niedziela, stycznia 26, 2020


2 dni bez przygód DzM - coś mi mówi, że umieracie już z tęsknoty i dramatycznie potrzebujecie nowej porcji dziewczyńskich przygód. A dziś dodatkowo mały gratisik! Lista fajowych piosenek super klasyki polskiej muzyki-Ich Troje!

Przedświąteczna życzliwość według Milano
Dziewczyny taka afera. Przed świętami poszłam na szybkie zakupy do Cerfa dokupić alkohole do prezentów. Podchodzę do kasy, a tu pada pytanie, czy dowodzik jest. Jaki dowodzik! Kupuję w tym sklepie od lat i nikt mnie nigdy o niego nie prosił.
M: Ale proszę Pani, czy ja wyglądam na 17 lat?! Chyba Pani żartuje! Bardzo mi zależy na tych zakupach. Nie mam dowodu, ale chwileczkę mam kartę! Kartę dorosłego warszawiaka, nie młodego, DOROSŁEGO!
K: Ja nie rozumieju, dowód, dowód!
M: Mi na tych zakupach zależy! W takim razie Pani tu zostawia te zakupy za kasą, ja za pół godziny wracam z dowodem i udowodnię Pani, że mam 27 lat i niech pani nie myśli, że będę znowu czekać w tej kolejce. Nie ma mowy!
Jeśli w grę wchodzi alkohol, możecie być pewni, że Milano rzeczywiście wróciła po niego z alkoholem. Triumfalnie pokazała dokument zdziwionej kobiecie, zażądała natychmiastowej obsługi, a na koniec, czując prawdziwego ducha świąt, powiedziała przestraszonej kasjerce:
I widzi Pani, nie kłamałam, mówiłam prawdę, ale nie Pani mi nie wierzyła i wie Pani co, nie, nie życzę Pani Wesołych świąt!!!!

Ach te święta, wyciągają z nas najlepsze instynkty ❤🌲


via GIPHY

Śmierdząca afera
Mieliśmy już aferkę majtkową (kto sprzedaje dorosłym kobietom z biodrami i tyłkiem jakieś skąpe majteczki za dwuzerowe kwoty w rozmiarze 5 latki, a potem nie chce ich wymienić i zwrócić kasy? To jest hańba), aferę czajnikową (czajnik został uprowadzony, a Dż. odmówiła zapłacenia okupu) a ostatnio Szarlotta wyśledziła aferę kupową.
Słuchajcie, u mnie w kościele była wielka afera. bardzo śmierdziało przez kilka tygodni. ksiądz nie wiedział czemu, kościelny nie wiedział też. Myślano, że może to awaria szamba, wezwano nawet specjalistów. Wiadomo, że ludzie się modlili w każdych warunkach, bo wiara to wiara. Po jakimś czasie wszytko się wyjaśniło, okazało się, że ktoś podrzucił do kościoła kupę. Kupę w wiaderku. Ukryta kupa w wiaderku, nie ma co, śmierdząca sprawa.

A skoro o kupach mowa
W: Moja koleżanka ma straszny problem ze zdaniem prawa jazdy. Próbowała już chyba 15 razy, ale ma jeden poważny problem. Kiedy się stresuje, automatycznie i imperatywnie musi do toalety. Wsiada do tego auta, zaczyna egzamin, a minutę później go kończy i biegnie do łazienki. Jak myślicie, czy uda się przezwyciężyć kupną klątwę?

U jubilera
Kiedy wraz z chłopakiem odwiedzasz jego kumpla w sklepie jubilerskim:
Kasjer: Cześć Diego! Co was sprowadza?
D: Aaaa cześć. Przyszliśmy wybrać pierścionek dla Szarlotty...💍 HAHAHAHAHAHAH ŻARTOWAŁEM

Ach ta miłość :D


via GIPHY

#przegrywdike
Dziewczyny, czuję się takim przegrywem. Minęła przerwa świąteczna, ludzie dookoła pokupowali mieszkania, pozaręczali się, powyznaczali daty ślubu, a ja? Ja obejrzałam serial o pożarze i Francji, którego nawet tytułu nie pamiętam

Profesjonalna Mura
Słuchajcie, prowadzę negocjacje, dobrze mi w miarę idzie, jakaś tam pewność siebie i profesjonalizm są. Kończymy, wszyscy wstają, a ja przewróciłam się o krzesło.

