wtorek, stycznia 30, 2018

Bullying child - kiedyś też tam byłam


Nie jest prawdą, że na tym blogu pojawiają się jedynie tematy zgoła niepoważne. Zależy mi, aby przynajmniej czasami opowiedzieć też o trudnych kwestiach społecznych. A do takiego grona zdecydowanie zalicza się przemoc w szkole.

Problem samoakceptacji jest ogromny. Ogromny w skali polskiego społeczeństwa i ogromny w skali globalnej. Zmagają się z nim szczególnie nastolatkowie - młodzi ludzie, którzy w wieku szkolnym dopiero  budują swoją wiarę w siebie. 

Zanim zaczęłam pisać ten tekst, czytałam artykuł dotyczący samoakceptacji wśród Amerykanów.
94% Amerykańskich nastolatek przyznało, że nie jest zadowolonych ze swojego wyglądu [1]. Czy takie zachowanie dziwi? Mnie zupełnie nie. Żyjemy obecnie w bardzo trudnych czasach. Media propagują obraz idealnej kobiety. Na Instagramie widzę codziennie mnóstwo pięknych, zadbanych i szczupłych dziewczyn. Może nie jestem już nastolatką i rozumiem jak funkcjonują  te schematy. Może wiem, że dobry makijaż i filtr zdziałają cuda. Baaa, może nawet sama miałam na telefonie aplikację, która mogła bez problemu zmienić mój wygląd, figurę, kolor oczu czy fryzurę. I zrobić ze mnie ten nierzeczywisty ideał. Wiem to wszystko, a jednak w rubryce cel na 2018 wpisałam: zrzucić 10 kg. A także kilka innych pomniejszych, również związanych z wyglądem. Czy martwiłam się kiedykolwiek, że mam za mały biust? Tak. Czy myślałam kiedykolwiek, że może trzeba by to poprawić chirurgicznie? Tak, ale wiem, że to nie dla mnie i prędzej będę piła śmierdzący olej z czarnuszki albo zostanę bez biustu. Skoro wiec ja, teoretycznie dorosła i może nawet inteligentna kobieta mam takie problemy, to jak mogą ich nie mieć młode dziewczyny, które każdego dnia mogą się spotkać z lawiną krytyki w szkole. 

A polska szkoła, nie, każda szkoła, może być piekłem. I nie chodzi nawet o przemoc fizyczną, bo możesz złamać nos w bójce, a możesz złamać go spadając ze schodów. Gorzej kiedy dotyka nas przemoc psychiczna. To jest takie wiezienie we własnej głowie, z którego nie możesz się wyrwać. Dla wielu jedynym wyjściem jest samobójstwo. Może zabrzmi to okrutnie, ale nigdy mnie to nie dziwiło. Zawsze smuciło mnie, że były osoby, które nie uświadczyły pomocy wystarczająco wcześnie i zakończenie było tragiczne. Uważam, że przyszli samobójcy dają znaki, próbują powiedzieć nam, że jest źle, tylko nie zawsze zostają wysłuchani. Uważam, że każdy, komu dzieje się krzywda, stara się o tym powiedzieć, ale nie zawsze mu się udaje.

Jak wynika z badań Instytutu Badań Edukacyjnych w polskich szkołach jest dręczone około 10% uczniów [2]. Dużo? Uważam, że nawet 1% to ogromna liczba. Trauma zawsze jest taka sama, a im większa skala problemu, tym gorzej. Teraz może powinnam podać genezę dręczenia: że powielanie schematów, że próba poczucia się lepszym albo dupa, że po prostu takie życie. Tylko czy to takie ważne? Szczególnie z perspektywy ofiary? W myśl zasady zrozumieć - wybaczyć?

A przecież tak łatwo zostać ofiarą. Wystarczy wygląd, gorsze pochodzenie czy niskie wyniki na wf. Jeśli ktoś jest nieśmiały i nie potrafi walczyć o swoje to już pozamiatane, jest świetnym targetem.

Mam tego bloga od lat i od lat zastanawiałam się, czy opowiedzieć Wam moją historię. Nadal jestem jednak idealistką i wierzę, że może komuś pomogę. Może jakaś smutna dziewczynka lub smutny chłopiec zrozumieją, że nie są, i nigdy nie byli sami.

