wtorek, października 18, 2016

Świąteczne reklamy w połowie października. Tylko nie to!

święta, relamy, boże narodzenie, nic na poważnie

To był zwyczajny dzień. Dokładnie 15 października. Sobota. W godzinach porannych, niczym przykładna pani domu, oddawałam się mojemu ulubionemu zajęciu. Czytaj: sprzątaniu w akompaniamencie kanału muzycznego. Niestety, wszystko, co dobre szybko się kończy i na ekranie pojawiły się reklamy. Nagle zauważyłam intrygujący obrazek. Wystarczyło kilka minut, abym przekonała się, że oto ziściły się moje najgorsze przeczucia. To była reklama świąteczna!

Reklama telewizyjna w klimacie Bożego Narodzenia wyemitowana w momencie, kiedy jeszcze pamiętam przebłyski lata, a i jesień ledwo co się zadomowiła to moim zdaniem przesada.
W mojej głowie zrodziła się myśl, że marketingowcy w pogoni za pieniędzmi pragną odebrać nam magie świąt.

Ja sama uwielbiam święta, nie przeszkadza mi, że dekoracje zajmują niemal całą wolna przestrzeń i z radością umieszczam je jak najwcześniej. Tylko, moje jak najwcześniej’ nijak się ma do poglądów przedsiębiorców. Uważam, że początek grudnia to optymalny moment. Zaczynamy wyczuwać nadchodzącą zimę, jest akurat wystarczająco dużo czasu na organizację przyjęć świątecznych, zwiedzenie jarmarków i ogrodów w Wilanowie, a do Wigilii jeszcze trzy tygodnie, wiec każdy zdąży kupić wymarzone prezenty.

Strasznie mnie oburzyło takie wybieganie przed szereg, gdyż przed nami jeszcze święto Wszystkich Zmarłych. Konsument z USA musi wcześniej przygotować dekorację na Halloween i zjeść kurczaka na Święto Dziękczynienia, dopiero wówczas nadejdzie pora na przygotowania do Bożego Narodzenia.

Rekordzistą w kwestii wczesnych dekoracji jest brytyjski dom handlowy Selfridges. Tam dział ze świątecznymi ozdobami pojawił się już w sierpniu. Przesada? Zapewne tak, jednak podejrzewam, że taka decyzja musiała zostać poparta finansowymi przesłankami. Głównym argumentem wykonawców była chęć zapewnienia turystom z całego świata możliwości kupna prezentów świątecznych w Londynie. Logiczne, przecież każdy w trakcie wakacji myśli o kupnie prezentów pod choinkę.
W tekście The Third Wave of Marketing Intelligence Raymond R. Burke przedstawił wyniki badań konsumenckich w okresie przedświątecznym w kilku centrach handlowych w USA. Okazało się, że w całym sezonie świątecznym pojawiły się dwa zakupowe szczyty: pierwszy przypadał na tzw. Black Friday (piątek, po świecie dziękczynienia, kiedy w amerykańskich sklepach pojawiają się ogromne obniżki) oraz drugi, w ostatnie dni przed Gwiazdką. Co ciekawe, po przeczytaniu tych wyników, zdaje mi się, że konsumenci kierowali się bardziej pragmatyzmem niż świąteczną atmosferą, kupowali albo w najtańszym momencie, albo gdy mieli już nóż na gardle. Według raportu przeprowadzonego przez firmę Deloitte polscy konsumenci najchętniej zaopatrują się w prezenty w okresie od 1 do 15 grudnia, zgodnie z tym, co sugerowałam wcześniej.

15 października nie było żadnego szczytu świątecznych zakupów. Nie było i nie będzie. Świąteczny nastrój, serwowany za wcześnie, przyczynia się do zatracenia ekskluzywności i wyjątkowości świąt. Jeszcze trochę, a Gwiazdka spowszednieje nam do tego stopnia, że wszystkie akcje marketingowe staną się bezcelowe. Chyba pora przyhamować.

A co Wy sądzicie o świątecznych reklamach w połowie października? Jesteście przeciwko? A może poniósł Was świąteczny nastrój i już zrobiliście pierwsze zakupy? Dajcie znać!

PS. Nie martwi Was, że świąteczne produkty, które już stoją na sklepowych półkach do grudnia, stracą na jakości? W końcu inne towary są wymieniane dużo częściej, a pierwszy mikołajowy boom dopiero w okolicach 6 grudnia.