Brawo kochana, na pocieszenie przynajmniej to nie był ten dzień, kiedy w pośpiechu poszłaś do pracy w bluzce od piżamy...


via GIPHY

Kto pocieszy Dżemmę?
Siedzę sobie, słucham klasycznego polskiego disco polo i pada tam takie zdanie w piosence: Będę z tobą, gdy kto, pozbawi, Ciebie złudzeń. A kto będzie z naszą Dż? Duży kieliszek i butelka wódki. Może.

Dżemma zapomniałaś o jeszcze jednym. Zawsze będzie z Tobą wspaniała twórczość Ich Troje. Wspomnienia tych emocji i przejęcia, kiedy w tv puszczali ich koncert. I najlepsze kawałki zaprezentowane poniżej:

Razem, a jednak osobno
Jak zatrzymany w biegu wiatr, Jak niebo wśród nocy bez gwiazd, Jak liść bez wody, tak ty, Beze mnie nie znaczysz już nic. Jakie piękne słowa.



Powiedz
Klasyka.
Ja, jestem panią mych snów, moich marzeń i lęków, moich straconych dni, moich łez wylanych - łez...
Pamiętajcie dziewczyny, wy jesteście Paniami tych wylanych łez.



Za ten papieros
Wszyscy wiemy, że tytuł jest inny, ale co tam.
Justyna śpiewała: Lecz przyjdzie kiedyś ktoś, kto powie mi, że kocha, że takiej, jaką jestem, pragnął i chciał. I będzie tylko ze mną, przez wszystkie dni i noce, zostaniesz sam, sam siebie będziesz miał ... I każda ośmiolatka wiedziała, ze tak będzie, chociaż mało tej piosenki rozumiała 😂




Zawsze pójdę w Twoją stronę
Chodzą plotki, że są ludzie, którzy mogą zawsze liczyć na innych :P Musi być prawda, skoro Justyna tak śpiewa.



Idiota
A oto dowód, że po odejściu Justyny zespół nadal miał fajne piosenki.
Kocham cię chyba od zawsze. Ty idioto, głupi mój. I nikogo nigdy bardziej. Jak w ten mur idioto mój! Dostałbyś porządne lanie. Czy dotarłoby? Kto wie? Nikt cię nie pożądał bardziej. Prościej nie umiem. Nigdy nie stracisz mnie! #fullromatico


Follow My Heart
Dike, to hit dla Ciebie, bo ty zawsze tylko tym sercem i nie używasz mózgu.
Posłuchaj dziś serca, w nim miłość się tli, wyprosi okrutną samotność za drzwi, niech obydwa zapłoną, nie zgasi ich nikt!



Pierwsza ostatnia miłość
Choć niewyraźnie przemykają wokół nas: pamiątki, ślady, przewidzenia, to za zamkniętą jedną z powiek spadła łza, spadłam ja i spadła ona.

Spadłam ja i spadła ona. Na szczęście to ja jestem Panią moich łez wylanych łez, więc niech sobie spadają 😎


Ci wielcy ludzi
To jest rakieta! I już ponad 20 lat rozkminiamy kim są Ci wielcy ludzie.

Ci wielcy ludzie – im się udało, wrzucić mnie w bagno, przygwoździć zdradą! Zabrakło światła i czasu brakło! A wszystko to, w co tak wierzyłem, raz na zawsze się rozpadło!



Mam już dość
Dżemma o Tobie:
Jak po cienkiej linie idę przez ten świat i tak myślę, że już mają mnie tu dość, w gołym polu trafiam często głową w mur.



Spóźnieni kochankowie
Bo jednak nie zawsze jest idealnie:
Spóźnionych kochanków miłość trwa, Ty czujesz ją w sobie i czuję ją ja, spóźniona niewinność no uwierz mi, je t'aime mon ami, bo nikt nie jest nigdy ślepy tak, tak żeby kiedyś pewnego dnia, nie przejrzeć na oczy, lecz uwierz mi, je t'aime mon ami



Babski świat
Dż., a to piosenka dla ciebie do tego kieliszka robaczku:
Za Nasz Ostatni Raz, Za Szarość Dnia na dwa, Papieros, Szampan - Trzy. Za wszystkie dni! NALEJCIE MI!



