czwartek, marca 24, 2016

Świat po wojnie nuklearnej, czyli o The 100

Świat po wojnie nuklearnej, czyli o The 100, the 100, wojna nuklearna

Znamy się już jakiś czas, niekiedy szepnę Wam o sobie słówko lub dwa. Zatem na pewno nie zdziwi Was, że skuszona wizją planety po nuklearnej zagładzie, obejrzałam The 100. Jestem już w trakcie trzeciego sezonu, więc mam całkiem dużo obserwacji, którymi chętnie się podzielę.

The 100 jest ekranizacja powieści Kass Morgan. Wojna atomowa zniszczyła Ziemię. Ostatnia cywilizacja funkcjonuje w kosmosie. Z połączenia dwunastu stacji kosmicznych powstała Arka. Niestety, Arka powoli niszczeje. Kanclerz decyduje o wysłaniu na Ziemię misji stu niepełnoletnich przestępców, którzy mają sprawdzić, czy planeta nadaje się do życia. Po lądowaniu okazuje się, że mieszkańcy Arki, wbrew ich własnej opinii, nie byli ostatnimi żyjącymi ludźmi. Na Ziemi żyje zadziwiająco dużo osób. Funkcjonują różne plemiona, które toczą ze sobą walki. Nasi bohaterowie muszą stawić czoło rdzennym mieszkańcom planety. Jak skończy się ta historia?

Wojna nuklearna, od zawsze (mojego zawsze) była najczarniejszym scenariuszem. Zagrożeniem, które może zmieść z powierzchni Ziemi nie tylko ludzkość, ale całe życie: rośliny, zwierzęta. Zatruć oceany. Zamienic planetę w jałowe, skaliste pustkowie. Często spekuluję się, że gigantyczna chmura pyłu przysłoniłaby promieniowanie słoneczne, sprowadzając na ziemię ponowną epokę lodowcową.
Zawsze wydawało mi się, że wpływ promieniowania spowodowałby duże mutacje genetyczne. Obawiam się, że byłaby to zbyt drastyczne przyspieszenie ewolucji, w dodatku raczej mało skuteczne z uwagi na niewielką liczbę pozostałych przy życiu organizmów.

Oczekiwałam jałowej planety. Zakładałam, że zamieszkujące ją istoty będą różniły się od ludzi sprzed wojny atomowej, wyobrażałam sobie skórę w niebieskim odcieniu, albo ze świecącymi, zielonymi wzorami.
Nie spodziewałam się, że kiedy grupa młodocianych przestępców wyląduje na ziemi dziewięćdziesiąt siedem lat po wojnie nuklearnej, ujrzy niemal dziewiczą faunę i florę. Jakby zamieszkali w Puszczy Białowieskiej. Niewiarygodne!

Należy przyznać, że przynajmniej w pierwszym sezonie, scenarzyści jeszcze pamiętali, jaka jest idea serialu. W kilku odcinkach pojawiają się zmutowane zwierzęta czy rośliny. W drugim sezonie spotkamy chyba nawet ludzi z drobnymi deformacjami. Niestety, scenarzyści zupełnie nie wykorzystali potencjału historii, którą mieli w zasięgu ręki. Jestem przekonana, że tak ogromna ilość promieniowania zupełnie zmieniłaby nasz świat.

The 100 miało opowiadać o funkcjonowaniu ludzkości po wojnie nuklearnej. Skutki wojny nuklearnej zobaczymy chyba tylko przez lupę! Serial opowiada głównie o polityce. Chociaż osadnicy dysponują nowoczesną technologią, są inteligentni i sprawni fizycznie (mogło być jak w epoce brązu), a większość pięknie wysławia się w języku angielskim (dziwne), w rzeczywistości lądujemy u początków cywilizacji. Ludy przetrwałe na Ziemi wyznają zasadę „krew za krew”, potrzebują brutalnego i bezkompromisowego wodza. Zawierają sojusze i prowadzą wojny. Zdrada jest na porządku dziennym. Wkrótce podobną taktykę przejmują nasi niebiańscy przybysze. Każdy zawiera sojusze i każdy troszczy się o swoich. Tylko o swoich.
Celem nadrzędnym każdego przywódcy jest ocalenie swoich ludzi (jak to pięknie brzmi, ludzi, nie poddanych, ludzi- braci). Owo ocalenie wymaga niekiedy wielkich ofiar, przykładowo, gdy Clark jest zmuszona do zabicia ukochanego. Ponadto, żaden przywódca nie ma zamiaru ocalać tych, którzy przeciwstawiają się jego rozkazom, wtedy pozostaje tylko jedna droga. Jedynym przywódcą, który nie zgadza się na zabijanie własnych ludzi, jest wspomniana wcześniej Clark. Clark nie zabija własnych, niemniej to ona ma na koncie najwięcej ofiar, dwukrotnie decyduje się na ludobójstwo, tłumacząc, że Nie miała wyboru. Nie miała wyboru, bo jej przeciwnicy nie zgodzili się na jej warunki.

The 100 to historia o przekraczaniu granic. O tym ile jesteśmy w stanie poświęcić, aby przetrwać. O tym, czy można uważać jedno życie za lepsze od drugiego. To historia o walce. Historia, która pokazuje, że niektóre dylematy, na zawsze pozostaną dla ludzkości aktualne, niezależnie od zdarzeń.

Serial porusza tak wiele kwestii związanych z dobrem, złem i moralnością, iż możliwe, że scenarzyści już dawno zbłądzili i nadpisują kolejne wątki bez jakiejkolwiek spójnej wizji. Możliwe, że wyobraźnia delikatnie ich poniosła. Pomieszanie polityki, nowoczesnej technologii z motywami jak z Gry o Tron i eksperymentami medycznymi to mieszanka wybuchowa. Zdecydowanie nie będziecie narzekać na nudę.


Jeśli tylko poradzicie sobie ze zniesieniem głównej bohaterki, koniecznie zobaczcie The 100. Nie ma tam zbyt wiele o wojnie nuklearnej, ale w ciekawy sposób pokazano drogę, którą pokonali nasi przodkowie. Zaczynaliśmy z podziałami klasowymi, minimalnym szacunkiem dla kobiet i władzą autorytarną. W serialu jest jeszcze ciekawiej, bo w podobnej sytuacja znajdują się ludzie, którzy znają historię cywilizacji i doświadczyli demokracji. A tak właściwie, to i tak okaże się, że naszym największym wrogiem ludzkości, nie jesteśmy my sami, a sztuczna inteligencja #zdziwko

Aha, najważniejsze! W serialu pojawia się baza Mount Weather, jednostka jest w stanie przetrwać atak atomowy i rzeczywiście funkcjonuje, jako miejsce, w którym w takiej sytuacji schroniłby się prezydent Stanów Zjednoczonych. Na świecie jest jeszcze kilka takich miejsc, których lokalizacja jest jawna. To teraz bardzo trudne pytanie, gdzie wycelowalibyście swoją broń, będąc baaardzo złym przywódcą atomowego mocarstwa?

Widzieliście serial? Jak wrażenia?