niedziela, maja 03, 2015

Virgin Explorer

Spółka Virgin, kosmos

Słyszeliście kiedyś o spółce Virgin? A może słyszeliście przynajmniej o Virgin Mobile? Słyszeliście. Dobrze.

Wyobraźcie sobie drodzy czytelnicy, że Virgin Mobile to jedynie fragment gigantycznej korporacji. Virgin Group to holding zrzeszający bardzo wiele spółek z bardzo różnych dziedzin. Serio, bardzo różnych. Swego czasu sprzedawali suknie ślubne, produkują też colę, napoje alkoholowe, zapewniają opiekę zdrowotną, są organizatorami festiwalu muzycznego, zrzeszają linie lotnicze, wypożyczają prywatne odrzutowce, produkują komiksy, organizują konkurs na rozwiązanie hamujące ocieplanie klimatu, prowadzą internetową kwiaciarnię, biuro podróży a nawet produkują ubrania. W razie gdybyście nie wiedzieli to założycielem jest znany brytyjski przedsiębiorca Richard Branson. 

Virgin Group skupia około 400 firm. Na wyróżnienie zasługują dwie. Jedna na mniejsze, druga na większe.

Virgin Oceanic zajmuje się eksploracją oceanu. Podobno mają sprzęt, który ma pozwolić w celach turystycznych i naukowych zanurzyć się na dno najgłębszego punktu na ziemi- Rowu Mariańskiego. Wiemy, ze w oceanie, żyje dużo nieznanych gatunków. Wyobraźcie sobie, jakie to szalone i niebezpieczne, schodzicie w głębiny, gdzie jest ciemno i strasznie i nagle atakuje was ogromny stwór, który światło dzienne widział ostatnio kilkanaście milionów lat temu, albo i dawniej. Wówczas trzeba tylko mieć nadzieję, że nasz pojazd został odpowiednio zaprojektowany.


Zatem teraz trochę historii powstania Virgin Oceanic. W 2005 roku amerykański milioner i podróżnik Steve Fossett postanowił pobić rekord i być pierwsza osobą, która samotnie zejdzie na dno Rowu Mariańskiego. Podpisał kontrakt z firmą Deep Flight, która zaczęła taki pojazd budować. Niestety w międzyczasie Fossett zginął w katastrofie lotniczej. Statek kupił Chris Walsh, który we współpracy z Bransonem założył Virgin Oceanic. Założeniem było zbadanie najniższych punktów wszystkich oceanów. Najlepiej do końca 2012 roku. Mamy rok 2015. W grudniu zeszłego roku projekt został czasowo zawieszony. 
Powód: niekompatybilna technologia. Deep Flight zaprojektowało i zbudowało statek, który mógł być zastosowany raz. Nie przewidziano tam wielokrotnego użytku. Wiemy wszyscy, że materiały się czasami zmęczą. Wyobraźcie sobie, ze siedzimy na głębokości 11 km, podziwiamy to, co jest tam do podziwiania i nagle bęc! zaczyna pękać szyba. Nic dobrego z tego nie wyjdzie. 

Jeśli chodzi o samotne schodzenie na dno Rowu Mariańskiego, to udało się to osiągnąć już w 2012 roku. Taką przygodę zafundował sobie James Cameron (tak, ten od Avatara). Użył batyskafu Deepsea Challenger, zaprojektowanego i zbudowanego w tajemnicy(!) przez firmę Acheron Project Pty Ltd., przy wsparciu National Geographic Society i Rolexa. Stworzono nawet specjalne materiały mogące wytrzymać ogromne naciski na głębokości 11 km. Oczywiście zakładamy, że trzymano projekt w tajemnicy, aby nie zapeszać i olśnić cały świat swoim sukcesem, ewentualnie zatuszować sprytnie porażkę. Cameron nakręcił przy okazji tej podróży film o nazwie Deepsea Challange 3D.



Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie wtrąciła, a teraz wracamy do meritum. Oprócz podmorskich wojaży, Virgin Group ma jeszcze jedną ciekawą korporację. Mianowicie Virgin Galactic. Chyba łatwo się domyślić, czym zajmuje się ta jednostka. Tak, podróżami kosmicznymi. W zasadzie na chwile obecną są to bardziej podróże suborbitalne. Nie jakieś dalekie wyprawy na Marsa. To maja być po prostu kosmiczne linie lotnicze.



Virgin Galactic powstało w 2004 roku. Richard Branson miał nadzieję na pierwszą podróż około roku 2009, jednak pojawiają się ciągłe opóźnienia. Największym była zeszłoroczna katastrofa statku, który miał być używany do tych podróży, SpaceShipTwo. Postawiła ona pod znakiem zapytania przyszłość projektu, jednak jest on kontynuowany. 