Ach, co to są za utwory! Tyle wdzięku, tyle czaru, tyle uczuć! <3
A teraz po tejże muzycznej uczcie, serduszko dajcie dziewczynkom, sakiewką potrząśnijcie! :*

DzM #26: duch świąt według Milano, wizyta u jubilera, śmierdząca aferka i muzyczna niespodzianka

czwartek, stycznia 23, 2020




Uwielbiam jeść. I podejrzewam, że nie jestem w tym sama. Mam w notesiku zapisaną całą listę fajnych miejscówek w Warszawie, którą chciałam się z Wami dziś podzielić.

Charlotte na placu Zbawiciela
Świetna opcja na weekendowe śniadanko - za niecałe dwie dyszki dostajecie koszyk super smacznego pieczywa, przesmaczne konfitury i wybrany napój. W lokalu bywa tłoczno i mogą być turbulencje ze zdobyciem stolika, ale warto o w zamian zyskujecie prawdziwie francuskie śniadanie!



Bar Pacyfik
Nie miałam jeszcze okazji odwiedzić tego miejsca, ale pacyficzny klimat i lista drinków, oparta m.in. na tequili wygląda bardzo zachęcająco. 



Krem
Krem przy Śniadeckich to miejsce wręcz kultowe ;) Bardzo klimatycznie urządzone z bardzo smacznym jedzonkiem. Wszystko, co tam wybierzecie, będzie dobrym wyborem.



Café Bristol
Nie byłam, ale jak dla mnie to taki powiew luksusu i bardzo instagramowe miejsce, czyli mamy już dwa argumenty sugerujące, że jest to miejsce wybitnie warte odwiedzenia. W poniedziałek w ofercie mus z królika z białą truflą!



MOD Donuts
Czasem człowiek chce po prostu zjeść pączka. Najlepiej najlepszego w mieście. I wtedy warto skierować swoje kroki na Oleandrów.



Bułka przez bibułkę 
Dotychczas moje próby wizyty się nie powiodły z powodu zbyt długich kolejek, ale niezmiennie wierzę, że uda mi się wreszcie zjeść pyszne śniadanko z kieliszkiem prosecco za 5 zł.



Concept 13
Jedna z najlepszych restauracji w Warszawie - bez wątpienia warto się wybrać. Lokalizacja też bardzo prestiżowa - Vitkac.



The Cool Cat
Kolejna miejscówka, którą wszyscy polecają i w której jeszcze nie byłam. Trzeba nadrobić!



Warszawski Sen / Warszawa Wschodnia
bardzo smaczna francuska kuchnia i bardzo smaczne bezy.



Weranda Bistro
Miejsce, w którym, chociaż nie byłam, bardzo bym chciała - przyjemny nastrój i przyjemne menu.



Paros
To jest moje ulubione miejsce w Warszawie. Pyszna grecka kuchnia, wino i tańce na stole. Idealnie!
Paros to ta sama sieć co "El Greco", a jednak smakuje mi bardziej.



Być może
Serwują tam ślimaki, a ja bym chciała spróbować tego dania.



ArtBistro Stalowa 52
Przeszklone patio zbudowane obok kamiennego budynku. Bardzo ciekawa architektura i podobnie menu. Sandacz z masłem rakowym, warzywami i puree z pasternaku (bardzo lubię) wygląda bardzo ciekawie i chętnie bym spróbowała.



Niewinni Czarodzieje 2.0
Restauracja Kuby Wojewódzkiego to miejsce, które warto odwiedzić. W menu smaczne krewetki, foie gras i super smaczne drinki inspirowane Warszawą.



Mao
Restauracja i koktajl bar - ciekawią mnie chińskie dania, których nie miałam okazji spróbować i koktajle inspirowane znakami zodiaku.



La Sirene
Zrobić tu rezerwację? Wcale nie jest łatwo. La Sirene to propozycja z kuchni meksykańskiej, a w menu znajdziemy miedzy innymi macki ośmiornicy <3



Gringo Bar
Tutaj też znajdziemy kuchnię meksykańską, więc jeśli będziecie mieli okazję, myślę, że warto. 



El Popo
Ostatnie miejsce z kuchnią meksykańską. To chyba najstarsza taka restauracja w Warszawie. Słynie z bardzo pysznego guacamole przygotowywanego na żywo przy stolikach.



