sobota, września 10, 2016

Batman: Zabójczy żart. Warto czy nie warto?

batman, zabójczy zart, animacja, nic na poważnie

Kilka dni temu na ekrany kin trafiła nowa animacja z uniwersum DC. Zgodnie z opisem, Batman musi wyrwać komisarz Gordona z rąk Jokera, zanim będzie za późno.

Pierwsze sceny produkcji mają iście filmowy charakter. Nic tylko przerzucić na większy ekran. Co ciekawe, narrację prowadzi Barbara Gordon, czyli Batgirla. Historia jest opowiadana z jej perspektywy. Przez jakieś pół godziny możemy obserwować jej życie zawodowe, miłosne rozterki i karierę superbohaterki. Prowadzenie narracji z punktu widzenia Barbary kończy się, gdy decyduje się porzucić kostium Batgirl. W następnych scenach pojawiają się problemy z Jokerem i film idzie jakby w zupełnie inną stronę. Jest to, moim zdaniem, największy mankament produkcji. Mamy dwie historie, które z jakiegoś niezrozumiałego powodu zostały połączone. Ostatecznie historia wyszła lekko niezgrabnie. Dlatego, że wątki są niespójne. Zaczynaliśmy od wątku Barbary to i na nim powinniśmy skończyć. Tymczasem o tym, co się u niej dzieje dowiadujemy się po napisach końcowych, dlatego, że od pewnego momentu filmu bezpowrotnie zniknęła z ekranu! Niestety, gdyby zrealizowano taki film z aktorami, widzowie byliby pewnie niezadowoleni.

Zaletą produkcji jest niewątpliwie postać Batmana. Nie pamiętam, żeby w jakiejkolwiek animacji została tak świetnie przedstawiona. Do Batmana przyciąga jego magnetyczna siła i intelekt. I mamy tutaj tylko Batmana, genialnego i sprytnego detektywa. Bardzo ciekawie i dosyć brutalnie przedstawiono zbrodnie Jokera. W scenie, w której zostają znalezione zwłoki dentystów, powiało klimatem Sin City.

W animacji przedstawiono również historię Jokera. Fajtłapowatego komika, który stara się zapewnić swojej rodzinie jak najlepszy byt. Zdaje się, że jego przemiana to wynik nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Podobnie jak Bruce, przeżył śmierć najbliższych i to bardzo na niego wpłynęło. Przez swoją naiwność dał się oszukać i znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie. W filmie pojawia się jednak pytanie, czy rzeczywiście te przykre przeżycia mogły tak ukształtować jego charakter, czy też zawsze miał w sobie pewien pierwiastek zła. Jego celem było przecież doprowadzenie komisarza Gordona do szaleństwa i uczynienie podobnym sobie, a jednak komisarz był na to zbyt prawą postacią i intryga się nie powiodła.

Interesująco maluje się relacja Batmana i jego nemezis — Jokera. Batman widzi, że jedyną możliwością wyjścia z tej sytuacji jest śmierć któregoś z nich. Albo zginie, albo będzie musiał przekroczyć własne granice, by zabić przeciwnika. A jeśli Batman zginie to, kto będzie bronił mieszkańców Gotham?

Jak często bywa, największymi wroga zostają ludzie bardzo do siebie podobni. Właśnie z tym pytaniem zostawiają nas twórcy. Mamy dwóch antagonistów wspólnie śmiejących się z tego samego żartu. Czy Batman jest blisko przekroczenia granicy, którą Joker już przekroczył?

"Zabójczy żart" to ciekawa propozycja, którą warto zobaczyć. Jest intrygująca i ma bardziej psychologiczne podłoże, niż ostatni film z Batmanem; )

Widzieliście film? Podobał się Wam? Dajcie znać!

Pozdrawiam,
Wasza (kinomaniaczka) M.