piątek, listopada 06, 2015

Czytając kobiecą prasę.

prasa, glamour, parasol

Słyszeliście kiedyś o sapioseksualności, transgender, genderqueer, interseksualizmie czy panseksualizmie?
Podejrzewam, że mało kto zna definicje wszystkich tych pojęć. Ja też nie znałam. Całe szczęście wystarczy sięgnąć po najnowszy numer Glamour, aby to nadrobić. W dziale Generacja Glamour znajdziecie bardzo ciekawy artykuł. Przeczytałam prawie w całości.

I już wiem, dlaczego prasa kobieca jest tak szkalowana.

Bardzo żałuje, że zdecydowałam się na lekturę z rana, czym z niszczyłam sobie resztę dnia.

To co mnie tak zirytowało? Wydźwięk artykułu był następujący: jedno zdanie czy cłość? W jednym z akapitów czytamy o odważnej zmianie Bruce w Caitlyn, o tym, jak Kirsten Stewart zamieniła Pattinsona na kobietę itp. A na koniec pytanie retoryczne: Myślisz, że poprzewracało im się w głowach. Nie, oni chcieliby pozmieniać trochę w twojej.

Przyznam szczerze, zmiana płci obcego dla mnie człowieka, czy to, że jakaś dziewczyna postanowiła zmienić swojego chłopaka na dziewczynę, obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Podobnie interesowałoby mnie, to gdyby dotyczyło moich znajomych.

Nie rozumiem natomiast, jak można mi sugerować, że powinnam uzależniać swoje poglądy i postrzeganie świata, od zachowania obcych ludzi mieszkających na drugiej półkuli. Serio? Gdzie w tym logika, oni mnie nie znają, nie mają pojęcia, jaką mam o nich opinię, a podejrzewam też, że ta opinia ich nawet nie obchodzi.

Akceptujemy homoseksualistów, ale okazuje się, że homoseksualizm to już przeżytek. Prawie jak zwykłe żelazko w czasach tych parowych. Nie tylko homoseksualizm. Płeć to też przeżytek, domena poprzedniego wieku.

Tymczasem, powiem wam w zupełnym sekrecie: moja płeć mnie definiuje. Przepycham się, żeby panowie otwierali mi drzwi, chodzę w sukienkach i nie chciałabym tego stracić. Chociaż co miesiąc muszę znosić tą niedobrą miesiączkę. A jednak płeć mnie określa i nie uważam, że jestem przez to jakaś zacofana.

Oglądałam ostatnio wywiad Łukasza Jakóbiaka z Conchitą Wurst. To ta od Eurowizji, na scenie kobieta, w rzeczywistości mężczyzna, do tego z brodą. Tak więc chyba transwestyta. Powiedziała tam coś ważnego, z czym bardzo się zgadzam. Nikt nie może nam narzucić, kogo akceptujemy, a kogo nie. Nie musimy wszystkich akceptować, ale powinniśmy wszystkich szanować. Niby drobny niuans, ale dla mnie jest kwintesencją całego posta.

Polecałam Wam tez niedawno Faking It, serial dla młodzieży, produkcja MTV. W tym serialu pokazują nam idealne liceum, dlaczego idealne? Tam akceptuje się każdego, nie ważne czy jesteś gejem, jeździsz na wózku, czy urodziłeś się jako osoba interseksualna. Przyjmują każdego takim, jakim jest. Traktują normalnie. Szanują. Szkoda, że u nas nie zawsze tak bywa, prawda?

Glamour, mama, tata, pani w kiosku, nikt nie powinien wam mówić jak macie postępować. Będziesz sobą, tylko jeśli sobie na to pozwolisz. Nie musisz zachowywać się tak, jak ci radzą, ale przynajmniej wysłuchaj, co chcą ci powiedzieć i zastanów się jak to odnieść do własnych wartości. Podobnie ja, szanuję opinie autorki (o ile się z nią utożsamia), ale się z nią nie zgadzam.