Syreni Śpiew Koneser
Patrzę na Instagram, patrzę na Facebooka i myślę - jak tam jest pięknie i nowojorsko! Dobra opcja na lunch i tak samo na wieczór. W środy mają pokazy burleski, mam nadzieję, że kiedyś dotrę w to miejsce.



Weles bar
Ukryty koktajl bar w centrum, niezmiennie mi się nie udało, ale baaaaardzo chcę się tam kiedyś wybrać i sączyć koktajle inspirowane słowiańską mitologią.



AïOLI
Czyli idealna propozycja, kiedy chcesz mieć pewność, że zjesz dobrze.



A jeśli chcecie sami coś ugotować?

Fajną opcją są warsztaty kulinarne. Osobiście byłam zachwycona kuchnią peruwiańską w Składzie Bananów, a ostatnio znalazłam też ciekawe propozycje w ramach Akademii KulinarnejWhirlpool.



Byliście w tych lokalach? A może polecacie jakieś inne fajne miejscówki? Dajcie znać!

Pozdrawiam, 
Wasza głodna jak wilk M.

Moje kulinarne marzenia, czyli co i gdzie zjeść w Warszawie

poniedziałek, stycznia 20, 2020


Subiektywnie patrząc na dzisiejszy dzień, poważnie obawiam się, że tak.

Zupełnie niespodziewanie obudziłam się dziś z ogromnym poczuciem, że jestem najbardziej skalistą samotną wyspą świata, że na świecie nie ma nawet jednej osoby, która może mnie zrozumieć i że na nikogo na świecie nie mogę liczyć (a na siebie też bywa różnie). Poza tym poczułam, że jestem kompletnie bezwartościową osobą, tak kompletnie, aż do korzeni (o ile można stwierdzić, że człowiek ma korzenie).

I wszytko to pomiędzy 7.22 a 7.27, czyli kolejnymi interwałami budzika.

Jeszcze przed ósmą podjęłam próbę bardziej logicznego i zdystansowanego podejścia do życia, która nic nie dała, bo jednak stwierdziłam, że nie mam na to ani siły, ani nie ma już żadnej nadziei na świecie. Nie ma sensu się o nic starać, bo i tak żadnych efektów nie będzie, a ja sama umrę ze zgryzoty zjedzona przez pekińczyki.

Winda też była jakaś taka bardzo smutna, ludzie na ulicy byli smutni, a ludzie w metrze wyglądali na tak zdołowanych, że zastanawiałam się, jak w ogóle wstali z łóżek.

Zdaje się w takim razie, że może jednak coś w tym jest, chociaż z matematycznego punktu widzenia nie powinnam dzisiaj być smutna. Pogoda jest co prawda tragiczna, ale kredytów na święta nie mam, a postanowienia noworoczne kulawo, ale jakoś realizuję. Placebo?

Mam nikłe podejrzenie, że Blue Monday to taki trochę wymysł ekonomiczny. Jest ci smutno, a już Tomasz z Akwinu mówił, że na smutek najlepsza jest jakaś przyjemność. A jaka jest najlepsza prosta przyjemność dnia codziennego? Zakupy. Ulubiona malutka kanapka z tuńczykiem za 10 zł, nowe kosmetyki, nowy opiekacz do kanapek (!), bukiet kwiatów. Cóż, na mnie zadziałało.

A skoro już o Tomaszu z Akwinu mowa, jego średniowieczne rady na radzenie sobie ze smutkiem są bardzo aktualne.

