sobota, stycznia 17, 2015

Co słychać?

Funkcjonowanie w społeczeństwie

Podejrzewam, że każdy z Was słyszy to zdanie regularnie. Jakieś 20 razy dziennie. Standardowe pytanie/ przywitanie/ zagajenie rozmowy. Nie każdy wie jak odpowiedzieć. W zasadzie połowa społeczeństwa nie wie.
Bo niby, o co chodzi z tym, „co słychać”, czy ona ma coś znaczyć czy nie. We Francji powiedzą „Ca va”, w krajach anglosaskich „How are you” / „How do you do”. Pytają, ale czy chcą usłyszeć odpowiedź. Zdecydowanie nie. Jest to grzeczna formułka, raczej forma powitania. W sumie „how do you do” to już taka oficjalna, do nieznajomych albo na stopniu dyplomatycznym. Mniejsza z tym.
Czy jeśli ktoś zapyta w Polsce, „Co słychać” o znaczy, ze po prostu chce się uprzejmie, na luzie i sympatycznie powitać?
Bywają różne sytuacje, więc nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.
Ja wychodzę z założenia: pytam, bo jestem ciekawa, chce wiedzieć. Fajnie jest posłuchać o wydarzeniach z życia innych, nuż jakaś inspiracja. Wiec, jeśli ja cię zapytam to zdecydowanie możesz mi sprzedać jakąś historię, chociażby najnudniejszą. Widziałeś pieska sikającego na buta właściciela, zbulwersowałaś się zapachem nowego szamponu- chętnie o tym posłucham! Trzeba rozmawiać, jak się nie rozmawia to się zapomina jak to robić i bogactwo językowe zanika i potem jest siara jak chcesz założyć bloga or something.
Jeszcze jedna rada. Zapytaliście, „co słychać”, ktoś wam opowiedział swoją historie, teraz nie możecie tego skwitować zwykłym „aha, super”. To jest moment na odkrywczy i zabawny komentarz. Koniecznie trzeba o tym pamiętać, bo rozmowa zacznie kuleć etc. Nawet, jeśli historie są nudne to uprzejmy człowiek się zachwyci (pamiętajcie, to żaden fałsz, ot czysta uprzejmość).

Po czym poznać, że to, „co słychać” to jednak tylko formułka. Zaczynacie opowieść a rozmówca wytrzeszcza oczy ze zdziwieniem. To znak. Żartuję oczywiście, uprzejmość przede wszystkim. Jeśli natomiast wasza opowieść zostaje przyjęta oschle, nie zapędzajcie się, szybkie podsumowanie, lekki uśmiech i koniec. Ewentualnie jakieś miłe pytanie/ stwierdzenie, zatrzecie wówczas złe wrażenie po waszym faux pas.
Jeszcze jedno, niekiedy sama łapię się na tym, że moja odpowiedz na to pytanie to „a nic ciekawego”. Nie mówmy tak. Podejrzewam, ze u mnie to trochę sztuczna skromność, bo i tak za chwilę mogę przez 15 min bez przerwy gadać o sobie, taka ze mnie narcystyczna egoistka. Niestety niektórzy nie powiedzą nic ponadto. Moi drodzy ROZMOWA!! Zawsze starajcie się skleić ze dwa zdania;)
Zycie towarzyskie, nawet to w najbardziej podstawowej formie, jest trudne. Czasem się uda, czasem nie. Bywa, zdarzają się błędy. Nie ma, co się martwić. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że się przyzwyczaicie, ja zawsze palnę jakąś gafę, a nie jestem już młodziutką trzpiotka :p W zasadzie to podejrzewam, ze tak już zostanie i za 50 lat także będzie się zdarzać.

A jakie są wasze doświadczenia z „co słychać”? Albo największa wpadka w trakcie konwersacji? Dajcie znać w komentarzach! ;)