Moja historia to temat sprzed ponad dekady. W gimnazjum miałam pecha i stałam się chyba ulubioną ofiarą wszystkich. Każdego, kto miał ochotę komuś dokuczać. Od dzieci w czwartej klasie podstawówki do tych w ostatniej klasie gimnazjum. Gdzie nie poszłam słyszałam znienawidzone przezwisko.
Wiecie, idealnie wpisywałam się, w schemat ofiary - z lekką nadwagą, jasną cerą, introwertyzmem, nieśmiałością, życiem trochę w swoim świecie i tym nieszczęsnym wf, że też musiałam być fatalna akurat z tego przedmiotu.
Czy oni mnie w ogóle znali? Czy w ogóle widzieli prawdziwą mnie? Nie sądzę i nie dziwi mnie to wcale. Tak to funkcjonuje, nie dokucza się ludziom, których się zna. 
Co było najtrudniejsze - poczucie upokorzenia. Często czułam, że tkwię w pułapce, z której nie ma ucieczki. Mieszkałam na wsi, nie miałam możliwości zmiany szkoły, nie było nawet przesłanek - szło mi dobrze, byłam prymusem, nauczyciele raczej mnie lubili, więc gdzie tutaj niby problem. Zresztą, nie jestem osobą, która poddaje się przy pierwszym niepowadzeniu, przy setnym zresztą też nie. Sytuacja trwała dosyć długo, na pewno przynajmniej rok. Rok w życiu młodej dziewczyny, nastolatki, to bardzo dużo czasu. Wystarczająco dużo, żeby zacząć się zastanawiać, czy oni wszyscy nie mają po prostu racji. Spokojnie, wiem, że nie mieli. A ja czekałam na pójście do liceum z wielką nadzieją, że będzie lepiej. I oczywiście było.
Patrzę teraz wstecz, wiem, że jestem w tej chili w zupełnie innym punkcie niż 10 lat temu. Jestem nawet trochę inną osobą. Sporo się zmieniło. Mam inne marzenia, inne priorytety. Wiem też, że sporo straciłam, że szczególnie te pierwsze lata liceum mogły wyglądać inaczej, że nie byłam standardową nastolatką i nie będę już miała szansy nią być.

Czy szkoła w takiej sytuacji może pomóc? Czy mogą pomóc rodzice? Ja nie mam co do tego pewności. Uważam, że nauczyciele czy rodzice już wtedy mieli nad uczniami nikłą władzę, teraz wydaje mi się, że sytuacja jest jeszcze gorsza. Każdy ma smartfona, standardem jest korzystanie z social mediów w trakcie lekcji i pewnie dramaty rozgrywają się w wirtualnym świecie, niezauważone i kompletnie poza zasięgiem nauczycieli. Jednocześnie, uważam, że warto się komuś zwierzyć, poszukać wsparcie, zawsze będzie wtedy łatwiej. Rozmowa - jedno z najlepszych lekarstw. Ja w zasadzie nie miałam zbyt wielkiego wsparcia, raczej było to albo podejście negatywne albo obojętne, w związku z czym stałam się osobą dosyć zamkniętą w sobie. Fajnie więc, jeśli znajdzie się ktoś, kto w takiej trudnej chwili będzie potrafił przekonać Was, że jednak stanowicie wartościową jednostkę, ale nie jest to konieczne. Tak naprawdę nikogo nie potrzebujecie. Nie patrzcie na siebie cudzymi oczyma, bo ten obraz raz Wam się spodoba, raz nie. Kto zna Cię najlepiej na świecie? Oczywiście, ty sam. A TY nie uważasz się za fajną osobę? Nie uważasz, że masz wartość?

Najważniejsze o czym chciałabym, żebyś pamiętał Drogi Czytelniku - wszystko mija. Czasem bywa dobrze, czasem źle, ale trzeba iść do przodu. Czasem może być trudno się z czymś pogodzić, ale czasu nie da się cofnąć.

To prawda, każde przeżycie zostaje w człowieku. Im większa trauma - tym dłużej odczuwamy skutki bezpośrednie. Pośrednio, jakaś malutka ranka, zostanie pewnie na zawsze. Myślę jednak, że każdy ma szansę. W zasadzie, jeśli wszystko dobrze pójdzie, każdy z nas ma przed sobą lata, mnóstwo lat, które dzień po dniu są nową szansą. To takie proste i jednocześnie tak trudne do zrozumienia.

Zastanawiacie się, czy "syndrom" ofiary zostaje na zawsze? Też długo o tym myślałam i doszłam do wniosku, że nie, nie zostaje. Może kiedyś się zdarzyło, ale głęboko wierzę, że dla każdego nadejdzie moment, że się zbuntuje. Moment, kiedy zechce żyć dla siebie i zacznie walczyć o swoje. Co myślicie? 2018 rok to chyba dobra pora na taką decyzję?