  1. Spraw sobie przyjemność - każdy ma inną definicję, ja lubię spotykać się ze znajomymi i gdzieś wychodzić, ale lubię też zakupy czy gotowanie (hmm, zgadnijcie, kto zrobił dziś zielony koktajl, jajeczne muffiny i ciastka gryczane?) 
  2. Wypłacz się - płacz jest oczyszczający. A jak pisał filozof: "Każda przykrość, którą człowiek zamyka niejako w sobie, bardziej go martwi, gdyż wzmaga uwagę na jej przedmiot. Natomiast gdy wylewa się na zewnątrz, wówczas uwaga niejako rozprasza się ku rzeczom zewnętrznym i dzięki temu wewnętrzny ból zmniejsza się."
  3. Rozmowa z przyjaciółmi - w tej kwestii św. Tomasz napisał coś moim zdaniem ogromnie mądrego: "Pierwsze, skoro smutek wywołuje pewną ociężałość, można go uważać za pewien ciężar, który człowiek smutny stara się zrzucić z siebie. Gdy więc widzi, że inni się smucą z powodu jego smutku, niejako wyobraża sobie, że biorą na siebie jakby część ciężaru, aby mu ulżyć, i dlatego łatwiej znosi ciężar smutku, podobnie jak to bywa, gdy trzeba znosić ciężary cielesne. Drugą racją, i to o większej sile dowodowej, jest fakt, że ten komu przyjaciele współczują, ma świadomość, że jest kochany przez nich, a świadomość taka jest przyjemna. Skoro więc każda przyjemność łagodzi smutek, to jasne że także współczucie przyjaciół łagodzi go".
  4. Kontemplacja prawdy - to chyba najtrudniejsza kwestia. Musisz stawić czoło powodom swoich smutków, zrozumieć je i zaakceptować. 
  5. Sen i kapiel - nie oszukujmy się, chyba nie ma nic pozwalającego bardziej odpocząć, niż relaksująca kąpiel i zdrowy sen. 

A na koniec tego smutnego monologu i mniej smutnych, a mądrych sposobów radzenia sobie ze smutkiem powiem Wam, że jednak jakaś nadzieja jest. Blue Monday zaraz się skończy, mam nadzieję, że wszyscy go przeżyliśmy, a skoro był najbardziej depresyjnym dniem w roku, to teraz może być już tylko lepiej! :*

Całuski,
Wasza coraz mniej blue M.

Czy Blue Monday istnieje?

środa, stycznia 15, 2020


Dawno nie było nowych tekstów na DzM i ptaszki ćwierkają, że już straszliwie tęsknicie za przygodami naszych panienek, nie zwlekając więc pora na całkiem nowe historie! :D


Speed dating? Tylko czy tutaj już nie było o speed dating?
Ano było. Niemniej nasze nieustępliwe blondyneczki uznały, że pora ponowić to doświadczenie. Mura, Milano czy to prawda, że na podryw słyszałyście obie te same teksty? Uniwersalne, nie ma co. I najważniejsza rada życia. Idąc na speed dating, upewnijcie się, że znacie na mur-beton wszystkie zwrotki "Roty" i "Mazurka Dąbrowskiego" inaczej w tej romantycznej, randkowej scenerii może się Wam dostać bardzo nieromantyczny opierdol za brak patriotyzmu.

Bitmoji Image

Wirginia i biznes sprzedażowy
Słuchajcie, biedna Wirginia ma ostatnio problemy z płynnością finansową i opłatami za jedzenie (hmm, kochana może trzeba mniej jeść?). W akcie desperacji podjęła się nawet wyprzedawania majątku na popularnych serwisach sprzedażowym. Idzie jej wspaniale - zobaczcie sami.

Spodnie dresowe za 10 zł: Witam, te spodnie wyglądają na małe. Czy może mi Pani przesłać następujące wymiary (tutaj mamy króciutką listę 10 podpunktów uwzględniającą m.in. długość od wszycia gumy do kroku). Wirginia, jak na dobrego sprzedawcę przystało, przesłała wszystko, jak jeszcze lepszy zaproponowała darmową wysyłkę. Odpowiedź: Wie Pani co, preferuję odbiór osobisty i mam do pani 1:40 jazdy, może spotkamy się w połowie drogi. Nie chce Pani? Że darmowa wysyłka? Phii, nie mam w zwyczaju robić zakupów w ciemno bez możliwości zwrotu.

Wirginia kontra zakupowi spryciarze: 0:1

Zrabiarka 5 gwiazdowa. Tak, Wirginia wyprzedaje też sprzęt rolniczy. Jak nic desperacja.
Czy może Pani wysłać ją kurierem za pobraniem? Hmm, kurierem? Chyba ciężarówką bo to ma z 7 metrów!

Spryciarze - macie 2 punkty!

Książka za 10 zł. Dzień dobry, jestem zainteresowany zakupem. Czy może Pani czekać z książką przy Wisłostradzie w piątek pomiędzy 17.15 a 18.00? Zatrzymam się samochodem i szybko dokonamy transakcji.

Mamy noc o 15? Cały tydzień pada deszcz? Klient naszym panem przecież.

