środa, marca 30, 2016

Jak napisać dobrą pracę dyplomową?


W naszej smutnej współczesności nawet od sprzątaczki wymaga się wykształcenia magisterskiego. Niestety owo wykształcenie ma bardzo niefortunną cechę, jego zdobycie wymaga wzniesienia się na intelektualne wyżyny i stworzenia (niekiedy w mękach) pracy dyplomowej. Pracy, którą o zgrozo, jakieś nobliwe grono nawet oceni. W skali trzystopniowej. Trzy. Cztery. Pięć. A wiecie, że trzy to już chała. Nieważne, że wszechświat pragnie rzucić nam kłody pod nogi, nie możemy się poddawać. Mówiąc poddawać, wcale nie mam na myśli poddać się i nie napisać pracy, albo poddać się – popłynąć z prądem i napisać byle jaką pracę (przecież wszyscy tak robią) i cieszyć się zaliczeniem. Zupełnie bez komentarza pozostawię kupno pracy dyplomowej, sytuację tak skrajnie, że aż chce się płakać. Powołam się na bardzo ważny przykład, papieża, pamiętacie, kiedy w Rzymie urzędował Jan Paweł II, powiedział kiedyś słynne zdanie o wymaganiu od samego siebie. Nie polecę tutaj totalną sztampą i powstrzymam się od powszechnie znanego cytatu ;) (wierze w ciebie czytelniku :*). Pamiętajmy, że praca dyplomowa to dzieło opatrzone nazwiskiem autora. Byłoby mi wstyd podpisać się pod cudzą pracą albo podpisać się pod totalnym badziewiem. Byłoby mi wstyd nie tylko wobec siebie, ale też wobec osób, które na prawdę się starały. Pokuszę się nawet o skandaliczne stwierdzenie, lepiej wstrzymać się z obroną, zapłacić tę fortunę za odroczenie (20 ECTSów!) i stworzyć coś dobrego, tak, żebyśmy nie mieli obaw przed spojrzeniem sobie w oczy.

Zastanówmy się, czego potrzeba do napisania dobrej pracy dyplomowej:

1) Wybierz dobry temat
Dobry temat nie jest pojęciem jakościowym. Nie uważam, że prace przeglądowe są gorszej jakości od prac praktycznych. Ponadto daleka jestem od klasyfikowania prac na podstawie poziomu trudności tematu. Oprócz przypadków, gdy skrajnie mizerny temat wynika ze skrajnego lenistwa. Chyba jednak wole ludzi ambitnych. Czym wiec jest dobry temat? Dobry temat to temat, który leży w gestii twoich zainteresowań. Nie ma większej tortury, niż konieczność pisania o czymś, co nas skrajnie nie ciekawi. Powtarzam, tortura. Uczelnie wyższe zauważyły to już dawno temu, pierwsza rada przed wyborem tematu? Zawsze taka sama. Zastanów się nad tym, co cię interesuje i zaproponuj jakiś temat.
Oczywiście wybór tematu możemy przeprowadzić w minimum trzech wariantach (tyle znam):
  • Wybieramy temat z zaproponowanej przez pracowników wydziału listy, bardzo dobra opcja. Pracownicy naukowi bardzo często posiadają zestawu różnych fikuśnych danych, które możemy przetworzyć we własnych pracach. Bez żadnego szukania. Juhu 
  • Sami wymyślamy swój temat. Bardzo ambitna opcja. Masz pewność, że napiszesz o tym, co cię interesuje. Zwykle do takich prac potrzeba dosyć dużej dozy zainteresowania. Najważniejsze, znaleźć promotora, który zechce przyjąć ciebie i twój temacik. Najlepiej, żeby na owym temaciku lekko się znał, ale nie jest to obowiązkowe. Przede wszystkim Ty musisz się znać. Z mojego doświadczenia wynika, że prace powstałe właśnie według tego formatu są zwykle bardzo fajne i ciekawe.
  • Nie masz pomysłu a uczelnia nie udostępnia listy tematów. Jeśli studiujesz na jednostce, która oczekuje od studentów własnej inwencji a dodatkowo masz totalną pustkę w głowie i żadnego pomysłu na temat, myślisz co cię interesuje, po czym przeprowadzasz delikatny resarch wśród pracowników naukowych i może się okazać, że ktoś z nich posiada ciekawy temat, który możesz zrealizować.

2) Nie spiesz się
Nawet boje się sobie wyobrazić, jaka byłaby reakcja prowadzącego moje seminarium dyplomowe. Ja jednak wychodzę z założenia, że do każdych decyzji trzeba dojrzeć. Uważasz, że należy pisać bez krzty weny tylko dlatego, że podobno terminy gonią. Od chwili wyboru tematu pracy, do momentu obrony masz minimum 11 miesięcy. Nie musisz zaczynać pisać po miesiącu od wyboru tematu. Uważam, że optymalny termin to 4-6 miesięcy. Oczywiście, przez cały czas warto działać w sprawie, nawet lekko i delikatnie. Jeśli nie masz obowiązku oddawania pracy rozdziałami, to na napisanie dobrego contentu wystarczy ci około dwóch miesięcy. Niektórzy tworzą bardzo przyzwoite prace w dwa tygodnie (to nie legenda).