Jest jeszcze jeden ważny aspekt. Warto wybaczyć. kto wybaczy, ten łatwiej zapomni. Ja sama wróciłam do Was dziś z historią zamierzchłą jak świat. Zapomniałam już o tych wydarzeniach kilka lat temu, ale wspomnienia wróciły do mnie na chwilkę w tym niedobrym roku 2017. Powoli znów odchodzą w niepamięć, postanowiłam jednak wcześniej opisać Wam moją historię. Mam głęboką nadzieję, że komuś pomoże. Chociaż jednej osobie. Pewnie się domyślacie, że tak zamkniętej w sobie osobie nie jest łatwo o tym opowiadać, tym bardziej, że dotychczas opowiedziałam to może trzem osobom. W zeszłym tygodniu. I nadal jestem pełna obaw, bo pisałam Wam już wielokrotnie, że jest taki idealny obraz mnie, który chciałabym Wam zaprezentować, a tymczasem pojawia się na nim kolejna rysa. Trochę się wstydzę i trochę obawiam, że ludzie, którzy mnie znają zaczną patrzeć na mnie inaczej niż dotychczas. Niemniej, nawet z takim ryzykiem, nadal wierzę, że może komuś pomogę. 

Uważam, że współczesna młodzież jest w dużo bardziej tragiczny położeniu, niż kiedyś ja. Jak wspomniałam wcześniej - social media i smartfony to wielkie zagrożenia. Zastanawiałam się, czy tylko dla nastolatków, ale szczerze mówiąc, raczej dla każdego z nas. Jestem pewna, że gdybym miała teraz dziecko - bardzo trudno byłoby mi weryfikować czy w tym internetowym świecie jest u niego dobrze czy źle.

Uważam, że we współczesnym świecie, szczególnie w aspekcie dręczenia, są dwie bardzo ważne kwestie. Umieć rozmawiać i umieć słuchać. Usłyszeć, kiedy ktoś mówi Ci, że nie jest dobrze. Może warto wtedy zapytać, czy ten ktoś nie potrzebuje pomocy. Teraz, zanim będzie za późno. Dobrze się czujesz? Wszystko w porządku? Ponownie, takie proste i jednocześnie tak trudne. Nie pamiętam by kiedykolwiek ktoś zadał mi to pytanie.

Pisząc ten tekst, zastanawiałam się gdzie jeszcze poszukać inspirujących przekazów na temat znęcania. Naturalnie padło na przemówienia z TEDx. 

Najpierw była historia Tiny Meier. Matki, której nie udało się uratować córki - Megan. Tina znalazła swoje dziecko powieszone w szafie. Traumatyczne przeżycia. Czy w ogóle możecie sobie wyobrazić jak źle musiała czuć się Megan? Skoro widziała już tylko jedno, jakże drastyczne, wyjście. Ja wyobrażam to sobie z wielkim trudem. Niemniej, w swojej historii Tina przedstawiła kilka rad, które pokazałam Wam i ja. Po pierwsze, rodzice muszą nie tylko słuchać dziecka, ale powinni też jak najlepiej starać się zrozumieć jego uczucia. Po drugie, pokazała, jak ważne jest wsparcie ze strony rówieśników. Stanięcie po stronie ofiary, ciągłe pytania o samopoczucie. Ponownie, podobne rady przewinęły już się w dzisiejszym tekście.

Ciekawie było też słuchać Madeline Morgan, kiedy mówiła o znęcaniu. W ujęciu bardziej ogólnym, ale dosyć mocno. Ze sporą dawką argumentów i wyników badań, które mogą zaszokować. A także ze wspaniałym przekazem, który zresztą pojawił się również w moim tekście. Pamiętajcie, rozwiązanie jest w Was. Kto Was nie zna, nie zrozumie. Co więcej, zastanówmy się wszyscy, czy nasze zachowanie kogoś nie zrani. Wielkie zmiany warto zaczynać od siebie.

Chloe Howart powiedziała, że w Stanach co 10 sekund w szkole dręczone jest jakieś dziecko. Dziewczyna wiele przeszła, urodziła się ze zdeformowaną stopą, przeszła wiele operacji. jednak była inna. Inna niż rówieśnicy. A inny to taki prosty powód do znęcania, prawda? To prawdziwie poruszająca historia, którą strasznie mocno Wam polecam!

A teraz najważniejsze pytanie - Jak się dzisiaj czujesz? Czy wszystko i Ciebie w porządku?

Nie jest dobrze? Pamiętaj, że ja zawsze tu jestem i jeśli czujesz, że potrzeba Ci pomocy, pomocy, której nie możesz znaleźć nigdzie indziej, napisz. Może razem spróbujemy coś zdziałać :)

Pozdrawiam, 

Wasza M.

Źródła: [1], [2]