Kolejna raz użyta książka za 10 zł. Witam, kupię za 10 zł z przesyłką. W: Ale przesyłka to około 8 zł, to się nie opłaca. SK: Okej, przecież tylko pytam!

Maska do biegania za dwie dyszki. 
Dzień Dobry, jestem zainteresowana. 
Odbiór osobisty czy wysyłka?
Odbiór.
Kiedy? Może w metrze?
Nie wiem, czy mi się uda. I nie wiem kiedy mam czas.
To może wysyłka?
Nie, chcę odbiór osobisty. W sumie to zastanowię się jeszcze nad zakupem.

Oho, zdaje się, że sumarycznie mamy pięć do zera.

Wirginia jesteś fatalnym sprzedawcą. Zmień branżę. 


via GIPHY


Dżemma na przypale

Dżemma, dlaczego nie nosimy do pracy fikuśnej bielizny rodem z Agent Provocateur? Pewnie dlatego, że niepokorne paski mogą się porozpinać i nagle idąc z obiema zajętymi rękami przez open space, odkrywasz, że coś ci dynda spod swetra. Chapeau bas kochana!

Dżemma, a dlaczego warto sprawdzać terminy wizyt u kosmetyczki? Dż.: Słuchajcie, umówiłam się na wizytę do mojego ulubionego salonu, jadę godzinę z samego rana w sobotę na 20 minut wizyty. Dojeżdżam w środku dziwna cisza, żadnych głosów. Myślę, sprawdzę potwierdzenie wizyty. Sprawdzam, a wizyta na przyszły tydzień. Dałabym sobie rękę uciąć, że umówiłam się właśnie na ten termin. I co? I nie miałabym teraz ręki.

A zgadnijcie kochani, gdzie będzie nasza Dżemma, gdy padnie prąd? czy w pracy, czy w domu, czy gdziekolwiek? Oczywiście w toalecie, oczywiście bez telefonu i oczywiście z niespuszczoną wodą.

Bitmoji Image

Dotrwaliście do końca? Nadal nie macie dosyć i czekacie na więcej! To wspaniale, wkrótce kolejne epizody! <3

DzM #25: sprzedażowe arkana Wirginii i Dżemma na przypale

sobota, stycznia 11, 2020


Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, tfu! wieżowcami, za (prawie) siedmioma rzekami (znaczy jedną, ale szeroką) i siedem minut od przystanku tramwajowego mieszkała piękna królewna o równie pięknym imieniu-Dżemma. Królewna miała ujmującą sylwetkę, do tego uroczą twarz niewiniątka i oczywiście złote serce. Była szczera, prawdomówna, lojalna i nie oszukujmy się, jak każda królewna, mocno naiwna.

Królewna mieszkała w małej chateczce nieopodal Biedronki. Wieczory i poranki spędzała w swoim pokoiku standard Ikea lub kuchni w tymże samym standardzie, a w ciągu dnia ciężko pracowała. Dżemma nie mieszkała w swojej chacince jednak sama-ot, twardy rynek mieszkaniowy, ciężki nawet dla tak wspaniałych osób.

Nie od dziś wiadomo przecież, że każda królewna musi przejść w swoim życiu jakieś trudy, zanim dotrwa do happy endu w postaci własnych czterech kątów z dozgonnym kredytem. Zanim jednak do tego, po drodze mignął nam miły, bezrobotny programista, dzielny wojskowy i dziewczyna, która jak się szybko okazało, pokoju szukała na miesiąc. Lata leciały, jedni odchodzili, drudzy przychodzili, a cena pokoju rosła i rosła. Nadszedł w końcu dzień, gdy okazało się, że pokojowa podaż jest, tylko coś z popytem nie tak - albo starsza Pani (a przecież wszyscy pamiętamy, jak skończyła się dla Śnieżki starsza pani z jabłkiem) albo pan chcący w mieszkaniu założyć firmę. W końcu ostatniego dnia miesiąca znalazł się chętny. Cieszyła się królewna, cieszył się nowy lokator.

I tak mijały dni, a z każdym dniem królewna cieszyła się coraz mniej - stawało się bowiem jasne, że tym razem królewna nie trafiła na łagodne magiczne stworzenie, ale coś na miarę wilka w owczej skórze, ach ta naiwność! W mieszkaniu pojawił się Pan S.