3) Krzywa motywacji
Istnieje teoria, że do pewnego etapu praca leci jak z płatka. Piszesz bez większego wysiłku a krzywa cały czas rośnie, czyli materiał się tworzy. Niestety po przekroczeniu pewnego momentu, to się zmienia. Dochodzimy do etapu, w którym nawet jeśli podwoimy czy potroimy nasze wysiłki, brakuje efektów. Krzywą pokazał mi mój promotor, twierdząc, że jest jak jest, a jego zadaniem, jako promotora jest wyłapać, kiedy ów moment zostaje przekroczony i wesprzeć studenta, żeby jakoś doczłapał na finisz (nie, nie użył takiego słownictwa). Poniżej przedstawiam wam ową krzywą. Wykorzystanie krzywej do opisu motywacji jest jedynie pochodną innych jej zastosowań. Najpopularniejsza to krzywa Laffera, pokazująca, że nie można podnosić podatków bez końca, stuprocentowy podatek, to zerowe wpływy do budżetu państwa.


4) Lepiej pisać wszystko na raz czy etapami
Oto trudne, niemal egzystencjalne pytanie. Na które nie istnieje jednoznaczna odpowiedź. Niestety, sam/ -a musisz wybrać najlepszą dla ciebie metodę. Pisząc etapami, nie musisz się martwić, że praca zdominuje twoje życie. Piszesz, masz chwile wolnego, znowu piszesz. Zdecydowanie jest to opcja bardziej slow i chyba bardziej dojrzała. Wymaga dobrej organizacji czasu i dosyć dobrego ogarnięcia. Dla ludzi z opóźnionym zapłonem zostaje pisanie ciurkiem. Jesteś biedakiem, całe dnie przesiadujesz w bibliotece, nie masz już żadnego życia. Prawdopodobnie nie zobaczysz znajomych czy rodziny (chyba, ze z nimi mieszkasz, buu), dopóki nie skończysz. Pisanie wszystkiego w jednym ciągu zdecydowanie zapewni świeżą wiedzę. Kilka miesięcy to okres wystarczający, żeby zapomnieć o szczegółach z pracy, a także zdystansować się do samej pracy. Kiedy zakończenie pisania i obrona nie są oddzielone zbyt długim dystansem czasu, można powiedzieć, że cały czas lecimy na fali. Słowem, nadal tkwią w nas emocje związane z pisaniem pracy, nadal pamiętam, na której stronie artykułu udało się znaleźć ten szczegół z 64 strony. Z czasem ta wiedza zaniknie.

5) Poczekaj, aż będziesz gotowy
Na wszystko przychodzi czas. Nie pisz na siłę, poczekaj, aż poczujesz, że pora zacząć. Wtedy usiądź do komputera i do dzieła. Wart zastosować się tutaj do tzw. macierz Eisenhowera. Klasyfikujemy zadania według ich ważności i pilności. W ten sposób możemy efektywnie zarządzać czasem. Chociaż przez wiele miesięcy pojawią się sprawy ważniejsze niż pisanie pracy, w końcu nastąpi moment, kiedy będzie ona priorytetem.


6) Dlaczego nie warto kupować pracy?
Chciałam Was również przestrzec przed nieuczciwymi praktykami. Kupowanie pracy dyplomowej to zachowanie bardzo nieeleganckie. Nie przystoi osobom z wyższym wykształceniem. Jeśli ktokolwiek uważa, że uda mu się zachować sprawę w sekrecie, jest w gigantycznym błędzie. Studenci to sprytne bestie. Znają pokątne rynki. Ponadto, po czterech latach, znają dość dobrze swoich kolegów. Obserwowali, jak radzili sobie na zaliczeniach, w czym byli dobrzy, w czym słabi. Nagłe i niespodziewane umiejętności zawsze zaskakują. Spostrzegawcze osoby wychwycą też inne niuanse, jedno nieodpowiednie zdanie i wreszcie ktoś doda dwa do dwóch. A wówczas, niestety wiąże się to z utratą szacunku kolegów z roku. Taka łatka może być całkiem dużym problemem, w końcu zawsze ktoś kogoś zna. Druga sprawa, czasami na obronie zdarzają się pytania na temat pracy. Nie byłoby mile widziane, wyłożyć się właśnie na własnej pracy…
Napisanie pracy dyplomowej może nie jest łatwe, może wymaga dużo czasu, ale wyobraźcie sobie satysfakcję z nowego tytułu i pięknie oprawionej pracy na półce ;)

A wy pisaliście już pracę dyplomową? Jak Wasze doświadczenia?

Wasza (zmotywowana) M.