W założeniach SpaceShipTwo to statek do podróży suborbitalnych, nie startuje on z ziemi, a odłącza się na pewnej wysokości od statku matki WhiteKnightTwo. SpaceShip wykorzystuje silnik rakietowy i może się poruszać z prędkością 4200 km/godz. Virgin Galactic chce mieć w swojej flocie 5 takich statków. Dwa zostały już nawet nazwane: VSS Enterprise i VSS Voyager. Statek matka również ma już swoje imię, takie biblijne nawet, VMS (Virgin Mothership) Eve.


Pomimo, że technologia nie jest jeszcze idealnie dopracowana i zapewnienie bezpieczeństwa podróży ( a historycznie wiemy, że akurat podróże w kosmos nie cechują się zbytnio bezpieczeństwem) to lista oczekujących jest bardzo długa. A nie tylko bezpieczeństwo się tutaj liczy, liczy się także budżet. Taka podróż nie jest tania. Wśród chętnych znajdują się między innymi Angelina Jolie i Brad Pitt, Tom Hanks, Ashton Kutcher, Katy Perry czy Stephen Hawking. W 2013 głośno było o możliwości koncertu Lady Gagi w przestrzeni kosmicznej. Projekt lotów w kosmos chwilowo zwolnił, ale mam nadzieję, że ci, którzy już zapłacili nie zechcą się wycofać, a jedynie potraktują to, jako długofalową inwestycję. 

Nie interesują mnie za bardzo te niebezpieczne loty w kosmos, ale przyznam się wam, że praca w Virgin Galactic byłaby spełnieniem moich marzeń. Dobra to takie marzenie niekoniecznie do realizacji. Bo odpowiedzialność jest tam ogromna, wspomniana katastrofa przyniosła niestety ofiarę śmiertelną, a nie była pierwszym wypadkiem i ten pilot nie był pierwszą ofiarą projektu. Brzmi to trochę okrutnie, ale o takich ofiarach zapomina się w chwili sukcesu. Ktoś pamięta jeszcze o zmarłych w trakcie budowy tamy Hoovera?
Praca w Virgin Galactic. Tak, w laboratorium. Tam gdzie budują statki, testują je i prowadzą symulacje. Uważam, ze z inżynierskiego punktu widzenia to niesamowicie ciekawe zadanie. Loty w kosmos nie są przecież łatwe, trzeba przekroczyć prędkość ucieczki, ale najpierw to trzeba ją osiągnąć. A do tego dochodzą przeciążenia, stan nieważkości itp. Czujecie, jakie to super? Jeśli podzielacie moje poglądy to wystarczy skończyć jakieś dobre studia (polecam MIT), poznać dobrze język angielski, dostać wizę i przeprowadzić się na drugi koniec świata, aby w bazie na pustyni Mojave spełniać swoje marzenia. Albo poczekajmy jeszcze kilka lat, może będzie można pracować na kosmicznym lotnisku, jako obsługa.

O tym, że projekt lekko zwolnił może świadczyć chociażby fakt, że jeszcze kilka miesięcy temu (przed katastrofą) na stronie internetowej korporacji znajdowała się zakładka pozwalająca na zapoznanie z oferta i kontakt w razie chęci zakupu. To była zakładka w stylu „Poleć w kosmos”. Nie badałam jej dokładnie, ale domyślam się, ze mogła być pierwszą formą kontaktu w razie chęci kupna biletu. 

Spółka Virgin, ziemia, kosmos, Virgin Galactic

Zawsze jak czytam o pomysłach Virgin Galactic i o Richardzie Bransonie, na myśl przychodzą mi filmy sensacyjne. Ot, choćby Bond. Bond często musiał powstrzymywać milionerów, którzy stworzyli jakąś nową technologię i z jej pomocą chcieli zawładnąć światem. Kojarzycie ten motyw? Nie twierdzę, że akurat sir Richard jest taką osobą. Ale patrząc na rozwój współczesnej technologii zawsze mam takie skojarzenia. 50 lat temu ludzie nie wierzyli, ze jest możliwa budowa akceleratora cząstek, pokazywano go, jako wynalazek przyszłości w komiksach (dobra budowa była możliwa i istniały cyklotrony, ale nie na taką skalę jak obecnie). Tymczasem mamy jeden całkiem niedaleko i funkcjonuje całkiem dobrze, jak podejrzewam. Wniosek jest jeden: nie ma rzeczy niemożliwych.

A  wy, co myślicie o Virgin Oceanic i Virgin Galactic? Jesteście zwolennikami badania oceanu i komercyjnych podróży kosmicznych? Dajcie znać w komentarzach? A jeśli zaciekawił was ten wpis i macie ochotę być na bieżąco, zapraszam na Fanpage:)