W końcu przyszła zima. I pierwsze pismo od możnowładcy chateczki z rachunkami. I pierwszy problem: skoro pan S. nie używa pralki (ahoj, potwory wszak mieszkają w jamach, a nie schludnych chatkach) i w ogóle udaje, że nie istnieje to chyba logiczne, że powinien płacić mniej. A masz, naiwna królewno - mimozo i życiowy przegrywie - płacisz więcej. A uważasz, że jeśli więcej płacisz, to należy Ci się np. większy zwrot nadpłat? Nigdy w życiu! Nawet jeśli nasza królewna spędza w mieszkaniu ledwie 4 godziny dziennie, poza snem to wiadomo, że i tak samym oddechem zużyje więcej wszystkiego, nawet jeśli pan S. spędza w mieszkaniu praktycznie cały czas.

Czego jeszcze nie lubi pan S.? Sprzątania. Królewno, możesz spisać i milion grafików porządku, jednak uczciwie wpisz w nie jedną osobę. Zakup środków czystości? Kto korzysta, ten płaci. Popsuta pralka / odczyt liczników / wizyta ze spółdzielni? Dżemma, wiemy, że w chatce jest tylko jedna osoba, z wystarczającą ilością testosteronu także chwytaj za ten śrubokręt i do roboty. A jeśli Pan S. przypadkiem zapcha zlew, opowie Ci o tym,  doda, że wyjeżdża na kilka dni, ale po powrocie na pewno to naprawi? Cóż, dziewczyno też wiesz co robić.

W pierwszej fazie królewna zapraszała jeszcze jakieś elfy w odwiedziny, niestety Pan S. je przeganiał  - pamiętajcie sen to zdrowie. A potem była jama przywodząca na myśl dziwy z Hawkins i żaden elf już chateczki nie chciał odwiedzać.

Co jeszcze lubią takie stworzenia? Manipulację i deprecjonowanie innych. Oni wiedzą co powiedzieć i wiedzą kiedy, żeby złamać każdy, nawet najsilniejszy charakter.



Po zimie przyszła wiosna, potem lato, w końcu jesień, a nasza Dżemma smutniała z każdym dniem, wyniszczana od środka ciężkim żywotem - do czasu, zupełnie niespodziewanie w jednej chwili wybuchła afera mieszkaniowa. Okazało się, że pan S. ot tak bez słowa postanowił zniknąć - przypadkiem dowiedziała się królewna i przypadkiem dowiedział się chatkowy możnowładca - widzicie więc można z klasą, można bez.

Pan S.: Dżemmo, pół roku temu dołożyłem się do zakupu czajnika do mieszkania. Teraz, gdy się wyprowadzam, a czajnik zostaje, chciałbym zwrotu tej sumy.

Pan S. zapomniał, że przez wiele miesięcy nie dołożył się do niczego innego, korzystając z produktów kupowanych przez królewnę, zapomniał, że każdego dnia jadł przy jej stole, bo przecież zapłacił za ten czajnik. Całe 20 monet. Cóż, mamy na to jedno słowo. Nie.

Zakończenie afery czajnikowej już pewnie wszyscy odkryli - królewna nie ma już czajnika i nie ma już monet.

Wiecie już dzieciaczki, jaki jest morał naszej historii? Nie bądźcie nigdy Dżemmą! Nie dajcie się tłamsić, nie pozwólcie sobą manipulować czy pomiatać. O tym, że coś jest nie tak czy w pracy, czy w domu, czy z tym nowym facetem, przekonacie się w mniej niż tydzień - potem oszukujecie tylko samych siebie, a tłumiona frustracja rośnie i rośnie, jedynie szkodząc waszemu zdrowiu psychicznemu.

PS. Dla wszystkich, którzy nie znają cyklu DzM i nie znają tego bloga: jest to cykl fikcyjny. Nie istnieje żadna Dżemma, Szarlotta czy Mura. Dla wszystkich, którzy nie wiedzą, czym jest baśń - baśń pokazuje nam pewne wzorce zachowań, jeśli się z którymś utożsamiacie, cel jest spełniony, chociaż obie nasze postaci są pożałowania godne, więc pora się zmienić. Tymczasem żegnajcie i na nowe DzM z niecierpliwością czekajcie :P

DzM #24: nie taka baśniowa kraina, czyli Dżemma i pan S.