudno mu to zaakceptować, ma chwile zwątpienia, ale decyduje się walczyć. Zauważa, że można żyć nawet nie widząc. Taka postawa jest super. 
Akcja filmu toczy się w Lublinie. Można zobaczyć okolice Podzamcza, Ogród Saski, okolice Placu Wolności. Pokazano kilka ładnych obrazków miasta. I bardzo dobrze. Gdy zobaczyłam na ekranie jeden z moich ulubionych widoków poczułam pewien sentyment. Przez chwile mieszkałam w Lublinie, a wnętrza filmowego liceum znam bardzo dobrze, gdyż sama tam uczęszczałam swego czasu. W sumie ten film był dla mnie bardzo sentymentalny.    
Podsumowując, sam wydźwięk filmu jest optymistyczny, film nie jest dołujący i nudny, moim zdaniem warto się na niego wybrać. Kasa za bilet nie będzie zmarnowana.
A wy jak uważacie? Widzieliście ten film? A może zamierzacie zobaczyć?