środa, stycznia 14, 2015

Wszyscy kochają sport.

Sport, ćwiczenia, skakanka

Od dzieciństwa nie znosiłam sportu. Może nie tak dosłownie, lubiłam sobie jeździć na rowerze i biegać z innymi dziećmi. Nic więcej.

Zapewne domyślacie się, że czasy szkolne były dla mnie gehenną. Jako typowa, totalna niezdara nigdy nie radziłam sobie dobrze z tymi siatkówkami, rzutami piłka lekarską i skokami gdzieś tam. W zasadzie do tej pory nie umiem zrobić pompki. Nawet jednej.  
Oczywiście nie mogę winić systemu edukacji, za to, ze urodziłam się taka nieogarnięta. To nie jego wina. Moja w zasadzie też. W każdym razie system nie musiał mnie lubić, ja nie musiałam lubić systemu, wystarczy, że lubię siebie.
Z czasem oczywiście poczułam jakąś sympatią (na poziomie 1 w skali 100) do niektórych dziedzin. Polubiłam bieganie i grę w kosza, chociaż mam dwie lewe ręce, więc nigdy nikt nie podawał mi piłki, a jeśli ktoś przypadkiem podał to i tak nie wiedziałam, co z nią zrobić. Biegałam sobie tylko od kosza do kosza. Wobec tego może jednak lubię tylko bieganie…
Przez w-f w liceum jakoś się prześlizgnęłam, bez większych problemów, jak chyba każdy, jakieś tam podstawowe ćwiczenia na siłowni umiałam zrobić i to wystarczyło. Studia to był dla mnie początek przygody z bardzo fajnym sportem. Polubiłam badmintona (znam opinie na temat tego sportu, domyślam się, że idealnie pasuje do wyobrażenia mnie-niezdary). Przyznam szczerze, że po roku regularnych zajęć nadal byłam najgorszym graczem w grupie, a przecież studia mają semestry, niektórzy zaczęli później! Nie zniechęciło mnie to zbytnio, gdyż na prawdę lubię grać. Nawet, jeśli jestem najgorsza. To tak jak śpiewanie grubej, fałszującej laski- masz dosyć widoku, masz dosyć słuchania, ale przynajmniej ona się dobrze bawi.  
  
Koniec w-f na studiach przyjęłam jednak z ulga. Lata leciały sobie dalej, a ja zaczęłam tęsknić za jakąś formą aktywności fizycznej. Zatęskniłam za sportem!  Ja, która z w-f miałam chyba zawsze średnią 2.0.
Ta „tęsknota” zwiodła mnie na krawędź. Zapierałam się rękami i nogami, krzyczałam głośno i długo. A jednak uległam powszechnej modzie i nawet mi zdarza się zrobić 7 brzuszków w tygodniu. I nawet ja mam różne zabawki pt. mata, piłka, skakanka itp. Tylko nie pytajcie czy dzięki temu wyglądam szczupło or something. Nie. Zawsze będzie mi bliżej do Hannah Horvath niż do Chodakowskiej.
Wydaje mi się, że każdy może się wkręcić w sport. W zasiądzie wszyscy kochamy sport, tylko jeszcze niektórzy o tym nie wiedzą. A wy, co o tym sądzicie? Lubicie ćwiczyć? Macie ulubione ćwiczenia/ ukochany sport?