piątek, września 09, 2016

Musicalowy przebój, sztuczna inteligencja i urocza willa, czyli podsumowanie lata.

sztuczna inteligencja, nic na poważnie, musical, hamilton, broadway, lębork, podróże, willa, pokemon, pokemon go, caterpie

Działo się w ostatnich miesiącach, oj działo! Spowodowało to lekki zastój na blogu. Przede mną jeszcze kilka wyzwań, ale wydaje się, że damy radę z bardziej regularnymi spotkaniami, uf, postami. Zapowiadałam na fanpage (jest tutaj, zajrzyjcie!), że nie wrócę na bloga, dopóki nie uporam się z obroną. Udało się! Na początku lipca uzyskałam gody tytuł magistra inżyniera. Przyznam Wam szczerze, że był to bardzo ciężki okres. Ostatnie poprawki merytoryczne i graficzne nanosiłam w dniu wydruku! Obroną była względnie stresująca, a teraz, na szczęście, już wszystko za mną! Oczywiście nie obyło się bez selfie z pracą dyplomową ;)

W ostatni miesiącach totalnie zakochałam się w musicalu Hamilton. Zresztą nie ja jedyna. Historia Aleksandra Hamiltona, twórcy dolara amerykańskiego, cieszy się gigantyczną popularnością na Broadwayu i zgarnęła mnóstwo nagród Tony (taki teatralny Oscar). Twórcą muzyki, tekstu oraz odtwórcą głównej roli jest Lin-Manuel Miranda. Champe bas dla tego pana. Uwierzycie, że Hamilton zadebiutował na deskach Broadwayu zaledwie w 2015 roku. Musical ma nowoczesną formę, dużo tam zabawy z muzyką i elementów hiphopowych. Obsada odzwierciedla multikulturowość współczesnych Stanów Zjednoczonych kuriozalnie sięgając do początków demokracji w kraju. Wydaje mi się również, że tak innowacyjne dzieło nie mogło powstać w innym miejscu niż Nowy Jork. Symbioza nowoczesnych form muzycznych, multikulturowego społeczeństwa, artystycznej bohemy i kultury wysokiej. To musiało się udać. Martwi mnie jedynie, że przeniesieni duchu musicalu do Polski może być dosyć trudne. Żyję jednak nadzieja, że może za wkrótce zadebiutuje chociaż na West Endzie #trzymamykciuki


Widzieliście już filmik, do którego scenariusz napisała siec neuronowa? Widać, że sztuczna inteligencja nie we wszystkie aspekty powinna ingerować. Film ma logiczną strukturę, telefon dzwoni dokładnie wtedy, kiedy tego oczekujemy, aktorzy podnoszą głos w odpowiednich momentach. Jego jedyną wadą jest totalny brak sensu. Koniecznie sprawdźcie sami :) 

Muszę się wam do czegoś przyznać. Nie wiem, od czego zacząć. Trochę się wstydzę, bo w tym wieku to wiem, że już średnio wypada. A jednak. Uzależnienie przypisywane głównie nastolatkom spadło także mnie. Powiem to głośno. Głęboki wdech… Tak, gram w Pokemony. Zaczęłam swoją przygodę zaraz po premierze, więc pykam już od ponad miesiąca. Niestety, przez liczne podróże, mój level jest dosyć niski. Koniec z podróżami i zwiedzaniem, zostaję w stolicy, bo tam najlepiej łapie się pokemony! Nie, żartuję. Najwięcej pokemonów złowiłam w Świnoujściu, ale to raczej kwestia aktualizacji i miasto nie jest pokemonową mekką. I najważniejsze, mam już pikaczu! A wy gracie? Jak wam idzie?

Pokemony są wszędzie! Nawet w Biedronce! :)
A na koniec poważne wyznanie. Jakiś czas temu poczułam się jak bohaterka powieści Katarzyny Michalak. Katarzyny nie czytuję, okazję miałam zaledwie raz. Niemniej twórczość autorki jakoś znam. I wyobraźcie sobie, że patrząc na wspaniałą willę w Lęborku, poczułam się jak bohaterka jednej z licznych, takich samych, powieści pani Michalak. Uściślijmy. Willa była lekko stara i podniszczona. Stała przy głównej ulicy Lęborka na wprost zabytkowego ratusza. I teraz powiedzcie mi, gdzie tu rozsądek. Z miejsca zakochałam się w starym, ogromnym domu, który znajduje się na końcu świata i na pewno mnie na niego nie stać. Nie mówiąc już o kosztach remontu (koniecznie termomodernizacja, przecież na ogrzewanie też bym nie wyrobiła!). I powiedzcie mi, gdzie tu logika? Nie ma żadnej. A jednak była to głęboka miłość od pierwszego spojrzenia. Żadne zauroczenie, bo wystarczy, że przypomnę sobie o tym pięknym domku i od razu na sercu tak cieplej. Teraz tylko muszę zarobić grube miliony, żeby ten domek sobie sprezentować. Bo on musi być do mieszkania, nie żaden pensjonat czy hotel. To domek z duszą potrzebuje ciepła, pysznych ciasteczek z czekoladą i dźwięków muzyki klasycznej. A więc stało się, wpadłam po uszy.

A teraz dajcie znać, jak wam minęły ostatnie miesiące? Równie intensywnie? I najważniejsze jak minęły Wam wakacje?

Pozdrawiam słonecznie,
Wasza (zabiegana) M.